› Książki

» Czytaj fragment

 

Zabawna, prowokacyjna, nihilistyczna, intelektualnie wyrafinowana powieść o współczesnej zbrodni – taka jest właśnie „Nieludzka komedia” Jerzego Franczaka. Niby sprawę dobrze znamy: sponiewierany inteligent przeżywa egzystencjalne katusze, traci pracę, chałturzy w punkcie ksero, a jego dziewczyna w tym właśnie momencie nabiera chęci reprodukcyjnych… Im bardziej jednak powieść się rozkręca, tym więcej funduje nam zaskoczeń. Przetwarzając znane motywy, doprowadza do niespodziewanego, makabrycznego zakończenia, które z lekkiej obyczajowej książki o nieprzystosowaniu i niespełnieniu czyni nagle groteskowy thriller. "Nieludzka komedia" to jedna z lepszych książek z półki "młoda literatura", jakie zdarzyło mi się ostatnio czytać. Doskonały warsztat i znajomość literatury widać na każdej stronie "Nieludzkiej komedii". Powieść Franczaka jest wysmakowaną, erudycyjna grą - już w samym tytule mamy czytelne nawiązanie do "Boskiej komedii" Dantego i "Komedii ludzkiej" Balzaka (pierwsze dzieło służy autorowi do rozpoczęcia dyskusji nad naturą nowoczesnego zła, od drugiego zręcznie się odbija, by w satyrycznym ujęciu ukazać nędzę naszych dzisiejszych poczynań), a to dopiero początek. (…) Ale sęk w tym, że powieść Franczaka nie jest zgrabną układanką. Przeciwnie, to świetnie skomponowana, rasowa proza, która dużo mówi o nas samych – dziś. Tytułowej nieludzkiej komeii, w której uczestniczymy, z naszym życiem codziennym, miłościami i rozstaniami, rozczarowaniami i suckecsami, bliżej do poczynań bohaterów serialu „M jak miłosć”, niż do przeżyć znanych z wielkich dzieł literatury. Nawet kiedy w tak urządzonym świecie dokonuje się zbrodnia, natychmiast staje się częścią tandetnej machiny komercyjnej. Franczak nikogo nie oszczędza i w gruncie rzeczy daje nam bardzo pesymistyczną książkę, , która – co za ulga – jest bardzo zabawna.

Patrycja Pustkowiak
Dziennik Gazeta Prawna, 02. 10. 2009

 

Pisarz tworzy groteskowy obraz świata na pograniczu powagi i kpiny. „Nieludzka komedia” obnaża absurdalną rzeczywistość pozoru i fałszu. Wszystko jest tutaj błazeńskie, celowo przerysowane. Zabieg ten umożliwia autorowi oddanie charakteru współczesnego świata, zakpienie z wielkich idei, które w istocie są puste i mało wartościowe. U Franczaka, po gombrowiczowsku, lęk jednostki przed brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa, sprzyja odgrywaniu sztucznych ról, jakie zbiorowość wyznacza. Zdaniem Williama Faulknera pisarz najpierw zaczyna jako poeta, nie odnosi sukcesu, potem zaczyna pisać opowiadania, też nie jest zadowolony, w końcu bierze się za powieści, wówczas rozwija skrzydła. Przyznam, że ta zasada świetnie sprawdza się w przypadku Franczaka. Pisarz ma własny, łatwy do rozpoznania styl o czym przypomina nam w „Nieludzkiej komedii”. Jego prozy nie sposób nie odróżnić. Nie można jej także pominąć, bowiem „Nieludzka..” to świetna powieść dobrze rokującego autora, który wyraźnie dystansuje się od powszechnie obowiązujących mód literackich.

Damian Gajda
www.czytelnia.onet.pl

 

Jerzy Franczak jest z pewnością jedną z najciekawszych postaci młodej literatury, choć ma słabszy od konkurencji pęd do lansu. Ale teraz napisał powieść ostrą, która podkłada bombę pod jego wcześniejsze, po części autotematyczne, po części młodzieńczo rozedrgane pisanie. Rzecz zaczyna się standartowo, jak większość dokonań prozy młodych: sfrustrowany inteligent, kandydat na pisarza, kisi się w codzienności. Aż tu nagle robi krok w tę stronę, na którą przeszedł bohater „American Psycho”. W jego nijakim świecie nagle rozpanoszyło się zło. Można by powiedzieć, że Franczak pięknie to opisał, tyle tylko, że nic pięknego nie pokazuje. Więc powiedzmy tak: opisał to dobrze.

Leszek Bugajski
Newsweek, 27. 09. 2009

 

Morderstwo, jakiego dokonuje bohater Franczaka, jest jednocześnie egzystencjalną próbą, przed jaką staje cała zbudowana na kartach „Nieludzkiej komedii” tożsamość. Emil ćwiartuje zwłoki Natalii, z dziecięcą wręcz naiwnością daje się złapać wymiarowi sprawiedliwości i… ujawnia swoje prawdziwe oblicze, istotę literackiej mistyfikacji, którą jest jego opowieść. Ekspiacja natomiast ma się odbyć przy udziale czytelnika. „Moją winę odkupią czytelnicy, a imię ich będzie milijon!”. Kolejna kpina? A może tak naprawdę śmierć, w obliczu której staje Natalia i której istotę próbuje zgłębić Emil to jedynie maska, pod jaką kryje się zjadliwość życia? (…) Franczak nie próbuje usprawiedliwiać swojego bohatera, ale pozwala nam stanąć obok niego i przeczytać o tym, jak skomentowana została jego zbrodnia. To dodatkowy, dziesiąty rozdział, już poza dantejskimi kręgami, poza panowaniem Emila. Tam też ukryje się kilka tropów interpretacyjnych, tam poszukiwać będziemy odpowiedzi na pytanie o to, czym jest zło, gdzie się rodzi i jaki ma wymiar.

Jarosław Czechowicz
Portret on-line, 18/ 2009.

 

Jerzy Franczak jest świadomym odbiorcą kultury z racji wykształcenia czy też zatrudnienia (eseista, poeta, wykładowca, debiut prozatorski ma już za sobą: Grawitacje 2007). Istotniejszy jest fakt, że potrafi tę umiejętność wykorzystać w praktyce. Biegle włada językiem kultury, który wkłada w usta bohatera swojej powieści Nieludzka komedia. Emil Król jest polonistą wychowanym w inteligenckim domu. Postrzega świat poprzez pryzmat wiedzy zdobytej na studiach humanistycznych. Rzutuje to na sposób, w jaki opowiada o świecie. Nie sięga daleko. Okazuje się, że najbliższe otoczenie dostarcza wystarczających bodźców do prowadzenia intrygującej narracji. (…) Pod względem fabularnym historia jest dość prosta. A jednak groteskowy świat, gdzie wszystko zdaje się być karykaturą życia, czyni treść bardziej skondensowaną. Dzięki znakomitej konstrukcji książki, Franczak mógł opleść akcję komplikującymi odwołaniami, minitekstami wzbogacającymi warstwę semantyczną książki. Odsłonił tym samym mechanizmy budowania podobnych narracji w świecie rzeczywistym. Poruszył również temat zła – jego nieprzewidywalności i chaosu przy próbach jego oceny. To doskonała proza, zabawna, ale nie lekka. Emil K. nie dokonał zbrodni doskonałej, ale Jerzy F. popełnił taką właśnie powieść.

Patrycja Minor
E-Splot, X 2009.

 

Młody pisarz pyta dziś o sprawy, jakimi przed przeszło półwieczem zajmowali się tacy pisarze jak Camus czy Sartre, a jeszcze wcześniej, powiedzmy, Gide. W „Nieludzkiej komedii” Franczak próbuje ożywić literacko stare pytania: o absurd istnienia, metafizyczną pustkę, zło czy immoralizm. (…) Krakowski pisarz, by tak rzec, testuje stare języki, chce się dowiedzieć, czy z ich pomocą da się opisać kondycję dzisiejszego człowieka. Moim zdaniem test wypadł negatywnie. Ale nie muszę mieć racji.

Dariusz Nowacki
Duży Format, 29.10.09

 

Manifest cynika, biblia bezrobotnego, dossier intelektualisty, rozprawa pisarza, proklamacja ironisty, odezwa ćpuna i alkoholika, program samozagłady. „Nieludzka komedia” to świetna powieść młodego krakowskiego pisarza i literaturoznawcy, znanego m.in. dzięki wcześniejszej powieści „Przymierzalnia”. Jerzy Franczak pisze i obraża. Wszystkich. Sufrażystki, katolików i bohaterski naród węgierski. Pracowników punktów ksero, nauczycieli, pisarzy, pracę chałupniczą i wyidealizowane związki heteroseksualne oraz szczęśliwe macierzyństwo. Uderza i daje językowi płynąć leniwie po kolejnych znaczeniach, kontekstach i zakresach słów. Jest ironiczny i złośliwy, a do tego szalenie prawdziwy. „Nieludzka komedia” to krakowska historia pisarza, który pewnego dnia traci ciepłą posadkę polonisty. Szuka pracy. Kłóci się z dziewczyną. Gdzieś na granicy tych zdarzeń dzieją się rzeczy, dla których koniecznie trzeba przeczytać tę książkę. Nie tyle książkę, co powieść, która odsłania mięso dzisiejszej egzystencji.

Łukasz Grzesiczak
Przegląd 5/ 2010

 

Błazenadzie narracyjnej towarzyszy cytacyjne figlowanie – Franczak na potęgę przywołuje i parafrazuje, parodiuje i obnaża, odtwarza cudze sytuacje z własnym bohaterem i tworzy własnego bohatera, wykorzystując czyjeś pomysły. Nieludzka komedia niewątpliwie ma zamiar wystrychnąć czytelnika na dudka. Wyszukiwanie w niej słownych igraszek i identyfikacja kryptocytatów mogą sprawić przyjemność (i oczywiście przyprawić o zawrót głowy). Wątpić natomiast należy, że jej autor umyślił sobie zatrzymać zabawę w miejscu, gdzie literatura nabiera wody w usta; poszło mu raczej o poważniejszy projekt, na przykład uzmysłowienie odbiorcy (i sobie), iż ktoś odpowiada za tę sztukę. (…) Śmiejąc się ze swoim bohaterem, Franczak załatwia dwie nader poważne sprawy: przesuwa granice rzeczywistości w literackiej fikcji i na nowo ustala stopień wysycenia jej refleksją. Nieludzka komedia to najbardziej nieuczciwy projekt w najlepszym tego słowa znaczeniu: pojmą go tylko ci dowcipnisie, którzy wcześniej zapomnieli o trendach w literaturze i na poważniej zajęli się Cioranem, Gombrowiczem i środowiskową plotką – której w krakowskiej komedii Franczaka jest całkiem sporo.

Marta Cuber
Nowe Książki 2/ 2010

 

Tytułowana aluzja literacka do „Komedii ludzkiej” Balzaka zwraca uwagę na to, co będzie się działo na realistycznym planie powieści. Autor zdaje się sugerować, że przy użyciu balzakowskiej konwencji literackiego studium ludzkich zachowań wydobędzie z człowieka element demoniczny, a jeśli śmiać się kto będzie, to raczej w stylu czarnego humoru, niźli w łagodnej, afirmatywnej formie, gdzie uśmiech wszechwiedzącego narratora wybaczał światu jego niegodziwość. (...) Sporo zainteresowania wzbudza wszakże jeszcze strona satyryczna owej powieści. Jej pierwszoosobowy opowiadacz występuje bowiem jako intrygujący cudak, posiada ponadprzeciętny zmysł gawędziarski, zmysł komizmu sytuacyjnego i słownego. Spogląda drwiącym okiem na, mówiąc jeszcze przez chwilę po balzakowsku, sceny z życia prowincji (wyjazd na wesele), sceny z życia intymnego (dramacik domowy i tragedia miłosna), sceny z życia zawodowego (satyra na społeczność nauczycielską), sceny z życia artystycznego (wydawca książek Prażuch). Opowiadacz Franczak okazuje się odpowiednio zdemoralizowany, obiecująco ironiczny, nigdy nie wiadomo, do jakiej przesady w działaniu i słownej dosadności się posunie, stąd czyta się książkę choćby dla samej jej satyrycznej przewrotności. (...) Tekstualność wszakże każe nam przede wszystkim przeczytać Nieludzką komedię jako rasową powieść autotematyczną. Franczak na planie metafikycjnym dokonuje ponowoczesnego przezwyciężenia zagrożeń wpisanych  w podmiotowość nowoczesną, ale ten powszechnie znany motyw pojawia się u niego w niebanalnym opracowaniu. (...) Autor Przymierzalni śmiało bawi się tutaj figurami dyskursu posthumanistycznego, kpi z jego wersji łagodnej, a szczególnie chętnie z jego wydania zapisującego grozę i potworność rzeczywistości odkrytej przez ponowoczesne bezgruncie. Jeśliby uznać zasadność podobnego odczytania, to wówczas uchwycić musimy dodatkowy sens tej opowieści, usłyszeć kolejne echo Franczkowego śmiechu. Nieludzka komedia, obok czarnego humoru wywiedzionego ze starej nowoczesnej makabreski, wyrażałaby chęć śmiałej i przekornej zabawy tematami dyskutowanymi z wielkim zafrasowaniem przez współczesny posthumanizm, takimi jak kontrola życia i śmierci, świętość życia i nagie życie, niechęć do prokreacji, skłonności samobójcze, oburzające opinię publiczną morderstwa itp. Komiczność powieści Franczaka odniesiona do owego kompleksu gorąco dyskutowanych dziś problemów wygląda na odkrycie nieznanego dotąd rodzaju humoru, eksperyment literacki o sporych możliwościach artystycznych i poznawczych.

Tomasz Mizerkiewicz

FA-art 3/ 2009

 

Nie pamiętam już lektury, która trzymałaby mnie w takim napięciu intelektualnym i emocjonalnym od pierwszej do ostatniej karty. Nie pamiętam, czy w bogatym zestawie przeczytanych książek zdarzyła się taka, którą czytałam z wypiekami na twarzy, a zarazem z nieustannym rozbawieniem. Nieludzka komedia spełnia bowiem wszelkie kryteria dobrego kryminału, czarnej komedii, eseju prowadzącego dyskurs ze światem literatury, ze światem oświaty, ze światem absurdów, jakie otaczają nas na co dzień. Proza Franczaka to genialny kolaż wyśmienitej warstwy językowej, dogłębnie przemyślanej i zaskakującej co rusz fabuły, licznych nawiązań do literatury od antyku po współczesność, wszystko zaś oprawione zostało w studium charakterów godne Balzaka czy Dostojewskiego oraz analizę współczesnej wersji upupiania, tym razem ciała pedagogicznego, godną samego Gombro.

Katarzyna Bereta
www.lazyhours.pl

« Nieludzka komedia, Wydawnictwo Literackie Kraków 2009

» Czytaj fragment

 

Zabawna, prowokacyjna, nihilistyczna, intelektualnie wyrafinowana powieść o współczesnej zbrodni – taka jest właśnie „Nieludzka komedia” Jerzego Franczaka. Niby sprawę dobrze znamy: sponiewierany inteligent przeżywa egzystencjalne katusze, traci pracę, chałturzy w punkcie ksero, a jego dziewczyna w tym właśnie momencie nabiera chęci reprodukcyjnych… Im bardziej jednak powieść się rozkręca, tym więcej funduje nam zaskoczeń. Przetwarzając znane motywy, doprowadza do niespodziewanego, makabrycznego zakończenia, które z lekkiej obyczajowej książki o nieprzystosowaniu i niespełnieniu czyni nagle groteskowy thriller. "Nieludzka komedia" to jedna z lepszych książek z półki "młoda literatura", jakie zdarzyło mi się ostatnio czytać. Doskonały warsztat i znajomość literatury widać na każdej stronie "Nieludzkiej komedii". Powieść Franczaka jest wysmakowaną, erudycyjna grą - już w samym tytule mamy czytelne nawiązanie do "Boskiej komedii" Dantego i "Komedii ludzkiej" Balzaka (pierwsze dzieło służy autorowi do rozpoczęcia dyskusji nad naturą nowoczesnego zła, od drugiego zręcznie się odbija, by w satyrycznym ujęciu ukazać nędzę naszych dzisiejszych poczynań), a to dopiero początek. (…) Ale sęk w tym, że powieść Franczaka nie jest zgrabną układanką. Przeciwnie, to świetnie skomponowana, rasowa proza, która dużo mówi o nas samych – dziś. Tytułowej nieludzkiej komeii, w której uczestniczymy, z naszym życiem codziennym, miłościami i rozstaniami, rozczarowaniami i suckecsami, bliżej do poczynań bohaterów serialu „M jak miłosć”, niż do przeżyć znanych z wielkich dzieł literatury. Nawet kiedy w tak urządzonym świecie dokonuje się zbrodnia, natychmiast staje się częścią tandetnej machiny komercyjnej. Franczak nikogo nie oszczędza i w gruncie rzeczy daje nam bardzo pesymistyczną książkę, , która – co za ulga – jest bardzo zabawna.

Patrycja Pustkowiak
Dziennik Gazeta Prawna, 02. 10. 2009

 

Pisarz tworzy groteskowy obraz świata na pograniczu powagi i kpiny. „Nieludzka komedia” obnaża absurdalną rzeczywistość pozoru i fałszu. Wszystko jest tutaj błazeńskie, celowo przerysowane. Zabieg ten umożliwia autorowi oddanie charakteru współczesnego świata, zakpienie z wielkich idei, które w istocie są puste i mało wartościowe. U Franczaka, po gombrowiczowsku, lęk jednostki przed brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa, sprzyja odgrywaniu sztucznych ról, jakie zbiorowość wyznacza. Zdaniem Williama Faulknera pisarz najpierw zaczyna jako poeta, nie odnosi sukcesu, potem zaczyna pisać opowiadania, też nie jest zadowolony, w końcu bierze się za powieści, wówczas rozwija skrzydła. Przyznam, że ta zasada świetnie sprawdza się w przypadku Franczaka. Pisarz ma własny, łatwy do rozpoznania styl o czym przypomina nam w „Nieludzkiej komedii”. Jego prozy nie sposób nie odróżnić. Nie można jej także pominąć, bowiem „Nieludzka..” to świetna powieść dobrze rokującego autora, który wyraźnie dystansuje się od powszechnie obowiązujących mód literackich.

Damian Gajda
www.czytelnia.onet.pl

 

Jerzy Franczak jest z pewnością jedną z najciekawszych postaci młodej literatury, choć ma słabszy od konkurencji pęd do lansu. Ale teraz napisał powieść ostrą, która podkłada bombę pod jego wcześniejsze, po części autotematyczne, po części młodzieńczo rozedrgane pisanie. Rzecz zaczyna się standartowo, jak większość dokonań prozy młodych: sfrustrowany inteligent, kandydat na pisarza, kisi się w codzienności. Aż tu nagle robi krok w tę stronę, na którą przeszedł bohater „American Psycho”. W jego nijakim świecie nagle rozpanoszyło się zło. Można by powiedzieć, że Franczak pięknie to opisał, tyle tylko, że nic pięknego nie pokazuje. Więc powiedzmy tak: opisał to dobrze.

Leszek Bugajski
Newsweek, 27. 09. 2009

 

Morderstwo, jakiego dokonuje bohater Franczaka, jest jednocześnie egzystencjalną próbą, przed jaką staje cała zbudowana na kartach „Nieludzkiej komedii” tożsamość. Emil ćwiartuje zwłoki Natalii, z dziecięcą wręcz naiwnością daje się złapać wymiarowi sprawiedliwości i… ujawnia swoje prawdziwe oblicze, istotę literackiej mistyfikacji, którą jest jego opowieść. Ekspiacja natomiast ma się odbyć przy udziale czytelnika. „Moją winę odkupią czytelnicy, a imię ich będzie milijon!”. Kolejna kpina? A może tak naprawdę śmierć, w obliczu której staje Natalia i której istotę próbuje zgłębić Emil to jedynie maska, pod jaką kryje się zjadliwość życia? (…) Franczak nie próbuje usprawiedliwiać swojego bohatera, ale pozwala nam stanąć obok niego i przeczytać o tym, jak skomentowana została jego zbrodnia. To dodatkowy, dziesiąty rozdział, już poza dantejskimi kręgami, poza panowaniem Emila. Tam też ukryje się kilka tropów interpretacyjnych, tam poszukiwać będziemy odpowiedzi na pytanie o to, czym jest zło, gdzie się rodzi i jaki ma wymiar.

Jarosław Czechowicz
Portret on-line, 18/ 2009.

 

Jerzy Franczak jest świadomym odbiorcą kultury z racji wykształcenia czy też zatrudnienia (eseista, poeta, wykładowca, debiut prozatorski ma już za sobą: Grawitacje 2007). Istotniejszy jest fakt, że potrafi tę umiejętność wykorzystać w praktyce. Biegle włada językiem kultury, który wkłada w usta bohatera swojej powieści Nieludzka komedia. Emil Król jest polonistą wychowanym w inteligenckim domu. Postrzega świat poprzez pryzmat wiedzy zdobytej na studiach humanistycznych. Rzutuje to na sposób, w jaki opowiada o świecie. Nie sięga daleko. Okazuje się, że najbliższe otoczenie dostarcza wystarczających bodźców do prowadzenia intrygującej narracji. (…) Pod względem fabularnym historia jest dość prosta. A jednak groteskowy świat, gdzie wszystko zdaje się być karykaturą życia, czyni treść bardziej skondensowaną. Dzięki znakomitej konstrukcji książki, Franczak mógł opleść akcję komplikującymi odwołaniami, minitekstami wzbogacającymi warstwę semantyczną książki. Odsłonił tym samym mechanizmy budowania podobnych narracji w świecie rzeczywistym. Poruszył również temat zła – jego nieprzewidywalności i chaosu przy próbach jego oceny. To doskonała proza, zabawna, ale nie lekka. Emil K. nie dokonał zbrodni doskonałej, ale Jerzy F. popełnił taką właśnie powieść.

Patrycja Minor
E-Splot, X 2009.

 

Młody pisarz pyta dziś o sprawy, jakimi przed przeszło półwieczem zajmowali się tacy pisarze jak Camus czy Sartre, a jeszcze wcześniej, powiedzmy, Gide. W „Nieludzkiej komedii” Franczak próbuje ożywić literacko stare pytania: o absurd istnienia, metafizyczną pustkę, zło czy immoralizm. (…) Krakowski pisarz, by tak rzec, testuje stare języki, chce się dowiedzieć, czy z ich pomocą da się opisać kondycję dzisiejszego człowieka. Moim zdaniem test wypadł negatywnie. Ale nie muszę mieć racji.

Dariusz Nowacki
Duży Format, 29.10.09

 

Manifest cynika, biblia bezrobotnego, dossier intelektualisty, rozprawa pisarza, proklamacja ironisty, odezwa ćpuna i alkoholika, program samozagłady. „Nieludzka komedia” to świetna powieść młodego krakowskiego pisarza i literaturoznawcy, znanego m.in. dzięki wcześniejszej powieści „Przymierzalnia”. Jerzy Franczak pisze i obraża. Wszystkich. Sufrażystki, katolików i bohaterski naród węgierski. Pracowników punktów ksero, nauczycieli, pisarzy, pracę chałupniczą i wyidealizowane związki heteroseksualne oraz szczęśliwe macierzyństwo. Uderza i daje językowi płynąć leniwie po kolejnych znaczeniach, kontekstach i zakresach słów. Jest ironiczny i złośliwy, a do tego szalenie prawdziwy. „Nieludzka komedia” to krakowska historia pisarza, który pewnego dnia traci ciepłą posadkę polonisty. Szuka pracy. Kłóci się z dziewczyną. Gdzieś na granicy tych zdarzeń dzieją się rzeczy, dla których koniecznie trzeba przeczytać tę książkę. Nie tyle książkę, co powieść, która odsłania mięso dzisiejszej egzystencji.

Łukasz Grzesiczak
Przegląd 5/ 2010

 

Błazenadzie narracyjnej towarzyszy cytacyjne figlowanie – Franczak na potęgę przywołuje i parafrazuje, parodiuje i obnaża, odtwarza cudze sytuacje z własnym bohaterem i tworzy własnego bohatera, wykorzystując czyjeś pomysły. Nieludzka komedia niewątpliwie ma zamiar wystrychnąć czytelnika na dudka. Wyszukiwanie w niej słownych igraszek i identyfikacja kryptocytatów mogą sprawić przyjemność (i oczywiście przyprawić o zawrót głowy). Wątpić natomiast należy, że jej autor umyślił sobie zatrzymać zabawę w miejscu, gdzie literatura nabiera wody w usta; poszło mu raczej o poważniejszy projekt, na przykład uzmysłowienie odbiorcy (i sobie), iż ktoś odpowiada za tę sztukę. (…) Śmiejąc się ze swoim bohaterem, Franczak załatwia dwie nader poważne sprawy: przesuwa granice rzeczywistości w literackiej fikcji i na nowo ustala stopień wysycenia jej refleksją. Nieludzka komedia to najbardziej nieuczciwy projekt w najlepszym tego słowa znaczeniu: pojmą go tylko ci dowcipnisie, którzy wcześniej zapomnieli o trendach w literaturze i na poważniej zajęli się Cioranem, Gombrowiczem i środowiskową plotką – której w krakowskiej komedii Franczaka jest całkiem sporo.

Marta Cuber
Nowe Książki 2/ 2010

 

Tytułowana aluzja literacka do „Komedii ludzkiej” Balzaka zwraca uwagę na to, co będzie się działo na realistycznym planie powieści. Autor zdaje się sugerować, że przy użyciu balzakowskiej konwencji literackiego studium ludzkich zachowań wydobędzie z człowieka element demoniczny, a jeśli śmiać się kto będzie, to raczej w stylu czarnego humoru, niźli w łagodnej, afirmatywnej formie, gdzie uśmiech wszechwiedzącego narratora wybaczał światu jego niegodziwość. (...) Sporo zainteresowania wzbudza wszakże jeszcze strona satyryczna owej powieści. Jej pierwszoosobowy opowiadacz występuje bowiem jako intrygujący cudak, posiada ponadprzeciętny zmysł gawędziarski, zmysł komizmu sytuacyjnego i słownego. Spogląda drwiącym okiem na, mówiąc jeszcze przez chwilę po balzakowsku, sceny z życia prowincji (wyjazd na wesele), sceny z życia intymnego (dramacik domowy i tragedia miłosna), sceny z życia zawodowego (satyra na społeczność nauczycielską), sceny z życia artystycznego (wydawca książek Prażuch). Opowiadacz Franczak okazuje się odpowiednio zdemoralizowany, obiecująco ironiczny, nigdy nie wiadomo, do jakiej przesady w działaniu i słownej dosadności się posunie, stąd czyta się książkę choćby dla samej jej satyrycznej przewrotności. (...) Tekstualność wszakże każe nam przede wszystkim przeczytać Nieludzką komedię jako rasową powieść autotematyczną. Franczak na planie metafikycjnym dokonuje ponowoczesnego przezwyciężenia zagrożeń wpisanych  w podmiotowość nowoczesną, ale ten powszechnie znany motyw pojawia się u niego w niebanalnym opracowaniu. (...) Autor Przymierzalni śmiało bawi się tutaj figurami dyskursu posthumanistycznego, kpi z jego wersji łagodnej, a szczególnie chętnie z jego wydania zapisującego grozę i potworność rzeczywistości odkrytej przez ponowoczesne bezgruncie. Jeśliby uznać zasadność podobnego odczytania, to wówczas uchwycić musimy dodatkowy sens tej opowieści, usłyszeć kolejne echo Franczkowego śmiechu. Nieludzka komedia, obok czarnego humoru wywiedzionego ze starej nowoczesnej makabreski, wyrażałaby chęć śmiałej i przekornej zabawy tematami dyskutowanymi z wielkim zafrasowaniem przez współczesny posthumanizm, takimi jak kontrola życia i śmierci, świętość życia i nagie życie, niechęć do prokreacji, skłonności samobójcze, oburzające opinię publiczną morderstwa itp. Komiczność powieści Franczaka odniesiona do owego kompleksu gorąco dyskutowanych dziś problemów wygląda na odkrycie nieznanego dotąd rodzaju humoru, eksperyment literacki o sporych możliwościach artystycznych i poznawczych.

Tomasz Mizerkiewicz

FA-art 3/ 2009

 

Nie pamiętam już lektury, która trzymałaby mnie w takim napięciu intelektualnym i emocjonalnym od pierwszej do ostatniej karty. Nie pamiętam, czy w bogatym zestawie przeczytanych książek zdarzyła się taka, którą czytałam z wypiekami na twarzy, a zarazem z nieustannym rozbawieniem. Nieludzka komedia spełnia bowiem wszelkie kryteria dobrego kryminału, czarnej komedii, eseju prowadzącego dyskurs ze światem literatury, ze światem oświaty, ze światem absurdów, jakie otaczają nas na co dzień. Proza Franczaka to genialny kolaż wyśmienitej warstwy językowej, dogłębnie przemyślanej i zaskakującej co rusz fabuły, licznych nawiązań do literatury od antyku po współczesność, wszystko zaś oprawione zostało w studium charakterów godne Balzaka czy Dostojewskiego oraz analizę współczesnej wersji upupiania, tym razem ciała pedagogicznego, godną samego Gombro.

Katarzyna Bereta
www.lazyhours.pl

"Przymierzalnia" rozpoczyna się jak opowieść podróżnika-szaleńca, który relacjonuje, mimo że jedzie donikąd. Nie lubi, żeby było prosto, dlatego opowiadając, korzysta z różnych tricków i literackich chwytów. Czyni to z "Przymierzalni" zeszyt wprawek: o środowisku krakowskich artystów rówieśników, przygodach z literaturą, poruszaniu się po świecie, alkoholowych upodleniach. (...) Narratora Franczaka nie specjalnie przeraża (i przejmuje) rzeczywistość. Chociaż muzą i światłem opowieści pozostaje Ilona, dziewczyna, z którą nie próbuje się dogadać, ani ona, ani autor i narrator w jednej osobie nie mają wpływu na dalszy ciąg fabuły. Na szczęście "Przymierzalnia" jest nie tylko fantazją młodego, piszącego narcyza, który boi się dowiedzieć, czym może być życie, skoro nie jest samym pisaniem. "W ogól wszystko można" - czytamy na końcu książki, gdy nie ma już autora i bohatera. Pokusa, by zrobić podobnie i zbiec z własnego istnienia, może się skończyć dobrze pod jednym warunkiem. Jeśli uciekać, to tylko w literaturę.

Marta Cuber

Polityka 15/ 2008

 

Pytania o formę możliwą i możliwość bezforemności są pytaniami fundamentalnymi. Franczak wiedział, co robi, zabierając się za pisanie tej książki - zna Gombrowicza jak mało kto i (banalizując jedynie odrobinę) nie daje się zrobić w trąbę. Wystawia Jurka, swego bohatera, pisarza i kobieciarza, ironistę i eskapistę na pokusy sytuacyjne, w których ów musi się odnaleźć, czyli ubrać stosownie do okazji. Jerzy poszukuje, całkiem zwyczajnie, siebie, przeglądając się w kolejnych przebraniach, by w końcu paść i zginąć pod ciężarem wiedzy, że w przebraniu jest pusto, i to bynajmniej nie jest obłok w spodniach. Sięga Jerzy po zestawy ludzko-nieludzkie, podkochuje się i się kocha, pracuje w wydawnictwie, pisze, tłumaczy, wędruje i rani tylko po to, by skapitulować i przyjąć do wiadomości, że władza, którą odczuwał była wyłącznie pozorowana. Musi zginąć (ten zestaw do śmierci skroił Franczak zgrabnie), ponieważ całkowita kontrola nie jest możliwa, panowanie nad zdarzeniami możliwe jest w papierowej przestrzeni opowiadania, ale po zamknięciu książki czyha już horror nieobliczalnego.

Anna Marchewka

Lampa 4/ 2008

 

Czyta się "Przymierzalnię" z zapartym tchem, bo labirynt tropów literackich i odniesień do samego procesu tworzenia wciąga nas coraz bardziej i coraz intensywniej w sobie wikła. (...) Jest to sugestywny zapis przyglądania się samemu sobie od wewnątrz i na zewnątrz. To historia twórcy, który przymierza siebie wciąż na nowo; który nie wie, w jakiej kreacji literackiej jest mu najbardziej do twarzy i który próbuje o zdanie zapytać czytelnika. To książka, w jakiej słowa wyskakują z siebie nawzajem i książka, w której słowa się ze sobą biją. (...) Te wszystkie zabiegi o wyrażenie siebie, ta różnorakość form w "Przymierzalni" i ta przejmująca niemożność zdecydowania się na jeden środek wyrazu dla jednej emocji i jednego wrażenia, jest świadectwem chaosu, jaki we własnej jaźni Franczak próbuje ogarnąć. Jest to bowiem także książka poruszająca problem przestrzeni, w jakiej mogą mieścić się opisywane zdarzenia, myśli i emocje. Szuka Franczak tej przestrzeni i im trudniej jest mu ją odnaleźć, tym bardziej dramatyczne staje się napięcie między słowem zapisanym, pomyślanym i przeżytym.

Jarosław Czechowicz

Portret online 40/ 2008

 

Wybawienie nie przychodzi ze strony języka - zdaje się mówić Franczak. Jeśli ktoś, tak jak bohater Przymierzalni, ucieka w literaturę, musi się liczyć z tym, że to właśnie literacki przedstawienie go pogrąży. Jurek o tym nie wie i do końca się nie dowie. To świadomość samego pisarza czy raczej wewnętrznego autora, który pociąga za wszystkie sznurki. Ów nadświadomy "gospodarz opowieści": wymyśla dla Jurka osobliwe "przygody". czysto pisarskie (warsztatowe). Zmusza go do wypowiadania się w różnych stylach i gatunkach (próba zapisu snu, notatnik z podróży, dziennik, formy quasi-reportażowe i inne). Po co to robi? Chyba po to, żeby nas przekonać, że nie ma żadnej różnicy między wejściem w rolę mężczyzny, artysty, pracownika lub w jakąkolwiek inną rolę społeczną i zastosowaniem konwencji literackiej. W tym punkcie dochodzi do spotkania literatury z życiem: nigdy nie wybieramy, zawsze zostajemy wybrani. Nie sposób się wymknąć, niepodobna się uwolnić od scenariuszy, schematów, sztancy. Myśl to wprawdzie nienowa, ale podana przez Jerzego Franczaka inteligentnie i efektownie.

Dariusz Nowacki

Nowe Książki 6/ 2008

 

Jerzy jest w centrum tej opowieści, jego nieustabilizowana osobowość pulsuje i rozlewa się na kartach Przymierzalni, bohater dziwi się drobiazgom, ale zadaje też najważniejsze pytania filozofii podmiotowości: kim jestem? jakie miejsce zajmuję w życiu? Czy ja, to je jeszcze ja, czy może już ktoś inny? Franczak podkreśla skomplikowanie i niejednoznaczność bohatera rozbudowaną i zakręconą warstwą językową Przymierzalni; barokowa stylistyka przemieszana z elementami bajkowości i pamiętnika, urwane wątki i zapętlająca się narracja – to wszystko tworzy klimat pozornego chaosu, w którym Jerzy i świat zdają się pasować do siebie idealnie. W pewnym momencie opowieść Jerzego zaczyna się niepokojąco stabilizować, sam bohater-narrator znika ze sceny. Trudno ten moment przejścia zauważyć, wydaje się bowiem zupełnie naturalny. Ale po kilku stronach takiej uporządkowanej narracji i klarownego stylu dopada nas absolutnie zaskakujące stwierdzenie – brakuje nam Jerzego! Brakuje nam chaotycznej, wiecznie niezdecydowanej i poszukującej osobowości narratora. To jest gra z czytelnikiem, którą Franczak prowadzi na wielu poziomach i posługując się całym arsenałem środków językowych. I muszę przyznać, że wciągnąłem się w tę grę.

Łukasz Kupiec

Kraków, 7-8/ 2009


Kpić łatwo, zmagać się z własnymi demonami prościej niż wyciągnąć dłoń na powitanie, do zobowiązującego uścisku. Tego Jurek nie potrafi. Potrafi za to zdobyć się na dystans z pełną świadomością fałszu podobnej sytuacji. Bo dystans to też rola, tak samo zwyczajna jak pozostałe. Czyż nie w taki sposób myśli o świecie i sobie każdy inteligentny młodzieniec, bezradnie wyruszający w podróż do nieznanej krainy ja w relacji do? Dlatego w "Przymierzalni" nietrudno się odnaleźć, współpoodczuwać, czytając ten podszyty lękiem przed podjęciem poważniejszej decyzji-roli monolog.

Grzegorz Chojnowski

www.radioram.pl

 

Proza Jerzego Franczaka przypomina, że literatura to nie tylko "co", lecz również i przede wszystkim: "jak". Nie wracałbym do tych elementarzowych rozróżnień, gdybym zbyt często nie czytał a to o Iksie podejmującym ważny problem społeczny, a to o Igreku, który umie opowiedzieć interesującą historię, a to wreszcie o Zetce tautologicznie wyjaśniającej, o co chodzi w jej nowej książce. Nie żeby Franczaka nie zajmował świat pozaliteracki, niemniej stawiane przez autora kwestie stają się przekonujące właśnie z powodu zaproponowanego języka. Powracając do wielokroć przerabianych (czyli: przepracowywanych) w kulturze spraw, autor nie tyle (nie tylko) mówi o nich nowym językiem, ile indywidualnie odnawia tematy tożsamości, syntezy, społecznych konwencji, tworzenia literatury. I jest przy tym zbyt dobrym pisarzem - a także literaturoznawcą - by odnawianie miało się skończyć powtórką. (...) Przymierzalnia jest miejscem publicznego odosobnienia (pierwszy paradoks) o wcale dużym potencjale znaczeń. Znajdujące się tam lustra mają pomóc odpowiedzieć na pytanie, jak leży nowy strój. Przymierzający może doznać również bardziej bezpośrednich wrażeń cielesnych, gdy ubranie okazuje się za ciasne. W każdym razie wchodzi się do tego miejsca z nadzieją odnowienia - o stopniu zależnym od proporcji pomiędzy "ja" a strojem. W powieści Franczaka przymierza się kulturę. Bohaterów nawiedza niekiedy niepokój, wywołany ograniczeniem (czyli ciasnotą) ciała, do którego, jako do siedliska nieczystej biochemii, żywią cokolwiek manichejską niechęć. Proces wychowania i historia kultury to również opanowywanie cielesnego brudu. Ale co dalej? Kulturowe stroje wydają się raczej sytuacyjnymi przebierankami, z wielu powodów niezadowalającymi. Można zatem stosować na przykład "musztrę czy mantrę" (znakomita gra słów, choć groźnie od niej wieje), także i te ubrania wcześniej czy później się przenicują. Historie z "Przymierzalni" są próbowane, zaczynane na nowo, stają się co najwyżej (realizowanymi z wielką sprawnością i rozmachem) możliwościami, także stylistycznymi i międzytekstowymi.

Adam Poprawa

Tygodnik Powszechny 9-10/ 2008

 

Przymierzalnia korzysta z form antypowieściowych, składa się z przymiarek do fabuł. To taka garderoba konwencji i stylów literackich, choć narrator, podobnie jak Irzykowski, szuka tu czegoś na kształt duszy. Cóż, kiedy główny aktor, autor tej powieści, nigdy nie wyjdzie na scenę. Sceny już nie ma, została za to obszerna zapadnia prowadząca z powrotem do garderoby, jako że głębia i wertykalność odeszły do lamusa. Mamy papier i powierzchnię. (...) Franczak doświadcza modernistycznego kryzysu i, tak jak wielcy mistrzowie, chciałby ulec fikcji, lecz jednocześnie obezwładnia go postne znużenie. Stawia wobec tego na mnożenie konfabulacji, odkrywanie ja jedynie poprzez kulturowe i literackie tożsamości. To dlatego autor Przymierzalni wciąż rozpoczyna i porzuca różne narracje. Gdy w końcu zacznie na dobre, zostawi bohaterów w powieści, a sam zniknie gdzieś po drugiej, niewysławialnej stronie. Ale nawet w miejscu, w którym powinien dotrzeć do świata, zapada się w rytm frazesów parodiujących nauki poradników i dezyderaty. Franczak usiłuje rozruszać powieściową konstrukcję tak, by utrzymać ją w stanie ciągłej niegotowości i bezkształtności, siebie zaś pozostawić w stanie pewnej nieokreśloności. Twórcza wolność pisarza polega na pielęgnowaniu własnej niedojrzałości i gotowości do wiecznego debiutowania.

Aldona Kopkiewicz

Opcje 3/ 2008

 

 

Bohater książki Jerzego Franczaka jest – jak autor książki – młodym, zdolnym poetą i pisarzem mieszkającym w Krakowie. Autor jednak wyraźnie dystansuje się od swej postaci literackiej, biorąc jej egzystencję w ironiczny nawias. Głównym kłopotem Jurka z "Przymierzalni" jest brak wyrazistej tożsamości i skrystalizowanych planów życiowych, bycie pisarzem jest bowiem dziwaczną profesją: skazuje na nieustanne opracowywanie własnego życia przy pomocy środków literackich, opowiadanie go, co oznacza zawsze – przenoszenie z domeny realności w świat fikcji, gdzie za nic nie trzeba do końca brać odpowiedzialności, a rzeczy i ludzie w każdej chwili mogą zostać poddani korekcie, karykaturującemu przerysowaniu lub wręcz anihilacji. Jurek żyje wśród kolegów i koleżanek równie jak on borykających się z nierzeczywistością otaczającego ich świata i z sztucznością ról, które odgrywają. Można powiedzieć, że wszyscy przebywają w tytułowej "przymierzalni". Wypróbowuje się tam gotowe osobowości-maski, które wymienia się w daremnym poszukiwaniu tej, która by "pasowała” do twarzy. Jest to w jednej chwili problem egzystencjalny – i przednia zabawa literacka, bo maski to jednocześnie czynne w środowisku literatów i miłośników literatury zbiory języków i cytatów. Dlatego Jurek, znalazłszy na pewien czas pracę w wydawnictwie, może "poprawiony" przez Gombrowicza w prowokacyjnej książeczce O Dantem tekst "Boskiej Komedii" "poprawiać" na nowo – przywracając mu poprzedni kształt. Nie zawsze jednak zabawy literackie i przebieranie w maskach są tu działalnością jedynie ludyczną: Jurek, jego dziewczyna i koledzy borykają się z autentycznym głodem rzeczywistych wartości i z niemożnością przeżywania świata na serio, a jeśli nawet "Przymierzalnia" skojarzy się komuś z książkami nurtu "banalizmu", to pytania, jakie się w niej zadaje, do banalizmu nie przystają – bliżej już od nich do bardzo starej i bardzo poważnej filozoficznej kwestii: "jak żyć?"

Jerzy Jarzębski

New Books from Poland - Fall 2008


To, że nie znajdziemy w Przymierzalni fabuły, nie oznacza braku realizmu czy nudy teoretycznoliterackich wynurzeń. Diagnozy i obserwacje z książki Franczaka urzekają bystrością sądów i nienachalnym humorem zanurzonych w codzienności scenek. Mamy tu zatem niezliczone intertekstualne nawiązania (w tym to wyraźnie niekryte - do Gombrowicza), synkretyzm gatunkowy, podsłuchiwane języki współczesnej rzeczywistości, oniryzm i wiele innych, bardzo nienowatorskich zabiegów literackich, celowo przed nami rozłożonych i zapraszających do zabawy w śledzenie procesu pisania. (...) Jednym z głównych konceptów Przymierzalni jest płynne przechodzenie pomiędzy światem hiperrealistycznym a światem absurdalnym, które tworzy właściwy grotesce stan przeładowania. Świat Przymierzalni zasiedlają byty podpatrzone, istniejące i mnożone wciąż niemożliwe hybrydy w rodzaju "Futrzanej Filiżanki", kufla w kształcie skarbonki czy "Małej, Kwaśnej Rybki z Pestkami". Przestrzeń powieści pączkuje, każdy drobny element tekstowej rzeczywistości domaga się epitetu, a efekt tych pączkowań jest taki, że już po chwili zdezorientowany, uwiedziony czytelnik zapomina o "Futrzanych Filiżankach", o nazbyt skomplikowanej fabule, którejś już kolejnej opowiastce, a pozbywszy się tego obciążenia, bawi się kolejną i kolejną...

Sonia Gwóźdż

Pogranicza 5/ 2008


Osnowę fabularną potraktować trzeba jako ramę - Franczak bardzo sprawnie korzysta z przywołanych dykcji i wzorców gatunkowych, lecz jest to zaledwie parodystyczne "przymierze", które nie pozwala poważnie potraktować "ujawnienia niewystarczalności konwencji językowej" czy "demaskowania totalizujących właściwości klasycznej narracji". Znakomitość tej książki nie mieści się w jej "flęźniowatości", ale przede wszystkim w tym, jak Franczak wykorzystuje ową właściwość tekstu do uwodzenia czytelnika i ciągłej zgrywy narratora, jak umiejętnie korzysta ze strategii autotematycznej (ukształtowanej wyraźnie w duchu postmodernistycznym) do wywołania efektów komicznych. (...) Co prawda w ostatnim numerowanym fragmencie autor podrzuca nam jeszcze garść "mądrości życiowych", namiastkę globalnego sensu, ale rady te ukształtowane są na modłę płytkich poradników algorytmicznego bełkotu różnych "dostępnych w ofercie" światopoglądów. Cóż, ostatnim "ćwiczeniem" specyficznego poradnika jest przygotowanie do śmierci. Nie warto jednak ufać tej pesymistycznej zapowiedzi: nie raz zdarzyło się narratorowi Przymierzalni zniknąć z tekstu, a ten - mimo wszystko - trwa i wciąż zadziwia.

Wojciech Rusinek

FA-art 4/ 2008

 

 

"Przymierzalna" to z pozoru powieść o, jak mówi wydawca, "poszukiwaniu tożsamości". Dokonuje jej główny bohater, młody pisarz. Niedopasowany, nieco zbuntowany wobec świata w zastanym kształcie usiłuje nadać rzeczywistości nowe znaczenia. To nie jest równa walka, choć narrator dysponuje potężną bronią - słowem. To dzięki niemu - metaforom, pracy wyobraźni, szukaniu gatunków, a czasem wręcz ocierającemu się o wulgarną dosadność obrazowaniu - narrator zwycięża. A wraz z nim autor.

Marcin Wilk

Dziennik Polski, 18.06.2009

« Przymierzalnia, Korporacja Ha!art, Kraków 2008

"Przymierzalnia" rozpoczyna się jak opowieść podróżnika-szaleńca, który relacjonuje, mimo że jedzie donikąd. Nie lubi, żeby było prosto, dlatego opowiadając, korzysta z różnych tricków i literackich chwytów. Czyni to z "Przymierzalni" zeszyt wprawek: o środowisku krakowskich artystów rówieśników, przygodach z literaturą, poruszaniu się po świecie, alkoholowych upodleniach. (...) Narratora Franczaka nie specjalnie przeraża (i przejmuje) rzeczywistość. Chociaż muzą i światłem opowieści pozostaje Ilona, dziewczyna, z którą nie próbuje się dogadać, ani ona, ani autor i narrator w jednej osobie nie mają wpływu na dalszy ciąg fabuły. Na szczęście "Przymierzalnia" jest nie tylko fantazją młodego, piszącego narcyza, który boi się dowiedzieć, czym może być życie, skoro nie jest samym pisaniem. "W ogól wszystko można" - czytamy na końcu książki, gdy nie ma już autora i bohatera. Pokusa, by zrobić podobnie i zbiec z własnego istnienia, może się skończyć dobrze pod jednym warunkiem. Jeśli uciekać, to tylko w literaturę.

Marta Cuber

Polityka 15/ 2008

 

Pytania o formę możliwą i możliwość bezforemności są pytaniami fundamentalnymi. Franczak wiedział, co robi, zabierając się za pisanie tej książki - zna Gombrowicza jak mało kto i (banalizując jedynie odrobinę) nie daje się zrobić w trąbę. Wystawia Jurka, swego bohatera, pisarza i kobieciarza, ironistę i eskapistę na pokusy sytuacyjne, w których ów musi się odnaleźć, czyli ubrać stosownie do okazji. Jerzy poszukuje, całkiem zwyczajnie, siebie, przeglądając się w kolejnych przebraniach, by w końcu paść i zginąć pod ciężarem wiedzy, że w przebraniu jest pusto, i to bynajmniej nie jest obłok w spodniach. Sięga Jerzy po zestawy ludzko-nieludzkie, podkochuje się i się kocha, pracuje w wydawnictwie, pisze, tłumaczy, wędruje i rani tylko po to, by skapitulować i przyjąć do wiadomości, że władza, którą odczuwał była wyłącznie pozorowana. Musi zginąć (ten zestaw do śmierci skroił Franczak zgrabnie), ponieważ całkowita kontrola nie jest możliwa, panowanie nad zdarzeniami możliwe jest w papierowej przestrzeni opowiadania, ale po zamknięciu książki czyha już horror nieobliczalnego.

Anna Marchewka

Lampa 4/ 2008

 

Czyta się "Przymierzalnię" z zapartym tchem, bo labirynt tropów literackich i odniesień do samego procesu tworzenia wciąga nas coraz bardziej i coraz intensywniej w sobie wikła. (...) Jest to sugestywny zapis przyglądania się samemu sobie od wewnątrz i na zewnątrz. To historia twórcy, który przymierza siebie wciąż na nowo; który nie wie, w jakiej kreacji literackiej jest mu najbardziej do twarzy i który próbuje o zdanie zapytać czytelnika. To książka, w jakiej słowa wyskakują z siebie nawzajem i książka, w której słowa się ze sobą biją. (...) Te wszystkie zabiegi o wyrażenie siebie, ta różnorakość form w "Przymierzalni" i ta przejmująca niemożność zdecydowania się na jeden środek wyrazu dla jednej emocji i jednego wrażenia, jest świadectwem chaosu, jaki we własnej jaźni Franczak próbuje ogarnąć. Jest to bowiem także książka poruszająca problem przestrzeni, w jakiej mogą mieścić się opisywane zdarzenia, myśli i emocje. Szuka Franczak tej przestrzeni i im trudniej jest mu ją odnaleźć, tym bardziej dramatyczne staje się napięcie między słowem zapisanym, pomyślanym i przeżytym.

Jarosław Czechowicz

Portret online 40/ 2008

 

Wybawienie nie przychodzi ze strony języka - zdaje się mówić Franczak. Jeśli ktoś, tak jak bohater Przymierzalni, ucieka w literaturę, musi się liczyć z tym, że to właśnie literacki przedstawienie go pogrąży. Jurek o tym nie wie i do końca się nie dowie. To świadomość samego pisarza czy raczej wewnętrznego autora, który pociąga za wszystkie sznurki. Ów nadświadomy "gospodarz opowieści": wymyśla dla Jurka osobliwe "przygody". czysto pisarskie (warsztatowe). Zmusza go do wypowiadania się w różnych stylach i gatunkach (próba zapisu snu, notatnik z podróży, dziennik, formy quasi-reportażowe i inne). Po co to robi? Chyba po to, żeby nas przekonać, że nie ma żadnej różnicy między wejściem w rolę mężczyzny, artysty, pracownika lub w jakąkolwiek inną rolę społeczną i zastosowaniem konwencji literackiej. W tym punkcie dochodzi do spotkania literatury z życiem: nigdy nie wybieramy, zawsze zostajemy wybrani. Nie sposób się wymknąć, niepodobna się uwolnić od scenariuszy, schematów, sztancy. Myśl to wprawdzie nienowa, ale podana przez Jerzego Franczaka inteligentnie i efektownie.

Dariusz Nowacki

Nowe Książki 6/ 2008

 

Jerzy jest w centrum tej opowieści, jego nieustabilizowana osobowość pulsuje i rozlewa się na kartach Przymierzalni, bohater dziwi się drobiazgom, ale zadaje też najważniejsze pytania filozofii podmiotowości: kim jestem? jakie miejsce zajmuję w życiu? Czy ja, to je jeszcze ja, czy może już ktoś inny? Franczak podkreśla skomplikowanie i niejednoznaczność bohatera rozbudowaną i zakręconą warstwą językową Przymierzalni; barokowa stylistyka przemieszana z elementami bajkowości i pamiętnika, urwane wątki i zapętlająca się narracja – to wszystko tworzy klimat pozornego chaosu, w którym Jerzy i świat zdają się pasować do siebie idealnie. W pewnym momencie opowieść Jerzego zaczyna się niepokojąco stabilizować, sam bohater-narrator znika ze sceny. Trudno ten moment przejścia zauważyć, wydaje się bowiem zupełnie naturalny. Ale po kilku stronach takiej uporządkowanej narracji i klarownego stylu dopada nas absolutnie zaskakujące stwierdzenie – brakuje nam Jerzego! Brakuje nam chaotycznej, wiecznie niezdecydowanej i poszukującej osobowości narratora. To jest gra z czytelnikiem, którą Franczak prowadzi na wielu poziomach i posługując się całym arsenałem środków językowych. I muszę przyznać, że wciągnąłem się w tę grę.

Łukasz Kupiec

Kraków, 7-8/ 2009


Kpić łatwo, zmagać się z własnymi demonami prościej niż wyciągnąć dłoń na powitanie, do zobowiązującego uścisku. Tego Jurek nie potrafi. Potrafi za to zdobyć się na dystans z pełną świadomością fałszu podobnej sytuacji. Bo dystans to też rola, tak samo zwyczajna jak pozostałe. Czyż nie w taki sposób myśli o świecie i sobie każdy inteligentny młodzieniec, bezradnie wyruszający w podróż do nieznanej krainy ja w relacji do? Dlatego w "Przymierzalni" nietrudno się odnaleźć, współpoodczuwać, czytając ten podszyty lękiem przed podjęciem poważniejszej decyzji-roli monolog.

Grzegorz Chojnowski

www.radioram.pl

 

Proza Jerzego Franczaka przypomina, że literatura to nie tylko "co", lecz również i przede wszystkim: "jak". Nie wracałbym do tych elementarzowych rozróżnień, gdybym zbyt często nie czytał a to o Iksie podejmującym ważny problem społeczny, a to o Igreku, który umie opowiedzieć interesującą historię, a to wreszcie o Zetce tautologicznie wyjaśniającej, o co chodzi w jej nowej książce. Nie żeby Franczaka nie zajmował świat pozaliteracki, niemniej stawiane przez autora kwestie stają się przekonujące właśnie z powodu zaproponowanego języka. Powracając do wielokroć przerabianych (czyli: przepracowywanych) w kulturze spraw, autor nie tyle (nie tylko) mówi o nich nowym językiem, ile indywidualnie odnawia tematy tożsamości, syntezy, społecznych konwencji, tworzenia literatury. I jest przy tym zbyt dobrym pisarzem - a także literaturoznawcą - by odnawianie miało się skończyć powtórką. (...) Przymierzalnia jest miejscem publicznego odosobnienia (pierwszy paradoks) o wcale dużym potencjale znaczeń. Znajdujące się tam lustra mają pomóc odpowiedzieć na pytanie, jak leży nowy strój. Przymierzający może doznać również bardziej bezpośrednich wrażeń cielesnych, gdy ubranie okazuje się za ciasne. W każdym razie wchodzi się do tego miejsca z nadzieją odnowienia - o stopniu zależnym od proporcji pomiędzy "ja" a strojem. W powieści Franczaka przymierza się kulturę. Bohaterów nawiedza niekiedy niepokój, wywołany ograniczeniem (czyli ciasnotą) ciała, do którego, jako do siedliska nieczystej biochemii, żywią cokolwiek manichejską niechęć. Proces wychowania i historia kultury to również opanowywanie cielesnego brudu. Ale co dalej? Kulturowe stroje wydają się raczej sytuacyjnymi przebierankami, z wielu powodów niezadowalającymi. Można zatem stosować na przykład "musztrę czy mantrę" (znakomita gra słów, choć groźnie od niej wieje), także i te ubrania wcześniej czy później się przenicują. Historie z "Przymierzalni" są próbowane, zaczynane na nowo, stają się co najwyżej (realizowanymi z wielką sprawnością i rozmachem) możliwościami, także stylistycznymi i międzytekstowymi.

Adam Poprawa

Tygodnik Powszechny 9-10/ 2008

 

Przymierzalnia korzysta z form antypowieściowych, składa się z przymiarek do fabuł. To taka garderoba konwencji i stylów literackich, choć narrator, podobnie jak Irzykowski, szuka tu czegoś na kształt duszy. Cóż, kiedy główny aktor, autor tej powieści, nigdy nie wyjdzie na scenę. Sceny już nie ma, została za to obszerna zapadnia prowadząca z powrotem do garderoby, jako że głębia i wertykalność odeszły do lamusa. Mamy papier i powierzchnię. (...) Franczak doświadcza modernistycznego kryzysu i, tak jak wielcy mistrzowie, chciałby ulec fikcji, lecz jednocześnie obezwładnia go postne znużenie. Stawia wobec tego na mnożenie konfabulacji, odkrywanie ja jedynie poprzez kulturowe i literackie tożsamości. To dlatego autor Przymierzalni wciąż rozpoczyna i porzuca różne narracje. Gdy w końcu zacznie na dobre, zostawi bohaterów w powieści, a sam zniknie gdzieś po drugiej, niewysławialnej stronie. Ale nawet w miejscu, w którym powinien dotrzeć do świata, zapada się w rytm frazesów parodiujących nauki poradników i dezyderaty. Franczak usiłuje rozruszać powieściową konstrukcję tak, by utrzymać ją w stanie ciągłej niegotowości i bezkształtności, siebie zaś pozostawić w stanie pewnej nieokreśloności. Twórcza wolność pisarza polega na pielęgnowaniu własnej niedojrzałości i gotowości do wiecznego debiutowania.

Aldona Kopkiewicz

Opcje 3/ 2008

 

 

Bohater książki Jerzego Franczaka jest – jak autor książki – młodym, zdolnym poetą i pisarzem mieszkającym w Krakowie. Autor jednak wyraźnie dystansuje się od swej postaci literackiej, biorąc jej egzystencję w ironiczny nawias. Głównym kłopotem Jurka z "Przymierzalni" jest brak wyrazistej tożsamości i skrystalizowanych planów życiowych, bycie pisarzem jest bowiem dziwaczną profesją: skazuje na nieustanne opracowywanie własnego życia przy pomocy środków literackich, opowiadanie go, co oznacza zawsze – przenoszenie z domeny realności w świat fikcji, gdzie za nic nie trzeba do końca brać odpowiedzialności, a rzeczy i ludzie w każdej chwili mogą zostać poddani korekcie, karykaturującemu przerysowaniu lub wręcz anihilacji. Jurek żyje wśród kolegów i koleżanek równie jak on borykających się z nierzeczywistością otaczającego ich świata i z sztucznością ról, które odgrywają. Można powiedzieć, że wszyscy przebywają w tytułowej "przymierzalni". Wypróbowuje się tam gotowe osobowości-maski, które wymienia się w daremnym poszukiwaniu tej, która by "pasowała” do twarzy. Jest to w jednej chwili problem egzystencjalny – i przednia zabawa literacka, bo maski to jednocześnie czynne w środowisku literatów i miłośników literatury zbiory języków i cytatów. Dlatego Jurek, znalazłszy na pewien czas pracę w wydawnictwie, może "poprawiony" przez Gombrowicza w prowokacyjnej książeczce O Dantem tekst "Boskiej Komedii" "poprawiać" na nowo – przywracając mu poprzedni kształt. Nie zawsze jednak zabawy literackie i przebieranie w maskach są tu działalnością jedynie ludyczną: Jurek, jego dziewczyna i koledzy borykają się z autentycznym głodem rzeczywistych wartości i z niemożnością przeżywania świata na serio, a jeśli nawet "Przymierzalnia" skojarzy się komuś z książkami nurtu "banalizmu", to pytania, jakie się w niej zadaje, do banalizmu nie przystają – bliżej już od nich do bardzo starej i bardzo poważnej filozoficznej kwestii: "jak żyć?"

Jerzy Jarzębski

New Books from Poland - Fall 2008


To, że nie znajdziemy w Przymierzalni fabuły, nie oznacza braku realizmu czy nudy teoretycznoliterackich wynurzeń. Diagnozy i obserwacje z książki Franczaka urzekają bystrością sądów i nienachalnym humorem zanurzonych w codzienności scenek. Mamy tu zatem niezliczone intertekstualne nawiązania (w tym to wyraźnie niekryte - do Gombrowicza), synkretyzm gatunkowy, podsłuchiwane języki współczesnej rzeczywistości, oniryzm i wiele innych, bardzo nienowatorskich zabiegów literackich, celowo przed nami rozłożonych i zapraszających do zabawy w śledzenie procesu pisania. (...) Jednym z głównych konceptów Przymierzalni jest płynne przechodzenie pomiędzy światem hiperrealistycznym a światem absurdalnym, które tworzy właściwy grotesce stan przeładowania. Świat Przymierzalni zasiedlają byty podpatrzone, istniejące i mnożone wciąż niemożliwe hybrydy w rodzaju "Futrzanej Filiżanki", kufla w kształcie skarbonki czy "Małej, Kwaśnej Rybki z Pestkami". Przestrzeń powieści pączkuje, każdy drobny element tekstowej rzeczywistości domaga się epitetu, a efekt tych pączkowań jest taki, że już po chwili zdezorientowany, uwiedziony czytelnik zapomina o "Futrzanych Filiżankach", o nazbyt skomplikowanej fabule, którejś już kolejnej opowiastce, a pozbywszy się tego obciążenia, bawi się kolejną i kolejną...

Sonia Gwóźdż

Pogranicza 5/ 2008


Osnowę fabularną potraktować trzeba jako ramę - Franczak bardzo sprawnie korzysta z przywołanych dykcji i wzorców gatunkowych, lecz jest to zaledwie parodystyczne "przymierze", które nie pozwala poważnie potraktować "ujawnienia niewystarczalności konwencji językowej" czy "demaskowania totalizujących właściwości klasycznej narracji". Znakomitość tej książki nie mieści się w jej "flęźniowatości", ale przede wszystkim w tym, jak Franczak wykorzystuje ową właściwość tekstu do uwodzenia czytelnika i ciągłej zgrywy narratora, jak umiejętnie korzysta ze strategii autotematycznej (ukształtowanej wyraźnie w duchu postmodernistycznym) do wywołania efektów komicznych. (...) Co prawda w ostatnim numerowanym fragmencie autor podrzuca nam jeszcze garść "mądrości życiowych", namiastkę globalnego sensu, ale rady te ukształtowane są na modłę płytkich poradników algorytmicznego bełkotu różnych "dostępnych w ofercie" światopoglądów. Cóż, ostatnim "ćwiczeniem" specyficznego poradnika jest przygotowanie do śmierci. Nie warto jednak ufać tej pesymistycznej zapowiedzi: nie raz zdarzyło się narratorowi Przymierzalni zniknąć z tekstu, a ten - mimo wszystko - trwa i wciąż zadziwia.

Wojciech Rusinek

FA-art 4/ 2008

 

 

"Przymierzalna" to z pozoru powieść o, jak mówi wydawca, "poszukiwaniu tożsamości". Dokonuje jej główny bohater, młody pisarz. Niedopasowany, nieco zbuntowany wobec świata w zastanym kształcie usiłuje nadać rzeczywistości nowe znaczenia. To nie jest równa walka, choć narrator dysponuje potężną bronią - słowem. To dzięki niemu - metaforom, pracy wyobraźni, szukaniu gatunków, a czasem wręcz ocierającemu się o wulgarną dosadność obrazowaniu - narrator zwycięża. A wraz z nim autor.

Marcin Wilk

Dziennik Polski, 18.06.2009

Převlékárna,...

Převlékárna by se dala nejjednodušeji opsat jako záznam každodenních zážitků autora a jeho múzy/milenky („Ilona je dobrou duší tohoto románu.“). Próza života je naplněna, jak se můžeme dočíst na konci v „navrhovaném obsahu“, Poznámkami z cest, Deníkem génia, Zápisky sebevraha, Vyprávěním o umělcích, Pohlednicí z prázdnin, Přerušenou zpovědí atd. - cestami, prací (s odkazem na špatné překladatele v Danteho Pekle!), krakovskými hospůdkami, mužsko-ženskými přátelskými vztahy, tvůrčí neschopností kolegů, již píší… A jak se lze domyslet, nejvíce fascinující není obsah sám o sobě, ale konstrukce a okamžitá dekonstrukce světů, lží, které se stanou pravdou, sny a fakta přeceděná přes síto imaginace. Převlékárna je totiž tak trochu jako puzzle, jako skládanka, jako nebe-peklo-ráj, kde některé úryvky z různých „kapitol“ do sebe zapadají a navazují jako kostičky v dominu. Spisovatel Jurek je jako znavený tvůrce pocitů z goffmannovského divadla každodenního života, s tím rozdílem, že jeho dílo se netýká života jako takového, leč psaní. Ten, kdo dává přednost jasným příběhům a jednoduchému vyprávění, může být dezorientován. Převlékárna je kniha autotematická, ba dokonce autotelická. Vedlejší linie přerůstají do zcela autonomních historek a nakonec vše končí spisovatelovým zmizením.

Przymierzalnię najprościej można chyba określić jako zapis codzienności pisarza i jego muzy/kochanki. Jak można się domyślić najbardziej fascynująca jest nie treść sama w sobie, ale konstrukcja i raptowna dekonstrukcja światów, kłamstwa, które stają się prawdą, sny i fakty przecedzane przez sito imaginacji. Przymierzalnia jest bowiem trochę jak puzzle, jak układanka, gra w klasy, gdzie niektóre fragmenty z różnych „rozdziałów“ pasują do siebie i łączą jak kostki domino. Jurek, pisarz, jest jak udręczony wytwórca wrażeń z Goffmanowskiego teatru życia codziennego, z tą różnicą, że jego wytwory nie dotyczą życia jako takiego, ale pisania. Zamiast przyjmowania roli społecznej mamy tu przybierane (i przebierane) gatunki literackie – donos, portret, żywot (na wzór żywota świętych), short-story… A pomiędzy tym wszystkim prawdziwe perełki obyczajowe (i językowe) jak na przykład religijność „wierzących i praktykujących“ w scenie opisu mszy świętej albo wizytę Cioci Heli ze wsi, jako wszechogarniający żywioł kultury tradycyjnej czy też melancholijny bezsens powrotów z pracy. Kto woli proste historie i łatwe narracje, może się poczuć zdezorientowany. Przymierzalnia to książka autotematyczna, czy wręcz autoteliczna. Wątki poboczne urastają do zupełnie autonomicznych historii, wszystko zaś kończy się zniknięciem pisarza.

Krystyna Mogilnicka, překlad Bára Gregorová

www.iliteratura.cz

Převlékárna by se dala nejjednodušeji opsat jako záznam každodenních zážitků autora a jeho múzy/milenky („Ilona je dobrou duší tohoto románu.“). Próza života je naplněna, jak se můžeme dočíst na konci v „navrhovaném obsahu“, Poznámkami z cest, Deníkem génia, Zápisky sebevraha, Vyprávěním o umělcích, Pohlednicí z prázdnin, Přerušenou zpovědí atd. - cestami, prací (s odkazem na špatné překladatele v Danteho Pekle!), krakovskými hospůdkami, mužsko-ženskými přátelskými vztahy, tvůrčí neschopností kolegů, již píší… A jak se lze domyslet, nejvíce fascinující není obsah sám o sobě, ale konstrukce a okamžitá dekonstrukce světů, lží, které se stanou pravdou, sny a fakta přeceděná přes síto imaginace. Převlékárna je totiž tak trochu jako puzzle, jako skládanka, jako nebe-peklo-ráj, kde některé úryvky z různých „kapitol“ do sebe zapadají a navazují jako kostičky v dominu. Spisovatel Jurek je jako znavený tvůrce pocitů z goffmannovského divadla každodenního života, s tím rozdílem, že jeho dílo se netýká života jako takového, leč psaní. Ten, kdo dává přednost jasným příběhům a jednoduchému vyprávění, může být dezorientován. Převlékárna je kniha autotematická, ba dokonce autotelická. Vedlejší linie přerůstají do zcela autonomních historek a nakonec vše končí spisovatelovým zmizením.

Przymierzalnię najprościej można chyba określić jako zapis codzienności pisarza i jego muzy/kochanki. Jak można się domyślić najbardziej fascynująca jest nie treść sama w sobie, ale konstrukcja i raptowna dekonstrukcja światów, kłamstwa, które stają się prawdą, sny i fakty przecedzane przez sito imaginacji. Przymierzalnia jest bowiem trochę jak puzzle, jak układanka, gra w klasy, gdzie niektóre fragmenty z różnych „rozdziałów“ pasują do siebie i łączą jak kostki domino. Jurek, pisarz, jest jak udręczony wytwórca wrażeń z Goffmanowskiego teatru życia codziennego, z tą różnicą, że jego wytwory nie dotyczą życia jako takiego, ale pisania. Zamiast przyjmowania roli społecznej mamy tu przybierane (i przebierane) gatunki literackie – donos, portret, żywot (na wzór żywota świętych), short-story… A pomiędzy tym wszystkim prawdziwe perełki obyczajowe (i językowe) jak na przykład religijność „wierzących i praktykujących“ w scenie opisu mszy świętej albo wizytę Cioci Heli ze wsi, jako wszechogarniający żywioł kultury tradycyjnej czy też melancholijny bezsens powrotów z pracy. Kto woli proste historie i łatwe narracje, może się poczuć zdezorientowany. Przymierzalnia to książka autotematyczna, czy wręcz autoteliczna. Wątki poboczne urastają do zupełnie autonomicznych historii, wszystko zaś kończy się zniknięciem pisarza.

Krystyna Mogilnicka, překlad Bára Gregorová

www.iliteratura.cz

» Czytaj fragment

Jego dowcip jest subtelny i zawsze zgaszony refleksją bądź ironią. Anegdoty - smaczne, ale nie sensacyjne. Cytaty - rzadkie, bezbłędnie dobrane. Każda sprawa ujęta zostaje nieco inaczej, tak by nieustannie zmieniał się kąt widzenia, każda myśl frapuje nie tym,czgeodotyczyy, lecz jak została wyprofilowana. Mamy tutaj zarówno dokument wiary w pisarstwo czyste, niezaangażowane, jak i - na swój sposób żarliwe - credo agnostyka. Nie sięgając po języki środowiskowe, jest Franczak wybornym stylistą, nie wdając się w ekshibicjonizmy - jest wzruszająco szczery, zdaje sprawę z istotnych dylematów, jakich dzisiejsi intelektualiści woleliby unikać.

Adam Wiedemann

Nota na okładce "Grawitacji"

 

"Grawitacje" Jerzego Franczaka to udana próba połączenia w jedno kilku co najmniej gatunków powieściowych: bildungsromanu, powieści środowiskowej, swoiście pojmowanego pamiętnika, a także - to chyba najciekawszy wątek - powieści, którą by można nazwać - antropologiczną. Ambicją główną autora, co prześwietla niemal wszystkie sceny tej prozy, było ukazanie człowieka w jego niedokształcie, rozczłonkowaniu, rozbiciu na wiele, często sprzecznych ze sobą, "ja"". (...) Franczak celuje wysoko. Jest książka Franczaka także - jakżeby mogło nie być tego wątku - powieścią o tworzeniu powieści, tekstem o pisaniu, nicowaniu, montowaniu, scalaniu, konstruowaniu, a wreszcie samoistnym deprecjonowaniu i podważaniu konwencji pisanego, więc skłamanego wyznania powieściowego. (...) Ta książka ma szanse na trwałe wpisać się, jeśli nawet nie w kanon klasyczny, to na pewno w ten drugi, tworzony przez żywiołowych kaskaderów literatury.

Jakub Winiarski

www.literackie.pl

 

To waga ciężka, choć książeczka wzrusza kruchością. 123 strony nasycone zdziwieniem nad tym, jak możliwa jest stała płynność, stała zmienność, porządek w rozgardiaszu. Gadającemu "ja", zagadującemu drobne zdarzenia, produkującemu kolejne wersje "siebie" na użytek kolejnych sytuacji, wchodzą w paradę prawdziwe bohaterki "Grawitacji", żona i crka. Narodziy dziewczynki zwanej Sonią ściągnęło "ja" na ziemię na tyle, by nie pozwolło sobie więcej na wycieczki, z których nie da się powrócić. Są obie strażniczkami tego porządku w ruchu, tej płynnej stałości. Banał - można powiedzieć - jak dobrze być razem, jak dobrze kochać i być kochanym, jak dobrze znaleźćswoje miejsce w świcie. Franczak wygrywa, bo nie pozwala sobie na zapomnienie o ludyccznych sapektach literatury, czyli, mówiąc po ludzku, że literatura jest też zabawą, grą. (...) Freanczakowi udaje się - dzięki anegdotom, dzięki podważaniu powagi, , ale i z podmuchem Grozy we włosach - balansować między ciężarem a lekkością.

Anna Marchewka

Lampa 7-8/ 2007

 

Do "Grawitacji" nie pasuje żadne znane określenie: to niby-dziennik przetykany esejem i zalążkami powieści. Można by ten gatunek nazwać, dajmy na to, spacerem, bo prowadzi w różnych kierunkach, tematy łagodnie przechodzą jeden w drugi i pozostaje wrażenie przyjacielskiej rozmowy. Franczak snuje swoją opowieść tak, że mamy ochotę towarzyszyć mu w tym spacerze, czujemy się, jakbyśmy go znali od ładnych kilku lat. Gdyby koniecznie chcieć ustalić, o czym są "Grawitacje", wyszłoby, że to przygody pewnego niespokojnego ducha lub raczej intelektu, osoby, która nieustannie przygląda się z zewnątrz (z przymrużeniem oka) sobie, swojemu życiu, słowom, książkom i zdarzeniom. Przymierza rozmaite życiowe role jak stroje: taty małej Soni, pana Jureczka w podkoszulku i z papierosem, autora na spotkaniu literackim, belfra, poety na literackim spędzie w Paryżu, i wszystkie te ubranka są przykrótkie. (...) Bije z tej książki radosna ciekawość kolejnych wcieleń, słów i zdarzeń. Choć zaczepione jest to wszystko w jakimś środowisku, zamiast opisów knajpianych ekscesów mamy opowieść o wiele bardziej pojemną, czytelną dla wszystkich niespokojnych duchów. Odrębne sfery życia w tej opowieści przenikają się i mają centrum - to, jakkolwiek by patrzeć, dziecinny, zabałaganiony pokój Soni.

Justyna Sobolewska

Przekrój 36/ 2007

 

"Grawitacje" to taka prolegomena do wiedzy o człowieku; próba uchwycenia "całości" w jej rozczłonkowaniu. Kreśląc konkretne zdarzenia, przywołując obrazy z przeszłości, Franczak w istocie zdaje relację z podróży po "różnych światach" w obrębie jednego przecież - naszego - świata. (...) Szczegół ociera się o ogół jak kot o pysk psa. Anegdota brawurowo przechodzi w barwny "pejzaż wewnętrzny", a przemyślenia o charakterze diarystycznym nigdy nie nużą. Są raczej próbą transgresji narratora, autora, świata przedstawionego i w ogóle świata poza słowami, z zewnątrz do wewnątrz i na odwrót. (...) Egzystencjalny ciężar spoczywa na barkach dyskretnej ironii. Nawet bardziej mięsiste żarty mają słodkawy posmak i nigdy nie ociekają krwią. Jest to dowód na "wiarę w pisarstwo czyste, niezaangażowane, jak i - na swój sposób żarliwe - credo agnostyka" - jak powiedział Wiedemann. Dlatego czyta się to błyskawicznie, fantastycznie, z niesłabnącym zainteresowaniem.

Rafał Skonieczny

www.kulturalnytorun.pl

 

Koncentracja na własnym "ego" jest w "Grawitacjach" tak silna, że można posądzić autora o megalomanię, którą ukrywa pod maską swoistej autoironii i niepowtarzalnego wdzięku, pozwalającego tę książkę czytać z uśmiechem na twarzy, chociaż tak często wspomina ona o dramacie tworzenia, oswajania słów, nadawania im znaczeń. Wędrówka przez kolejne strony tej prozy jest drogą, na której co chwila potykamy się o egzystencjalny znak zapytania. Wędrujemy bowiem po materii niepewnej, niedopowiedzianej do końca, niejasnej i niestabilnej. Autor odbywa podróż po orbicie własnych asocjacji, rejestruje wspomnienia miejsc i ruchu, podkreślając jednocześnie bezruch, trwanie gdzieś pomiędzy opisywanymi zdarzeniami. Próbuje zrozumieć kilka ról, w jakich występuje jego "ja" - to ojciec, twórca, obserwator i podmiot migotliwych zdarzeń dziejących się w jakiejś nieokreślonej przestrzeni. Ta podróż wydaje się potrzebna i konieczna, bo wyciąga na światło dzienne niuanse ważne i wymagające zastanowienia się nad nimi. Mamy więc w "Grawitacjach" do czynienia z tekstem konfesyjnym i utylitarnym jednocześnie. Połączenie to frapujące i godne pozazdroszczenia - mało kto bowiem potrafi kobierzec utkany z własnych przeżyć podłożyć pod nogi pozornie obojętnego na te przeżycia społeczeństwa. (...) Ta wdzięczna i ciekawa książeczka nie poddaje się żadnemu polu grawitacyjnemu i stara się za wszelką cenę oderwać się - w sensie metaforycznym i dosłownym - od powszechnego prawa ciążenia, które ogranicza i niewoli. To siedem dobrze napisanych opowiadań, które tworzą specyficzną powieść o istocie tworzenia i akcie doświadczania samego siebie poprzez kreację twórczą.

Jarosław Czechowicz

krytycznymokiem.blogspot.com

 

Czytam tę książkę i czuję się jakbym weszła do czyjegoś domu i zwiedzała wszystkie jego sekretne miejsca, oglądała różne przedmioty. Wszystko, co widzę, choć w gruncie rzeczy inne i na pozór do siebie niepasujące układałoby się w konkretną całość, choć nie do końca możliwą do poznania. Dziwne to porównanie, ale właśnie tak czuję tę książkę. Porusza wiele aspektów życia bohatera (właściwie każdego z nas) - rodziny, przyjaciół, pracy, codziennego życia - wszystko zarejestrowane przez człowieka traktującego je jak teatr, w którym przychodzi nam wcielać się w różne role. Smaku dodają wątki poruszające z lekkim dystansem i uśmiechem problem autotematyzmu - zabawy konstrukcją i przemyślenia na temat pisania .

Agnieszka Świątek

www.freekmag.pl

 

Pisarski patronat w przypadku Grawitacji oznacza dwie rzeczy - umowność formuły dziennika i konstrukcyjny, tekstowy charakter calości (jakodzieło sporządzone przez pisarza wypowiedź Franczaka charakteryzująstrategie tekstowe stosowane przez klasyków potmodernizmu) oraz pokrewieństwo z prozą nieodłącznie związaną z filozofią autora, a więc z tradycjąawangardy. (...) Franczak wydaje się absolutnym nonkonformistą i demistyfikatorem, przy czym jego nieufność i dystans nie są zadziorne czy po grombrowiczowsku heroiczne, ale na sposób egzystencjalistyczny oczywiste: Grawitacje to obnażenie - bezwzględne, trzeźwem, ascetyczne, pozbawione rozpaczy i co tu dużo mówić - wiarygodne, jak wiarygodny być może tylko produkt samoświadomości.

Justyna Cembrowska

FA-art 1/ 2008

 

Grawitacje to esej, dziennik upozowany na opowiadanie, quasi-pamiętnikowy zapis dziejów fascynacji autora i jego "dojrzewania", literacka polemika, errata do rzeczywistości złożonej z faktów i aktów mowy; a także własna, ważniejsza niż samo "działanie", instrukcja obsługi. Przewrotna metoda autora: porzucając "fikcję" na rzecz - ogólnie ujmując - biografistyki, od razu zaznacza on brak zainteresowania dla "myślenia faktami", dla czysto sprawozdawczych możliwości dziennika (wspomniany sen); książka - trochę jakby staroświecko i na przekór dzisiejszym modom - staje się zapisem zainteresowań, pasji i dylematów intelektualisty, podejrzliwego wobec "rzeczywistości" tak samo, jak wobec języka, który ją konstytuuje. (...) Franczak lubi zaskoczyć i lubi to robić, eksploatując do końca przybraną rolę: kiedy tylko zaczyna się robić zbyt "serio" natychmiast porzuca namysł i refleksję, stając się krnąbrnym uczniem, gotowym wszystkim przyczepić do spodni kartkę z napisem "Pocałujcie wy mnie w dupę".

Łukasz Plata

Cegła, IX 2008

« Grawitacje, Wydawnictwo Rita Baum, Wrocław 2007.

» Czytaj fragment

Jego dowcip jest subtelny i zawsze zgaszony refleksją bądź ironią. Anegdoty - smaczne, ale nie sensacyjne. Cytaty - rzadkie, bezbłędnie dobrane. Każda sprawa ujęta zostaje nieco inaczej, tak by nieustannie zmieniał się kąt widzenia, każda myśl frapuje nie tym,czgeodotyczyy, lecz jak została wyprofilowana. Mamy tutaj zarówno dokument wiary w pisarstwo czyste, niezaangażowane, jak i - na swój sposób żarliwe - credo agnostyka. Nie sięgając po języki środowiskowe, jest Franczak wybornym stylistą, nie wdając się w ekshibicjonizmy - jest wzruszająco szczery, zdaje sprawę z istotnych dylematów, jakich dzisiejsi intelektualiści woleliby unikać.

Adam Wiedemann

Nota na okładce "Grawitacji"

 

"Grawitacje" Jerzego Franczaka to udana próba połączenia w jedno kilku co najmniej gatunków powieściowych: bildungsromanu, powieści środowiskowej, swoiście pojmowanego pamiętnika, a także - to chyba najciekawszy wątek - powieści, którą by można nazwać - antropologiczną. Ambicją główną autora, co prześwietla niemal wszystkie sceny tej prozy, było ukazanie człowieka w jego niedokształcie, rozczłonkowaniu, rozbiciu na wiele, często sprzecznych ze sobą, "ja"". (...) Franczak celuje wysoko. Jest książka Franczaka także - jakżeby mogło nie być tego wątku - powieścią o tworzeniu powieści, tekstem o pisaniu, nicowaniu, montowaniu, scalaniu, konstruowaniu, a wreszcie samoistnym deprecjonowaniu i podważaniu konwencji pisanego, więc skłamanego wyznania powieściowego. (...) Ta książka ma szanse na trwałe wpisać się, jeśli nawet nie w kanon klasyczny, to na pewno w ten drugi, tworzony przez żywiołowych kaskaderów literatury.

Jakub Winiarski

www.literackie.pl

 

To waga ciężka, choć książeczka wzrusza kruchością. 123 strony nasycone zdziwieniem nad tym, jak możliwa jest stała płynność, stała zmienność, porządek w rozgardiaszu. Gadającemu "ja", zagadującemu drobne zdarzenia, produkującemu kolejne wersje "siebie" na użytek kolejnych sytuacji, wchodzą w paradę prawdziwe bohaterki "Grawitacji", żona i crka. Narodziy dziewczynki zwanej Sonią ściągnęło "ja" na ziemię na tyle, by nie pozwolło sobie więcej na wycieczki, z których nie da się powrócić. Są obie strażniczkami tego porządku w ruchu, tej płynnej stałości. Banał - można powiedzieć - jak dobrze być razem, jak dobrze kochać i być kochanym, jak dobrze znaleźćswoje miejsce w świcie. Franczak wygrywa, bo nie pozwala sobie na zapomnienie o ludyccznych sapektach literatury, czyli, mówiąc po ludzku, że literatura jest też zabawą, grą. (...) Freanczakowi udaje się - dzięki anegdotom, dzięki podważaniu powagi, , ale i z podmuchem Grozy we włosach - balansować między ciężarem a lekkością.

Anna Marchewka

Lampa 7-8/ 2007

 

Do "Grawitacji" nie pasuje żadne znane określenie: to niby-dziennik przetykany esejem i zalążkami powieści. Można by ten gatunek nazwać, dajmy na to, spacerem, bo prowadzi w różnych kierunkach, tematy łagodnie przechodzą jeden w drugi i pozostaje wrażenie przyjacielskiej rozmowy. Franczak snuje swoją opowieść tak, że mamy ochotę towarzyszyć mu w tym spacerze, czujemy się, jakbyśmy go znali od ładnych kilku lat. Gdyby koniecznie chcieć ustalić, o czym są "Grawitacje", wyszłoby, że to przygody pewnego niespokojnego ducha lub raczej intelektu, osoby, która nieustannie przygląda się z zewnątrz (z przymrużeniem oka) sobie, swojemu życiu, słowom, książkom i zdarzeniom. Przymierza rozmaite życiowe role jak stroje: taty małej Soni, pana Jureczka w podkoszulku i z papierosem, autora na spotkaniu literackim, belfra, poety na literackim spędzie w Paryżu, i wszystkie te ubranka są przykrótkie. (...) Bije z tej książki radosna ciekawość kolejnych wcieleń, słów i zdarzeń. Choć zaczepione jest to wszystko w jakimś środowisku, zamiast opisów knajpianych ekscesów mamy opowieść o wiele bardziej pojemną, czytelną dla wszystkich niespokojnych duchów. Odrębne sfery życia w tej opowieści przenikają się i mają centrum - to, jakkolwiek by patrzeć, dziecinny, zabałaganiony pokój Soni.

Justyna Sobolewska

Przekrój 36/ 2007

 

"Grawitacje" to taka prolegomena do wiedzy o człowieku; próba uchwycenia "całości" w jej rozczłonkowaniu. Kreśląc konkretne zdarzenia, przywołując obrazy z przeszłości, Franczak w istocie zdaje relację z podróży po "różnych światach" w obrębie jednego przecież - naszego - świata. (...) Szczegół ociera się o ogół jak kot o pysk psa. Anegdota brawurowo przechodzi w barwny "pejzaż wewnętrzny", a przemyślenia o charakterze diarystycznym nigdy nie nużą. Są raczej próbą transgresji narratora, autora, świata przedstawionego i w ogóle świata poza słowami, z zewnątrz do wewnątrz i na odwrót. (...) Egzystencjalny ciężar spoczywa na barkach dyskretnej ironii. Nawet bardziej mięsiste żarty mają słodkawy posmak i nigdy nie ociekają krwią. Jest to dowód na "wiarę w pisarstwo czyste, niezaangażowane, jak i - na swój sposób żarliwe - credo agnostyka" - jak powiedział Wiedemann. Dlatego czyta się to błyskawicznie, fantastycznie, z niesłabnącym zainteresowaniem.

Rafał Skonieczny

www.kulturalnytorun.pl

 

Koncentracja na własnym "ego" jest w "Grawitacjach" tak silna, że można posądzić autora o megalomanię, którą ukrywa pod maską swoistej autoironii i niepowtarzalnego wdzięku, pozwalającego tę książkę czytać z uśmiechem na twarzy, chociaż tak często wspomina ona o dramacie tworzenia, oswajania słów, nadawania im znaczeń. Wędrówka przez kolejne strony tej prozy jest drogą, na której co chwila potykamy się o egzystencjalny znak zapytania. Wędrujemy bowiem po materii niepewnej, niedopowiedzianej do końca, niejasnej i niestabilnej. Autor odbywa podróż po orbicie własnych asocjacji, rejestruje wspomnienia miejsc i ruchu, podkreślając jednocześnie bezruch, trwanie gdzieś pomiędzy opisywanymi zdarzeniami. Próbuje zrozumieć kilka ról, w jakich występuje jego "ja" - to ojciec, twórca, obserwator i podmiot migotliwych zdarzeń dziejących się w jakiejś nieokreślonej przestrzeni. Ta podróż wydaje się potrzebna i konieczna, bo wyciąga na światło dzienne niuanse ważne i wymagające zastanowienia się nad nimi. Mamy więc w "Grawitacjach" do czynienia z tekstem konfesyjnym i utylitarnym jednocześnie. Połączenie to frapujące i godne pozazdroszczenia - mało kto bowiem potrafi kobierzec utkany z własnych przeżyć podłożyć pod nogi pozornie obojętnego na te przeżycia społeczeństwa. (...) Ta wdzięczna i ciekawa książeczka nie poddaje się żadnemu polu grawitacyjnemu i stara się za wszelką cenę oderwać się - w sensie metaforycznym i dosłownym - od powszechnego prawa ciążenia, które ogranicza i niewoli. To siedem dobrze napisanych opowiadań, które tworzą specyficzną powieść o istocie tworzenia i akcie doświadczania samego siebie poprzez kreację twórczą.

Jarosław Czechowicz

krytycznymokiem.blogspot.com

 

Czytam tę książkę i czuję się jakbym weszła do czyjegoś domu i zwiedzała wszystkie jego sekretne miejsca, oglądała różne przedmioty. Wszystko, co widzę, choć w gruncie rzeczy inne i na pozór do siebie niepasujące układałoby się w konkretną całość, choć nie do końca możliwą do poznania. Dziwne to porównanie, ale właśnie tak czuję tę książkę. Porusza wiele aspektów życia bohatera (właściwie każdego z nas) - rodziny, przyjaciół, pracy, codziennego życia - wszystko zarejestrowane przez człowieka traktującego je jak teatr, w którym przychodzi nam wcielać się w różne role. Smaku dodają wątki poruszające z lekkim dystansem i uśmiechem problem autotematyzmu - zabawy konstrukcją i przemyślenia na temat pisania .

Agnieszka Świątek

www.freekmag.pl

 

Pisarski patronat w przypadku Grawitacji oznacza dwie rzeczy - umowność formuły dziennika i konstrukcyjny, tekstowy charakter calości (jakodzieło sporządzone przez pisarza wypowiedź Franczaka charakteryzująstrategie tekstowe stosowane przez klasyków potmodernizmu) oraz pokrewieństwo z prozą nieodłącznie związaną z filozofią autora, a więc z tradycjąawangardy. (...) Franczak wydaje się absolutnym nonkonformistą i demistyfikatorem, przy czym jego nieufność i dystans nie są zadziorne czy po grombrowiczowsku heroiczne, ale na sposób egzystencjalistyczny oczywiste: Grawitacje to obnażenie - bezwzględne, trzeźwem, ascetyczne, pozbawione rozpaczy i co tu dużo mówić - wiarygodne, jak wiarygodny być może tylko produkt samoświadomości.

Justyna Cembrowska

FA-art 1/ 2008

 

Grawitacje to esej, dziennik upozowany na opowiadanie, quasi-pamiętnikowy zapis dziejów fascynacji autora i jego "dojrzewania", literacka polemika, errata do rzeczywistości złożonej z faktów i aktów mowy; a także własna, ważniejsza niż samo "działanie", instrukcja obsługi. Przewrotna metoda autora: porzucając "fikcję" na rzecz - ogólnie ujmując - biografistyki, od razu zaznacza on brak zainteresowania dla "myślenia faktami", dla czysto sprawozdawczych możliwości dziennika (wspomniany sen); książka - trochę jakby staroświecko i na przekór dzisiejszym modom - staje się zapisem zainteresowań, pasji i dylematów intelektualisty, podejrzliwego wobec "rzeczywistości" tak samo, jak wobec języka, który ją konstytuuje. (...) Franczak lubi zaskoczyć i lubi to robić, eksploatując do końca przybraną rolę: kiedy tylko zaczyna się robić zbyt "serio" natychmiast porzuca namysł i refleksję, stając się krnąbrnym uczniem, gotowym wszystkim przyczepić do spodni kartkę z napisem "Pocałujcie wy mnie w dupę".

Łukasz Plata

Cegła, IX 2008

"Szmermele" są niezwykłą budowlą literacką, zbudowaną z fragmentów, urywków i zarysów całostek narracyjnych, buduje się ją w ten sposób z pełną świadomością literacką i bardzo przemyślnie, co ujawniają finałowe partie utworu. W nich z polotem i precyzyjnie ustanawia się prawomocność epistemologiczną urywkowości narracji, jej zalążkowości lub szczątkowości, może tego wszystkiego, co mają znaczyć tytułowe szmermele. Wyborna świadomość artystyczna kształtuje układankę narracji o intelektualnym doświadczeniu literatury i o egzystencjalnym doświadczeniu młodości. Patronami tego utworu, który nie jest ani powieścią, ani opowiadaniem, mogliby być Witold Gombrowicz i Jorge Luis Borges. Jerzy Franczak jest jednak we wszystkim autonomiczny artystycznie i tak w sensie duchowym wolny, jak mało kto z Polaków.

Henryk Bereza

Nota na okładce "Szmermeli"

 

Te opowiadania najpierw sprawiają wrażenie sennych zjaw, nadrealistycznej prozy poetyckiej. Raczej przez ich kontekst "niepoważności", młodzieńczości literackiej - zabawy z literaturą, a nie zaangażowanie w dawanie świadectwa swoim czasom, znajdujemy powiązania z Gombrowiczem. A Borges? Myślę, że obecny jest poprzez igraszki formalne z tekstem. (...) Jakieś pięć lat temu zżymałbym się zapewne na brak więzi ze światem zewnętrznym, na artystowski charakter tej prozy. Dziś, otoczony zewsząd poważnymi reakcjami literatury na otaczającą nas rzeczywistość, wwąchuję się w nią niczym w jaki zefirek, który z daleka przyniósł odświeżającą woń porośniętej wiosennymi kwiatuszkami łączki.

Paweł Dunin Wąsowicz

Lampa 1/ 2005

 

Znajdujemy się jeszcze w rejonie powieści, ale jest to już powieść, która ze spokojem doświadczonego czytelnika i z wrażliwością szybko dojrzewającego autora została przez Franczaka przeformułowana na obecny tu i ówdzie najfajniejszy dzisiaj styl uprawiania prozy. (...) Franczak na przestrzeni całego utworu oddaje się wirtuozerskim ćwiczeniom. Na pierwszy rzut oka wydaje się to przewidywalne i sprawdzalne, ale tylko na pierwszy rzut oka. Kiedy oko już się oswoi, możemy poczuć, w jakim stopniu sam sposób pisania pozwala przekształcić banalną sytuację w chwilę parodystycznego niepokoju. To bardzo przyjemne uczucie. Z takim talentem do żonglowania tymi wszystkimi najbardziej zobiektywizowanymi kodami i nadawania im nowego życia w stale zaskakujących kombinacjach można rozleniwionego czytelnika doprowadzić do ciężkiej bezsenności.

Darek Foks

Twórczość 6/ 2005

 

W zabiegach formalnych, na których opiera się większość pomysłów Franczaka, widać inspiracje teoretycznymi zdobyczami tzw. postmodernizmu. Autor Szmermeli na pierwszym planie stawia problem samego tworzenia opowieści, relacji czytelnik-pisarz, przenikania fikcji i życia, gdzie jedno i paradoksalnie drugie najpełniej objawia się w tekście. Jeśli miałbym wskazać patronów tej prozy, to najpierw wymieniłbym Italo Calvino, potem Jorge Luisa Borgesa.

Tomasz Jamroziński

Bulion 3/ 2005

 

Życie jest ciekawsze od literatury - zdaje się na każdym kroku powtarzać Franczak, więc niefrasobliwie podrzuca czytelnikowi szczątkowy zarys fabuły, tytułowe "szmermele", aby potem, wycofując się z fikcjonalności, całkowicie skupić się na własnym sensualnym doznawaniu uroków rzeczywistego świata. Metafikcjonalność tej prozy można prześledzić na przykładzie większego utworu "R jak Roman". Wysublimowany świat pewnego francuskiego romansu "Sidła namiętności" zostaje ciekawie skonfrontowany z "szara" polską rzeczywistością, co więcej, niczym nie wyróżniający się redaktor gazetki "Echo Spytkowa" rozpoznaje w fabule tej powieści własny przypadek życiowy, co doprowadza go do obłędu i przekonania, że jest wykorzystywany do tworzenia fikcji, zaś jego istnienie zostaje przemienione na przygody "papierowego" bohatera. Potem Franczak w iście gombrowiczowskim geście burzy zbudowany przez siebie karciany domek, postacie powieściowe i prawdziwe spotykają się między sobą, narrator auktoralny zaś zostaje zabity. Robi się z tego całkiem niezły bałagan, podszyty jednak nostalgią, bowiem pozbawiony swego autora świat powieściowy zaczyna umierać. Książka Franczaka jest bardzo ciekawym eksperymentem literackim, wynikającym ze zwątpienia w możliwości poznawcze literatury, co ujawnia się we wszechobecnym autotematyzmie.

Eugeniusz Sobol

Topos 3/ 2005

« Szmermele, Nowy Wiek* Biblioteka, t. IV, STA-L, Kraków 2004.

"Szmermele" są niezwykłą budowlą literacką, zbudowaną z fragmentów, urywków i zarysów całostek narracyjnych, buduje się ją w ten sposób z pełną świadomością literacką i bardzo przemyślnie, co ujawniają finałowe partie utworu. W nich z polotem i precyzyjnie ustanawia się prawomocność epistemologiczną urywkowości narracji, jej zalążkowości lub szczątkowości, może tego wszystkiego, co mają znaczyć tytułowe szmermele. Wyborna świadomość artystyczna kształtuje układankę narracji o intelektualnym doświadczeniu literatury i o egzystencjalnym doświadczeniu młodości. Patronami tego utworu, który nie jest ani powieścią, ani opowiadaniem, mogliby być Witold Gombrowicz i Jorge Luis Borges. Jerzy Franczak jest jednak we wszystkim autonomiczny artystycznie i tak w sensie duchowym wolny, jak mało kto z Polaków.

Henryk Bereza

Nota na okładce "Szmermeli"

 

Te opowiadania najpierw sprawiają wrażenie sennych zjaw, nadrealistycznej prozy poetyckiej. Raczej przez ich kontekst "niepoważności", młodzieńczości literackiej - zabawy z literaturą, a nie zaangażowanie w dawanie świadectwa swoim czasom, znajdujemy powiązania z Gombrowiczem. A Borges? Myślę, że obecny jest poprzez igraszki formalne z tekstem. (...) Jakieś pięć lat temu zżymałbym się zapewne na brak więzi ze światem zewnętrznym, na artystowski charakter tej prozy. Dziś, otoczony zewsząd poważnymi reakcjami literatury na otaczającą nas rzeczywistość, wwąchuję się w nią niczym w jaki zefirek, który z daleka przyniósł odświeżającą woń porośniętej wiosennymi kwiatuszkami łączki.

Paweł Dunin Wąsowicz

Lampa 1/ 2005

 

Znajdujemy się jeszcze w rejonie powieści, ale jest to już powieść, która ze spokojem doświadczonego czytelnika i z wrażliwością szybko dojrzewającego autora została przez Franczaka przeformułowana na obecny tu i ówdzie najfajniejszy dzisiaj styl uprawiania prozy. (...) Franczak na przestrzeni całego utworu oddaje się wirtuozerskim ćwiczeniom. Na pierwszy rzut oka wydaje się to przewidywalne i sprawdzalne, ale tylko na pierwszy rzut oka. Kiedy oko już się oswoi, możemy poczuć, w jakim stopniu sam sposób pisania pozwala przekształcić banalną sytuację w chwilę parodystycznego niepokoju. To bardzo przyjemne uczucie. Z takim talentem do żonglowania tymi wszystkimi najbardziej zobiektywizowanymi kodami i nadawania im nowego życia w stale zaskakujących kombinacjach można rozleniwionego czytelnika doprowadzić do ciężkiej bezsenności.

Darek Foks

Twórczość 6/ 2005

 

W zabiegach formalnych, na których opiera się większość pomysłów Franczaka, widać inspiracje teoretycznymi zdobyczami tzw. postmodernizmu. Autor Szmermeli na pierwszym planie stawia problem samego tworzenia opowieści, relacji czytelnik-pisarz, przenikania fikcji i życia, gdzie jedno i paradoksalnie drugie najpełniej objawia się w tekście. Jeśli miałbym wskazać patronów tej prozy, to najpierw wymieniłbym Italo Calvino, potem Jorge Luisa Borgesa.

Tomasz Jamroziński

Bulion 3/ 2005

 

Życie jest ciekawsze od literatury - zdaje się na każdym kroku powtarzać Franczak, więc niefrasobliwie podrzuca czytelnikowi szczątkowy zarys fabuły, tytułowe "szmermele", aby potem, wycofując się z fikcjonalności, całkowicie skupić się na własnym sensualnym doznawaniu uroków rzeczywistego świata. Metafikcjonalność tej prozy można prześledzić na przykładzie większego utworu "R jak Roman". Wysublimowany świat pewnego francuskiego romansu "Sidła namiętności" zostaje ciekawie skonfrontowany z "szara" polską rzeczywistością, co więcej, niczym nie wyróżniający się redaktor gazetki "Echo Spytkowa" rozpoznaje w fabule tej powieści własny przypadek życiowy, co doprowadza go do obłędu i przekonania, że jest wykorzystywany do tworzenia fikcji, zaś jego istnienie zostaje przemienione na przygody "papierowego" bohatera. Potem Franczak w iście gombrowiczowskim geście burzy zbudowany przez siebie karciany domek, postacie powieściowe i prawdziwe spotykają się między sobą, narrator auktoralny zaś zostaje zabity. Robi się z tego całkiem niezły bałagan, podszyty jednak nostalgią, bowiem pozbawiony swego autora świat powieściowy zaczyna umierać. Książka Franczaka jest bardzo ciekawym eksperymentem literackim, wynikającym ze zwątpienia w możliwości poznawcze literatury, co ujawnia się we wszechobecnym autotematyzmie.

Eugeniusz Sobol

Topos 3/ 2005

Znajdujemy w tej książeczce mnogość językowych rejestrów, która to mnogość wskazuje na nieustanną pracę, jaka dokonuje się w tych tekstach, w celu odzyskania, nie wiadomo kiedy utraconej, tożsamości. Tropy "ja" stawiane w tekście tworzą tropologiczny szlak, na którym każdy (zarówno autor, jak i czytelnik) ma sposobność wynalezienia lub odnalezienia własnej tożsamości, choć za dość wysoką cenę - uznania równocześnie realnej mocy fikcji oraz fikcyjnego wymiaru rzeczywistości. Z jednej strony mamy do czynienia - jakby powiedział Borges - ze skażeniem snu rzeczywistością, z drugiej - ze skażeniem rzeczywistości snem. (...) Możliwości interpretacyjne, jakie otwiera ta książeczka, są prawie nieograniczone i z łatwością może się ona stać zarówno tematem gry towarzyskiej, jak i akademickiej dysputy.

Grzegorz Jankowicz

Posłowie do "Trzech historyi"

 

Autor "przeskakuje" z jednego stylu w drugi. W tych opowiadaniach odnaleźć można zarówno absurd Borisa Viana i wczesnego Mrożka, jak i Jerzego Pilcha, a nad wszystkim unosi się duch Joyce'a. (...) Wielbiciele lekko surrealistycznych opowiadań powinni się czuć usatysfakcjonowani.

Dorota Nowak

Aktivist 13/ 2001

 

Autor gra w specyficzną grę, rozwijając znane schematy choćby powieści kryminalnej. Używa cytatów, wybiega myślą w przyszłość, opowiada skomplikowane losy postaci - tą techniką prowadzi nas na skraj przepaści. Nagle historia urywa się, kończy inaczej, niż się spodziewamy, lub przechodzi w inną. Nie wiadomo zatem, czy mamy do czynienia z fikcją tak realną, że zaczynamy w nią wierzyć, czy też rzeczywistość w sporym stopniu skażona jest snem i fantazją. Obiecujący debiut prozatorski młodego krakowskiego poety.

Rafał Romanowski

City Magazine Kraków 2/ 2001

 

Debiut prozatorski 23-letniego krakowiaka, zdecydowanie ciekawszy od jego bardzo przeciętnych poezji. Groteskowe parodie - to kryminału, to nostalgicznej prozy inicjacyjnej, to kieślowszczyzny - spreparowane są z wielkim polotem. Gdyby Sławomir Mrożek debiutował w XXI wieku, pisałby pewnie takie właśnie postmodernistyczne etiudy.

Paweł Dunin-Wąsowicz

Machina 4/ 2001

 

Zdarzenia i osoby, łącznie z osobą opowiadającą, często podlegają w "Trzech Historyach" nagłym i zasadniczym zmianom, mają zdolność płynnego przenikania się, która przekształca się w proces o charakterze narastającym. W miarę zagłębiania się w świat ostatniej książki Jerzego Franczaka czytelnik traci pewność, w której historii się znajduje, gdzie kończy się jeden świat (jeden opowiadający, jedna postać), a zaczyna drugi. Wreszcie zaczyna dostrzegać, że granic już wcale nie ma i wtedy nabiera podejrzeń, że może nigdy ich nie było. Znając skłonność Franczaka do gier, ironii i paradoksu nie ma się czemu dziwić, a jednak konsekwencja w wyłamywaniu się spod jarzma jakiejkolwiek "logiki" wyraźnie się w ostatniej książce pogłębia i urasta do rozmiarów osi konstruującej całość.

Sara Nowak

HA!art 1/2001

 

Czytelniczo najefektowniejszy jest utwór pierwszy, Szczekaczka. Powieść z tezą. Kojarzyłbym go z parodystycznością w stosunku do tradycji polskiej beletrystyki, do różnych jej odmian, parodystyczna narracja jest dosyć zabawna w swojej młodzieńczości i w swoim nieukrywanym debiutanctwie. Nieco inny charakter ma utwór drugi, Róża wiatrów. Rzecz o zagładzie. W tym utworze ambicje literackie nie są parodystyczne, robi się w nim użytek z tradycji beletrystycznej jakby serio, ale po swojemu i może odrobinę postmodernistycznie. Tradycyjną narrację odrywa się od funkcji mimetycznych, od jakiegokolwiek weryzmu lub historyzmu, tradycja oznacza magazyn struktur narracyjnych, których chce się używać dla celów literackich zupełnie niezależnych.

Henryk Bereza

Twórczość 5/2001

 

Z zaproponowanych w tym tomie historii najbardziej ujęła mnie "Szczekaczka. Powieść z tezą", napisana z błyskotliwą dezynwolturą, migocąca wielością kulturowych odniesień i sygnałów komunikacji "międzytekstowej" opowieść rodzinna w stylu gombrowiczowskim; autor toczy tu swoją grę z wieloma stanowiącymi punkt odniesienia poetykami, będąc świadom i tego, że - np. gombrowiczowskie czy witkacowskie konstrukcje artystyczne - stanowiły autorskie "pokrzywianie się" tradycyjnym schematom i tropom narracji. Jest to więc swoista parodia parodii, pastisz pastiszu, a w ogóle zaciekawiający tekst metaliteracki, który powstał w zgodzie z obowiązującymi kryteriami gatunku (o ile możemy uznać, że tak gatunek prozatorski już istnieje). Świadoma autorefleksyjna, autoironiczna zabawa w słowo literackie kontynuowana jest w następnych "historyach" - choć przede wszystkim ta pierwsza pozwala zaliczyć Franczaka do czołówki debiutantów młodej prozy.

Mieczysław Orski

Odra 5/ 2002

 

Dopiero entropia ostatniego opowiadania zdaje się najpełniej demaskować piszącego, dopiero zza rozpadającego się tekstu przeziera ten, który początkowo zdawał się być nieobecny. Odwrotnie niż u Hłaski - myśl, autentyzm, człowiek wyłaniają się z ograniczającej konwencji literatury. Ale czy wówczas można jeszcze mówić o jakiejkolwiek literaturze? A może pozostaje tylko bezradność, gdy stajemy w obliczu zburzonego porządku pisma, który symbolizuje pomieszany, wybrakowany układ klawiatury na okładce "Trzech historyi"?

Wojciech Rusinek

Jaworznicki Sokół 15/ 2002

 

Jest w tej prozie, jakby to powiedział Caillos, gra i ceremonia, czyli egotyczna drapieżna ekspresja własnego umysłu i ukłon w stronę czytelnika, łaskawa zgoda na woltę w stronę słabszego. (...) Byłbym bardzo zdumiony, gdyby autor zaprzeczył fascynacji Borgesem i Caiilois. To pisarz zbyt inteligentny, aby nie wiedzieć, że mieć mistrza nie znaczy być epigonem. Niepodległość tej prozy jest na tyle zauważalna, że sytuuje krakowskiego twórcę na pozycji nieformalnego lidera "pokolenia wstępującego" prozaików.

Wiesław Setlak

Nowa Okolica Poetów 12-13/ 2003

 

Kompozycyjnie zwarty prozatorski zbiór, Trzy historye, zwłaszcza w części pierwszej, zdradza silne związki z wczesną twórczością Gombrowicza (Bakakaj, Opętani). Przejmując z niej absurdalność, pomieszanie konwencji (z tendencją do przewagi sensacji), Franczak skonstruował finezyjną myślowo fabułę "przygodową", której głównym zamierzeniem jest pokazać przewagę literatury i fantazjowania nad rzeczywistością.

Marta Cuber

Tekstylia bis. Słownik młodej polskiej kultury, Kraków 2006

« Trzy historye, HA!art kolekcja t. II, Krakowska Alternatywa, Kraków 2001.

Znajdujemy w tej książeczce mnogość językowych rejestrów, która to mnogość wskazuje na nieustanną pracę, jaka dokonuje się w tych tekstach, w celu odzyskania, nie wiadomo kiedy utraconej, tożsamości. Tropy "ja" stawiane w tekście tworzą tropologiczny szlak, na którym każdy (zarówno autor, jak i czytelnik) ma sposobność wynalezienia lub odnalezienia własnej tożsamości, choć za dość wysoką cenę - uznania równocześnie realnej mocy fikcji oraz fikcyjnego wymiaru rzeczywistości. Z jednej strony mamy do czynienia - jakby powiedział Borges - ze skażeniem snu rzeczywistością, z drugiej - ze skażeniem rzeczywistości snem. (...) Możliwości interpretacyjne, jakie otwiera ta książeczka, są prawie nieograniczone i z łatwością może się ona stać zarówno tematem gry towarzyskiej, jak i akademickiej dysputy.

Grzegorz Jankowicz

Posłowie do "Trzech historyi"

 

Autor "przeskakuje" z jednego stylu w drugi. W tych opowiadaniach odnaleźć można zarówno absurd Borisa Viana i wczesnego Mrożka, jak i Jerzego Pilcha, a nad wszystkim unosi się duch Joyce'a. (...) Wielbiciele lekko surrealistycznych opowiadań powinni się czuć usatysfakcjonowani.

Dorota Nowak

Aktivist 13/ 2001

 

Autor gra w specyficzną grę, rozwijając znane schematy choćby powieści kryminalnej. Używa cytatów, wybiega myślą w przyszłość, opowiada skomplikowane losy postaci - tą techniką prowadzi nas na skraj przepaści. Nagle historia urywa się, kończy inaczej, niż się spodziewamy, lub przechodzi w inną. Nie wiadomo zatem, czy mamy do czynienia z fikcją tak realną, że zaczynamy w nią wierzyć, czy też rzeczywistość w sporym stopniu skażona jest snem i fantazją. Obiecujący debiut prozatorski młodego krakowskiego poety.

Rafał Romanowski

City Magazine Kraków 2/ 2001

 

Debiut prozatorski 23-letniego krakowiaka, zdecydowanie ciekawszy od jego bardzo przeciętnych poezji. Groteskowe parodie - to kryminału, to nostalgicznej prozy inicjacyjnej, to kieślowszczyzny - spreparowane są z wielkim polotem. Gdyby Sławomir Mrożek debiutował w XXI wieku, pisałby pewnie takie właśnie postmodernistyczne etiudy.

Paweł Dunin-Wąsowicz

Machina 4/ 2001

 

Zdarzenia i osoby, łącznie z osobą opowiadającą, często podlegają w "Trzech Historyach" nagłym i zasadniczym zmianom, mają zdolność płynnego przenikania się, która przekształca się w proces o charakterze narastającym. W miarę zagłębiania się w świat ostatniej książki Jerzego Franczaka czytelnik traci pewność, w której historii się znajduje, gdzie kończy się jeden świat (jeden opowiadający, jedna postać), a zaczyna drugi. Wreszcie zaczyna dostrzegać, że granic już wcale nie ma i wtedy nabiera podejrzeń, że może nigdy ich nie było. Znając skłonność Franczaka do gier, ironii i paradoksu nie ma się czemu dziwić, a jednak konsekwencja w wyłamywaniu się spod jarzma jakiejkolwiek "logiki" wyraźnie się w ostatniej książce pogłębia i urasta do rozmiarów osi konstruującej całość.

Sara Nowak

HA!art 1/2001

 

Czytelniczo najefektowniejszy jest utwór pierwszy, Szczekaczka. Powieść z tezą. Kojarzyłbym go z parodystycznością w stosunku do tradycji polskiej beletrystyki, do różnych jej odmian, parodystyczna narracja jest dosyć zabawna w swojej młodzieńczości i w swoim nieukrywanym debiutanctwie. Nieco inny charakter ma utwór drugi, Róża wiatrów. Rzecz o zagładzie. W tym utworze ambicje literackie nie są parodystyczne, robi się w nim użytek z tradycji beletrystycznej jakby serio, ale po swojemu i może odrobinę postmodernistycznie. Tradycyjną narrację odrywa się od funkcji mimetycznych, od jakiegokolwiek weryzmu lub historyzmu, tradycja oznacza magazyn struktur narracyjnych, których chce się używać dla celów literackich zupełnie niezależnych.

Henryk Bereza

Twórczość 5/2001

 

Z zaproponowanych w tym tomie historii najbardziej ujęła mnie "Szczekaczka. Powieść z tezą", napisana z błyskotliwą dezynwolturą, migocąca wielością kulturowych odniesień i sygnałów komunikacji "międzytekstowej" opowieść rodzinna w stylu gombrowiczowskim; autor toczy tu swoją grę z wieloma stanowiącymi punkt odniesienia poetykami, będąc świadom i tego, że - np. gombrowiczowskie czy witkacowskie konstrukcje artystyczne - stanowiły autorskie "pokrzywianie się" tradycyjnym schematom i tropom narracji. Jest to więc swoista parodia parodii, pastisz pastiszu, a w ogóle zaciekawiający tekst metaliteracki, który powstał w zgodzie z obowiązującymi kryteriami gatunku (o ile możemy uznać, że tak gatunek prozatorski już istnieje). Świadoma autorefleksyjna, autoironiczna zabawa w słowo literackie kontynuowana jest w następnych "historyach" - choć przede wszystkim ta pierwsza pozwala zaliczyć Franczaka do czołówki debiutantów młodej prozy.

Mieczysław Orski

Odra 5/ 2002

 

Dopiero entropia ostatniego opowiadania zdaje się najpełniej demaskować piszącego, dopiero zza rozpadającego się tekstu przeziera ten, który początkowo zdawał się być nieobecny. Odwrotnie niż u Hłaski - myśl, autentyzm, człowiek wyłaniają się z ograniczającej konwencji literatury. Ale czy wówczas można jeszcze mówić o jakiejkolwiek literaturze? A może pozostaje tylko bezradność, gdy stajemy w obliczu zburzonego porządku pisma, który symbolizuje pomieszany, wybrakowany układ klawiatury na okładce "Trzech historyi"?

Wojciech Rusinek

Jaworznicki Sokół 15/ 2002

 

Jest w tej prozie, jakby to powiedział Caillos, gra i ceremonia, czyli egotyczna drapieżna ekspresja własnego umysłu i ukłon w stronę czytelnika, łaskawa zgoda na woltę w stronę słabszego. (...) Byłbym bardzo zdumiony, gdyby autor zaprzeczył fascynacji Borgesem i Caiilois. To pisarz zbyt inteligentny, aby nie wiedzieć, że mieć mistrza nie znaczy być epigonem. Niepodległość tej prozy jest na tyle zauważalna, że sytuuje krakowskiego twórcę na pozycji nieformalnego lidera "pokolenia wstępującego" prozaików.

Wiesław Setlak

Nowa Okolica Poetów 12-13/ 2003

 

Kompozycyjnie zwarty prozatorski zbiór, Trzy historye, zwłaszcza w części pierwszej, zdradza silne związki z wczesną twórczością Gombrowicza (Bakakaj, Opętani). Przejmując z niej absurdalność, pomieszanie konwencji (z tendencją do przewagi sensacji), Franczak skonstruował finezyjną myślowo fabułę "przygodową", której głównym zamierzeniem jest pokazać przewagę literatury i fantazjowania nad rzeczywistością.

Marta Cuber

Tekstylia bis. Słownik młodej polskiej kultury, Kraków 2006