› Książki

Sainte-Fabeau skrywa wiele tajemnic. Można tu trafić do Uniwersytetu Tysiąclecia, w którym trwają eksperymenty nad inżynierią czasu, do Dolnego Miasta o niewymiernym kształcie, do kościołów zmienionych w restauracje i do więzienia, w którym dni następują po sobie w porządku alfabetycznym. Główny bohater przyjeżdża z wykładem, ale natychmiast zanurza się w dziwną przygodę, przypominającą straszny i piękny sen. Poznajemy ten sen w dwóch alternatywnych wersjach, które zaczynają się w tym samym miejscu, a prowadzą w zupełnie odmiennych kierunkach. Po jednej stronie namiętny romans, proces sądowy o morderstwo i rewolucja, po drugiej – stabilizacja, założenie rodziny i daremne oswajanie niesamowitości tego miejsca. Sama opowieść jest równie wielowymiarowa, co tytułowe miasteczko: raz mroczna, nasycona grozą i erotycznymi fantazjami jak u Kafki, innym razem lekka i purnonsensowa jak u Topora, ale zawsze pełna hipnotycznego czaru.

[nota na okładce]

 

Niekwestionowanym atutem Sainte-Fabeau jst gęstniejąca z każdą stroną atmosfera groteskowej fantasmagorii, w ramach której miejsca, obiekty, przedmioty i ludzie podlegają spontanicznym metamorfozom. (…) Przemiany idą w parze z permanentnym poczuciem déjà-vu trapiącym (nie tylko) bohatera książki, ze zmiennym powodzeniem starającego się znaleźć własne miejsce w rzeczywistości, gdzie co rusz zawodzi go pamięć, zaś absurdalne rygory, podporządkowane osobliwej rutynie i programowej nudzie oraz przebłyski alternatywnej rzeczywistości są oczywistością. Utwór Jerzego Franczak zdolny jest wywołać szczery uśmiech, ale także nieprzyjemne mrowienie na karku, sprawdza się także jako introspektywne studium rozpadu tożsamości.

Przemysław Pieniążek

Nowe Książki 11/ 2017

 

Motto użyte zostało dwa razy w dwóch wersjach językowych, czyli w oryginale i w przekładzie na język polski. Sainte-Fabeau zbudowane jest z dwóch części, które nie następują po sobie w porządku rozdziałów, ale są dwiema opowieściami złożonymi „na odwrót” i w imię obcego (innego?) języka. Odpowiedzi na pytania, kto ma rację, co się naprawdę wydarzyło i kto jest za co odpowiedzialny, a nawet czemu winny (nie sposób opędzić się od skojarzeń z Procesem Kafki), nie otrzymamy. Części wydają się równorzędne (są prawie tej samej długości, zazębiają się fabularnie, tematycznie) i nie wiadomo, od której należy zacząć, która jest właściwa, a która do góry nogami – nawet poszukiwania stopki nie pomagają, bo są (znowu) dwie i ukryte na skrzydełkach pierwszych zarazem i końcowych. Szybko też okazuje się, że Sainte-Fabeau jest nie tyle porywającym wyzwaniem literaturoznawczym, ile próbą odpowiedzi na pytania o tożsamość. Kim jestem w związku miłosnym czy małżeństwie, kim stanę się w społecznej formie przyjętej lub narzuconej, czy zachowam choć odrobinę wolności, czy mój los zostanie przesądzony? „Nigdy nie zastanawiałem się nad tymi sprawami. Może to był błąd i dlatego teraz mam takie rozmyte, błędne oblicze” – pisze Franczak, konfrontując jednego ze swoich bohaterów z nieszczęsnym „Qui suis-je?”, by dodać po chwili: „To rodzaj ćwiczenia duchowego albo zadania domowego, które każdy musi odrobić w samotności”.

Anna Marchewka

Znak 1/ 2018

« Sainte-Fabeau, Wydawnictwo Lokator, Kraków 2017

Sainte-Fabeau skrywa wiele tajemnic. Można tu trafić do Uniwersytetu Tysiąclecia, w którym trwają eksperymenty nad inżynierią czasu, do Dolnego Miasta o niewymiernym kształcie, do kościołów zmienionych w restauracje i do więzienia, w którym dni następują po sobie w porządku alfabetycznym. Główny bohater przyjeżdża z wykładem, ale natychmiast zanurza się w dziwną przygodę, przypominającą straszny i piękny sen. Poznajemy ten sen w dwóch alternatywnych wersjach, które zaczynają się w tym samym miejscu, a prowadzą w zupełnie odmiennych kierunkach. Po jednej stronie namiętny romans, proces sądowy o morderstwo i rewolucja, po drugiej – stabilizacja, założenie rodziny i daremne oswajanie niesamowitości tego miejsca. Sama opowieść jest równie wielowymiarowa, co tytułowe miasteczko: raz mroczna, nasycona grozą i erotycznymi fantazjami jak u Kafki, innym razem lekka i purnonsensowa jak u Topora, ale zawsze pełna hipnotycznego czaru.

[nota na okładce]

 

Niekwestionowanym atutem Sainte-Fabeau jst gęstniejąca z każdą stroną atmosfera groteskowej fantasmagorii, w ramach której miejsca, obiekty, przedmioty i ludzie podlegają spontanicznym metamorfozom. (…) Przemiany idą w parze z permanentnym poczuciem déjà-vu trapiącym (nie tylko) bohatera książki, ze zmiennym powodzeniem starającego się znaleźć własne miejsce w rzeczywistości, gdzie co rusz zawodzi go pamięć, zaś absurdalne rygory, podporządkowane osobliwej rutynie i programowej nudzie oraz przebłyski alternatywnej rzeczywistości są oczywistością. Utwór Jerzego Franczak zdolny jest wywołać szczery uśmiech, ale także nieprzyjemne mrowienie na karku, sprawdza się także jako introspektywne studium rozpadu tożsamości.

Przemysław Pieniążek

Nowe Książki 11/ 2017

 

Motto użyte zostało dwa razy w dwóch wersjach językowych, czyli w oryginale i w przekładzie na język polski. Sainte-Fabeau zbudowane jest z dwóch części, które nie następują po sobie w porządku rozdziałów, ale są dwiema opowieściami złożonymi „na odwrót” i w imię obcego (innego?) języka. Odpowiedzi na pytania, kto ma rację, co się naprawdę wydarzyło i kto jest za co odpowiedzialny, a nawet czemu winny (nie sposób opędzić się od skojarzeń z Procesem Kafki), nie otrzymamy. Części wydają się równorzędne (są prawie tej samej długości, zazębiają się fabularnie, tematycznie) i nie wiadomo, od której należy zacząć, która jest właściwa, a która do góry nogami – nawet poszukiwania stopki nie pomagają, bo są (znowu) dwie i ukryte na skrzydełkach pierwszych zarazem i końcowych. Szybko też okazuje się, że Sainte-Fabeau jest nie tyle porywającym wyzwaniem literaturoznawczym, ile próbą odpowiedzi na pytania o tożsamość. Kim jestem w związku miłosnym czy małżeństwie, kim stanę się w społecznej formie przyjętej lub narzuconej, czy zachowam choć odrobinę wolności, czy mój los zostanie przesądzony? „Nigdy nie zastanawiałem się nad tymi sprawami. Może to był błąd i dlatego teraz mam takie rozmyte, błędne oblicze” – pisze Franczak, konfrontując jednego ze swoich bohaterów z nieszczęsnym „Qui suis-je?”, by dodać po chwili: „To rodzaj ćwiczenia duchowego albo zadania domowego, które każdy musi odrobić w samotności”.

Anna Marchewka

Znak 1/ 2018

Bohaterowie spotykają się (w dramatycznych okolicznościach), a jednocześnie mijają ze sobą. Ich relacje z najbliższymi okazują się powierzchowne, nieautentyczne, zastępcze. Prawdziwe pragnienia pozostają ukryte, traumatyczne doświadczenia są przedmiotem autocenzury. Jedynym ratunkiem wydaje się stereotyp i banał. „NN” to bardzo gorzki utwór, bo pokazuje zamknięty krąg społecznych ról, z którego nie ma ucieczki.

Krzysztof Uniłowski 

(nota na okładce)

 

Jerzy Franczak to pisarz bynajmniej niekokieteryjny; fazę zabawy literackimi klocuszkami dawno ma za sobą. Od kilku lat zajmuje się tym, czym zwykli zajmować się poważni pisarze - obniża nam nastrój i morduje nasze złudzenia. 

Dariusz Nowacki

Ukosem. Szkice o prozie

 

NN proponuje czytelnikowi kilka, właściwie osobnych, opowieści – bohaterowie niby spotykają się nad nieprzytomnym ciałem nieznajomego, błąkają się po tym samym Krakowie, spędzają czas na imprezie, rozmawiają ze sobą, ale ich światy zdają się od siebie wyraźnie oddzielone. Pojawiają się tu i uniwersytet, i skomplikowany romans, i rodzinne wakacje, i problemy z pochodzeniem – każda z tych sytuacji pogłębia jednak trudności z przekroczeniem, patetycznie rzecz ujmując, granicy swojego świata, swoich osobistych blokad i konwencjonalnych scenariuszy. Mimo podnoszenia niezmiennie ważkich społecznie tematów, autor (bardziej niż w poprzednich książkach) zdaje się skupiać przede wszystkim na samych opowieściach, na ich językowym wymiarze. Monologi, niepozorujące w gruncie rzeczy autentycznej mowy, raczej grające właśnie na tego rodzaju czytelniczym przyzwyczajeniu, budowane są przeważnie z pewną dozą nonszalancji, z charakterystycznym poczuciem humoru. Społeczne i kulturowe klisze, stereotypy i łamańce językowe nie tracą na atrakcyjności – tekst Franczaka czerpie z nich pełnymi garściami.

Olga Szmidt

http://popmoderna.pl/nn-albo-nicowanie-franczaka/

 

 

Kim jest jeden z bohaterów tej opowieści, Franek Jerzak? Dowcipna zamiana literek, a tak naprawdę zabieg pisania, jaki już znamy. Przewrotny, ironiczny, chwilami słodko – gorzki i dekonstruujący świat, w którym Franek próbuje się odnaleźć. To jednak postać z drugiej części „NN”. Pierwsza to historia przypadku – przypadku spotkania i przypadku refleksji o kimś, kto przypadkowy. Trójka skrajnie od siebie różnych ludzi zatrzyma się nad kimś takim. Ten ktoś nie ma imienia, a jego nazwisko nosi mnóstwo Polaków. Leżący Nikt i troje ludzi, którzy także przy nim nikną. „NN” wychodzi od konkretnej sytuacji, ale wcale nie jest konkretną książką. To opowieść o niedopowiedzeniach, a wszystko, co w niej zawarte wydaje się ironiczne i wymagające czytelniczego uściślenia. (…) Nocne spotkanie trójki różnych od siebie ludzi w mroku krakowskiej ulicy Wenecja to taki polifoniczny dramat egzystencjalny. Konfrontacja witalizmu – w różnych postaciach – z odchodzeniem, bliskością śmierci. Ktoś kończy życie, inny jeszcze go nie zaczął. Każdy w tym życiu wydaje się być kimś, podczas gdy wszyscy jesteśmy marionetkami. Ślepy los pokazuje nocnym krakowskim wędrowcom, iż nawet bliskość ludzkiej tragedii nie może zjednać. Każdy bowiem swą tragedię dopisuje nadal, akt po akcie każdego dnia. Opowieści Franczaka są czymś na kształt teatralnych didaskaliów. Dają nam pewien ogólny obraz, nie pozwalają wnikać wewnątrz.

Jarosław Czechowicz

http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/06/nn-jerzy-franczak.html

 

 

Tytułowy akronim odsyła tyleż do fabuły (w jej ekspozycji pojawia się bezimienna ofiara wypadku drogowego), co do słów-kluczy: Nikt i Nic, którymi pisarz oznaczył dwie części utworu. Rzecz zaczyna się banalnie – w Krakowie, w środku deszczowej nocy troje przypadkowych przechodniów zatrzymuje się przy leżącym na ulicy mężczyźnie, najpewniej potrąconym przez samochód. Każda z tych postaci, poprzez wypowiadane przez siebie monologi, odnosi się zarówno do wspomnianego wypadku, jak i powiadamia o własnym położeniu. Czytelnik zostaje w ten sposób skonfrontowany ze sztafetą opowiadaczy – wkrótce okaże się, że jest ich więcej niż trzech. Ci późniejsi nie są związani ze początkowym zdarzeniem, lecz pozostają w rozmaitych relacjach z przemawiającymi wcześniej bohaterami. Jako pierwszy zabiera głos Artur, komiwojażer handlujący sprzętem medycznym. Nienawidzi swojej pracy, po części i samego siebie. Nie inaczej jest z Mariolą, prostą kobietą udręczoną przez męża alkoholika, która, aby do reszty nie oszaleć z bólu (utrata dziecka), prowadzi bloga wypełnionego fantazjami o lepszym życiu. Wreszcie na chwilę, zanim umknie przed policyjnym patrolem, pojawia się niejaki Reszka – wieczny student, trochę lewacki anarchista, trochę buntownik bez powodu. Jego opowieści wysłuchamy nieco później i to on zaprowadzi nas do pozostałych monologujących postaci. Będzie wśród nich postać, z którą pisarz podzielił się biografią – pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, Franciszek Jerzak. Bohaterów tych różni położenie socjalne, kompetencje kulturowe, pisarz wyposażył ich w odmienną świadomość, powiązał z różnymi środowiskami. Ważniejsze jest jednak to, co ich łączy – alienacja, poczucie niezrozumienia, doświadczenie nieautentyczności. W chwilach szczerości bohaterowie NN pojmują, że ich życie jest nie tyle nawet absurdalne, ile w pełni skonwencjonalizowane, poddane nieznośnej rutynie. Słusznie podejrzewają, że ktoś czy raczej coś przymusiło ich do wypełnienia społecznych ról, do udziału w nudnym, jałowym spektaklu zwanym życiem. Przejmujące jest także to, że bohaterowie, opisując swoje położenie w świecie, mówią wyłącznie do siebie, bez nadziei na jakiekolwiek porozumienie i zrozumienie.

Dariusz Nowacki

New Books From Poland – Fall 2012

 

 

Powieść psychologiczna? Chyba tak. NN Jerzego Franczaka to (jakże rzadki we współczesnej literaturze) przykład tekstu, który przekonująco opowiada o emocjach, trudnościach w relacjach międzyludzkich i tym specyficznym napięciu, które pojawia się na styku indywidualności i społecznej konwencji. NN to historia grupki ludzi, których w środku nocy, na rogu Krupniczej i Wenecji zderza pewien tragiczny w skutkach wypadek – pod kołami przejeżdżającego samochodu ginie bezdomny o nieznanej tożsamości. Ich relacje i rozmaite punkty widzenia zostają skonfrontowane. Opowiadają o tragedii, ale także o sobie, swoim życiu i o tym, jak postrzegają pozostałych uczestników zajścia. Widać tu kolejne bolesne, istotne dla tej prozy napięcie – przepaść między tym, kim jesteśmy, a tym, jak widzą nas inni. Franczak buduje swoją powieść bez zbędnego ładunku groteski czy fabularnych fajerwerków, ot tak, zwyczajnie. Inna rzecz, że czyta się to wszystko z ogromną przyjemnością i trochę tak, jakby się czytało o sobie. Bo też bohaterowie NN są zaskakująco znajomi. Idę o zakład, że codziennie, chodząc po Krakowie, mijam kilka Mariolek i parę wariantów Artiego, a w tramwaju przysiadam niepokojąco blisko „wujka”, który przygląda mi się badawczo, lustrując kształt mojego nosa w poszukiwaniu śladów etnicznej obcości.

Katarzyna Kantner

http://e-splot.pl/index.php?pid=articles&id=2137

 

Powieść Franczaka to taniec barwnych, skomplikowanych psychologicznie postaci, które jednak tworzą jednobarwny świat – świat czarny, smutny i depresyjny. W „NN” ułuda współczesności, która każdemu obiecuje coś wyjątkowego, specjalnie dla niego przygotowanego, coś, czego jest warty, ulega zachwianiu. Ta misternie zbudowana fasada zaczyna kruszeć i ujawniać zgniliznę, jaka się pod nią kryje. Wydaje się, że postacie, jedne bardziej świadomie, inne nieco mniej, czują ten fałsz. Niektórzy wciąż mają nadzieję, że będzie lepiej, że jeszcze coś się odmieni. Powieść Franczaka smakuje gorzko… jakżeby inaczej – w końcu głównym jej składnikiem jest tragizm. Tragizm braku autentyzmu w świecie i fasadowości relacji międzyludzkich. Czy może Czytelnik liczyć na katharsis? Tak, jeżeli ujawnienie iluzji rzeczywistości i niekończącej się gry pozorów uznamy za oczyszczające. Jednak autor nie proponuje wyjścia z sytuacji, wątki urywają się, pozostawiając dalsze losy bohaterów domysłom Czytelnika.  Nic nie jest w tej powieści zakończone, co zresztą zgadza się z tytułem – „NN”, czyli „Nikt” i „Nic”. Nicość, anonimowość, pustka. Ostatnie kartki powieści podkreślają tę niedokończoność – urwane zdania, tworzące niby-dialog, bez kontekstu, bez rozróżnienia mówiących postaci, pełne półsłówek i niedopowiedzeń, uwydatniają chaos panujący w życiu bohaterów.

Kamila Buszka

www.rozswietlamykulture.pl

 

„NN” to właściwie wewnętrzne monologi: słowotoki, rwące i występujące z brzegów rzeki słów. Z monologów tych wyziera przeraźliwa samotność i nieumiejętność znalezienia swojego miejsca w życiu. Bohaterowie są stłamszeni przez doświadczenia i przez własne emocje. Przytłoczeni przez własne myśli. A jednocześnie, o ironio, te myśli są najczęściej jedynym miejscem ujścia frustracji, niezadowolenia i rozczarowania. To, co wydostaje się czasem na zewnątrz, i tak trafia w próżnię. Nocne spotkanie nad ciałem tytułowego NN leżącego na ulicy jest tak naprawdę tylko pretekstem dla autora, namacalnym powiązaniem między bohaterami, przełącznikiem i odzwierciedleniem ich samotności. Czym właściwie różnią się oni od tego niezidentyfikowanego mężczyzny, o którym nie wiadomo zupełnie nic? 

Magdalena Wiśniewska

http://lubimyczytac.pl

 

 

Jerzy Franczak oddaje głos kilku narratorom, każdy z nich wyrasta z innego środowiska i to widać w ich języku. Monologi przeintelektualizowanego antropologa mieszają się ze slangiem pracowników supermarketu. Daje to ciekawy obraz wielowarstwowego społeczeństwa. Tu każdy zachowuje pozory i kryje się ze swoimi prawdziwymi potrzebami. W pewnym stopniu wszyscy zabiegają o anonimowość, która jest bezpieczna i nie wymaga tłumaczenia się ze swoich decyzji.

 Monika Łazuk

„Rzeczpospolita” 30.07.2012.

 

 

To anonimowe konanie nie jest wcale osią fabuły (bo i o jakiejkolwiek fabule trudno tutaj mówić). Jest tylko pretekstem, by pozwolić bohaterom mówić. Więc mówią. Dużo. Chowając się jednocześnie za ironią, wulgarnością, nieprawdziwymi wpisami na blogu, skleconymi okaleczoną polszczyzną. Wylewają swoje żale, swoje frustracje, ociekają zgorzknieniem. Racjonalizują, odcinają się, porównują z innymi. Ucieczka przed prawdą dawno zapędziła ich w ślepą uliczkę. Trzeba się w życiu ustawić, nie można się sprzedać, nie można się dać koncernom, innym też niełatwo, jestem wolny, jestem zimny, nikomu nie pozwolę się zranić. I tak strona za stroną. Rwący potok klisz, stereotypów i banału, po które Franczak sięga z premedytacją.

Bernadeta Prandzioch

www.rozswietlamykulture.pl

 

Autor niezwykle sugestywnie odmalowuje przygnębiającą wizję świata; tu każdy kroczy przez życie z wyrokiem "samotność", od którego - nawet w tłumie ludzi - nie ma odwołania. Poprzez "NN" Jerzy Franczak bez wątpienia udowadnia swój literacki talent. Jego najnowsza powieść to rzecz nie tylko ciekawa pod względem formalnym (zabaw językowych czy nieoczekiwanego rozbicia konstrukcji i akcji), ale przede wszystkim przejmujące studium porażającej beznadziei, która dopada każdego człowieka.

Michał Paweł Urbaniak

Literadar 21/2012

 

Historia zaczyna się tak: w środku nocy w Krakowie trójka bohaterów pochyla się nad leżącym na ziemi człowiekiem, którego prawdopodobnie potrącił samochód. Dwaj młodzi mężczyźni i kobieta znaleźli go przypadkiem, wezwali karetkę, potem jadą z rannym do szpitala. Jednak nie NN jest tu najważniejszy, jest tylko impulsem splatającym losy tej trójki, a potem kilkorga ich znajomych. Poznajemy życiorysy – niespecjalnie udane –młodego naukowca, Mariolki bitej przez męża czy wujka pomstującego na Żydów i masonów. Życiorysy pełne powierzchownych relacji z innymi i stereotypowych układów, z których trudno się wyrwać.

Magdalena Mikołajczuk

Notes Wydawniczy nr 7-8/ 2012

 

Autor, przeciwstawiając się miałkości i banalności, zdarzenie stanowiące kanwę NN stara się ukazać wielostronnie. Skupiając się przy tym na jednostkowym odczuwaniu, szukania rozpoznania natury związku między tym, czego doświadczamy, a tym, co jest przedmiotem tego doświadczenia. To dlatego ta sama historia opowiedziana jest z kilku perspektyw. Przy czym autor dba, by wprowadzić diametralnie różne językowe obrazy świata. W zgodzie z radami, jakich w Dzienniku udzielał stylistom Gombrowicz, pilnuje, by „mieć wyczucie języka jako czegoś nieskończonego i w ruchu, nie dającego się opanować”. Kolejne relacje uwzględniają pochodzenie, status społeczny i materialny, wykształcenie, skomplikowane relacje rodzinne, w jakie uwikłany jest każdy z pierwszosobowych narratorów.

Edyta Antoniak-Kiedos

Twórczość 10/ 2012

 

Świat powieści Jerzego Franczaka nie ma nic wspólnego z oświeceniowymi projektami. Franczak to pisarz śmierci, przypadkowych trupów, brudu, zgorszenia i przygodnego seksu. Cynik i postmodernista, onglujący gatunkami, mylący tropy. Wreszcie autoironiczny krytyk krakowskiej inteligencji, której sam jest częścią. Czasem mam wrażenie, że nie istnieje, a pod tym pseudonimem ukrywają się obce siły, które pragną obrzydzić nam Polskę i Kraków, filozofię i postmodernizm, miłość i ambitne kino. I nie wiem co jeszcze. Zdaje się, że światem powieści Franczaka rządzi chaos, podobnie jak językiem. Próba wywołania takiego wrażenia to prawdziwa finezja kłamstwa, zwodniczy majstersztyk. Bo ta ostatnia (być może) część (być może) trylogii autora to starannie utkana opowieść o tym, że jeśli coś może się nie udać, nawet przez moment nie ma co się łudzić, że będzie inaczej.

Łukasz Grzesiczak 

Przegląd 41/ 2012

 

Stworzenie narratora, który używa formy „poszłem”, nie jest łatwe. Stylizacja na mowę nienormatywną wymaga językowego i społecznego wyczucia. Stereotypu uniknąć raczej się nie da, ale wypada zadbać o to, by był nieszkodliwy, albo spróbować nim zagrać. Trzeba umiejętnie przepłynąć między Scyllą wyniosłości a Charybdą iluzji realizmu. No i przede wszystkim wiedzieć, po co się to robi – czemu służy portret postaci, której kompetencje językowe są niższe od kompetencji autora i której punkt widzenia jest autorowi obcy. (…) NN Jerzego Franczaka składa się z pięciu opowiadań pięciu narratorów o różnym statusie społecznym. Każdy wypowiada się w wyrazistym, lekko parodystycznym języku, który go charakteryzuje. Każdy podtrzymuje jakiś obraz siebie. Styka ich ze sobą przypadek – bezdomny zostaje potrącony przez samochód i leży na ulicy. Nad nim spotykają się: Arti, sprzedawca sprzętu dentystycznego, Mariola, kasjerka w Biedronce, Reszka, wieczny student i krytyk wolnego rynku. Po tej trójce głos ma emerytowany tramwajarz antysemita, a na koniec wykładowca akademicki Franek Jerzak. Przekręcone nazwisko i kilka innych szczegółów czyni zeń autorskie alter ego. Bohaterów nic nie łączy. Krzysztof Uniłowski pisze na okładce, że spotykają się i mijają, skazani na stereotyp i banał. Jednak Franczak umieścił w ich monologach te same tematy i słowa-klucze, skłaniając czytelnika do śledzenia podobieństw i różnic.

Eliza Szybowicz

www.krytykapolityczna.pl/artykuly/czytaj-dalej/20121127/cwiczenia-stylistyczne

 

Diagnoza Franczaka jest bardzo gorzka – N.N. sugeruje, że w zakresie poznawczego wymiaru języka nie ma różnicy między światopoglądową naiwnością a subtelnym, osadzonym w teorii i zniuansowanym spojrzeniem naukowca. I dalej: że chaotyczna opowieść o przypadkowych, mało znaczących wydarzeniach w życiu nieciekawych osób (Nikt) ma tak samo niewiele sensu, co indywidualna historia miłosna (żadnej z nich nie da się dobrze opowiedzieć i żadna z nich nie ma głębszego uzasadnienia). I w końcu: że przypadkowy, pozbawiony tożsamości przechodzień – zmarły, jest tak samo nieokreślony, jak prowadzący bogatą autoanalizę Jerzak. Podwójne N w tytule, zestawione ze znaczących podtytułów – Nikt, Nic, tautologicznie odsyła do pustki drążącej rzeczywistość prozy Franczaka. Tuż przed końcem drugiej opowieści antropolog wyznaje: „sparaliżowała mnie świadomość romansowej sztancy, i milczałem, podobnie jak ona (...) i tylko gdy ją [Ninę] mijam na korytarzu, gdy przypadkiem natrafię na nią w drzwiach instytutu, budzi się we mnie to nieme wołanie »kocham cię, Nina, kocham cię, jak nigdy nikogo nie kochałem«, jak głos kogoś obcego, jak wołanie umarłego” (N.N., s. 150). Jedynym i najważniejszym, do czego odsyła narracyjna pustka opowieści, jest namacalna, ale nie dająca się wypowiedzieć rozpacz bohatera, której nie zasłaniają nawet błyskotliwe diagnozy i koncepty językowe. Rozbudowany autotematyzm N.N. okazuje się więc – to trafne określenie z przywołanego cytatu – „wołaniem umarłego”. Cóż, skoro rozpaczliwa mowa umarłego, nawet jeśli ją „słychać” w drugiej części powieści, jest jękiem – językiem, którego nie sposób zrozumieć. Zmarły-nikt mówi wszak o niczym za pomocą przenicowanych słów. A tak rozumianej nicości po prostu nie da się wysłowić.

Wojciech Rusinek

FA-art 1-2/ 2012

 

Jerzy Franczak to prozaik niezwykły. Zaskakujące zdolności lingwistyczne poskutkowały niepowtarzalnymi stylizacjami – każda z narracji napisana została językiem właściwym dla danej grupy społecznej, z której wywodzi się narrator. Co ciekawe tekst został wzbogacony także o charakterystyczne błędy językowe, czy też uproszczenia stosowane w mowie potocznej. Tym samym jest to proza do głębi realistyczna, wręcz krwista (na co wskazuje między innymi bezpardonowe wykorzystywanie wulgaryzmów). (…) Jerzy Franczak na pierwszy rzut oka dotarł do samych granic prozy, zarówno pod względem formy jak i fabuły. Choć jest jeszcze wiele do odkrycia to „NN” jest niewątpliwie krokiem milowym w abstrakcyjny świat literackich kolaży.

Przemysław K.

http://myliterarytour.wordpress.com

« NN, Korporacja HA!art, Kraków 2012

Bohaterowie spotykają się (w dramatycznych okolicznościach), a jednocześnie mijają ze sobą. Ich relacje z najbliższymi okazują się powierzchowne, nieautentyczne, zastępcze. Prawdziwe pragnienia pozostają ukryte, traumatyczne doświadczenia są przedmiotem autocenzury. Jedynym ratunkiem wydaje się stereotyp i banał. „NN” to bardzo gorzki utwór, bo pokazuje zamknięty krąg społecznych ról, z którego nie ma ucieczki.

Krzysztof Uniłowski 

(nota na okładce)

 

Jerzy Franczak to pisarz bynajmniej niekokieteryjny; fazę zabawy literackimi klocuszkami dawno ma za sobą. Od kilku lat zajmuje się tym, czym zwykli zajmować się poważni pisarze - obniża nam nastrój i morduje nasze złudzenia. 

Dariusz Nowacki

Ukosem. Szkice o prozie

 

NN proponuje czytelnikowi kilka, właściwie osobnych, opowieści – bohaterowie niby spotykają się nad nieprzytomnym ciałem nieznajomego, błąkają się po tym samym Krakowie, spędzają czas na imprezie, rozmawiają ze sobą, ale ich światy zdają się od siebie wyraźnie oddzielone. Pojawiają się tu i uniwersytet, i skomplikowany romans, i rodzinne wakacje, i problemy z pochodzeniem – każda z tych sytuacji pogłębia jednak trudności z przekroczeniem, patetycznie rzecz ujmując, granicy swojego świata, swoich osobistych blokad i konwencjonalnych scenariuszy. Mimo podnoszenia niezmiennie ważkich społecznie tematów, autor (bardziej niż w poprzednich książkach) zdaje się skupiać przede wszystkim na samych opowieściach, na ich językowym wymiarze. Monologi, niepozorujące w gruncie rzeczy autentycznej mowy, raczej grające właśnie na tego rodzaju czytelniczym przyzwyczajeniu, budowane są przeważnie z pewną dozą nonszalancji, z charakterystycznym poczuciem humoru. Społeczne i kulturowe klisze, stereotypy i łamańce językowe nie tracą na atrakcyjności – tekst Franczaka czerpie z nich pełnymi garściami.

Olga Szmidt

http://popmoderna.pl/nn-albo-nicowanie-franczaka/

 

 

Kim jest jeden z bohaterów tej opowieści, Franek Jerzak? Dowcipna zamiana literek, a tak naprawdę zabieg pisania, jaki już znamy. Przewrotny, ironiczny, chwilami słodko – gorzki i dekonstruujący świat, w którym Franek próbuje się odnaleźć. To jednak postać z drugiej części „NN”. Pierwsza to historia przypadku – przypadku spotkania i przypadku refleksji o kimś, kto przypadkowy. Trójka skrajnie od siebie różnych ludzi zatrzyma się nad kimś takim. Ten ktoś nie ma imienia, a jego nazwisko nosi mnóstwo Polaków. Leżący Nikt i troje ludzi, którzy także przy nim nikną. „NN” wychodzi od konkretnej sytuacji, ale wcale nie jest konkretną książką. To opowieść o niedopowiedzeniach, a wszystko, co w niej zawarte wydaje się ironiczne i wymagające czytelniczego uściślenia. (…) Nocne spotkanie trójki różnych od siebie ludzi w mroku krakowskiej ulicy Wenecja to taki polifoniczny dramat egzystencjalny. Konfrontacja witalizmu – w różnych postaciach – z odchodzeniem, bliskością śmierci. Ktoś kończy życie, inny jeszcze go nie zaczął. Każdy w tym życiu wydaje się być kimś, podczas gdy wszyscy jesteśmy marionetkami. Ślepy los pokazuje nocnym krakowskim wędrowcom, iż nawet bliskość ludzkiej tragedii nie może zjednać. Każdy bowiem swą tragedię dopisuje nadal, akt po akcie każdego dnia. Opowieści Franczaka są czymś na kształt teatralnych didaskaliów. Dają nam pewien ogólny obraz, nie pozwalają wnikać wewnątrz.

Jarosław Czechowicz

http://krytycznymokiem.blogspot.com/2012/06/nn-jerzy-franczak.html

 

 

Tytułowy akronim odsyła tyleż do fabuły (w jej ekspozycji pojawia się bezimienna ofiara wypadku drogowego), co do słów-kluczy: Nikt i Nic, którymi pisarz oznaczył dwie części utworu. Rzecz zaczyna się banalnie – w Krakowie, w środku deszczowej nocy troje przypadkowych przechodniów zatrzymuje się przy leżącym na ulicy mężczyźnie, najpewniej potrąconym przez samochód. Każda z tych postaci, poprzez wypowiadane przez siebie monologi, odnosi się zarówno do wspomnianego wypadku, jak i powiadamia o własnym położeniu. Czytelnik zostaje w ten sposób skonfrontowany ze sztafetą opowiadaczy – wkrótce okaże się, że jest ich więcej niż trzech. Ci późniejsi nie są związani ze początkowym zdarzeniem, lecz pozostają w rozmaitych relacjach z przemawiającymi wcześniej bohaterami. Jako pierwszy zabiera głos Artur, komiwojażer handlujący sprzętem medycznym. Nienawidzi swojej pracy, po części i samego siebie. Nie inaczej jest z Mariolą, prostą kobietą udręczoną przez męża alkoholika, która, aby do reszty nie oszaleć z bólu (utrata dziecka), prowadzi bloga wypełnionego fantazjami o lepszym życiu. Wreszcie na chwilę, zanim umknie przed policyjnym patrolem, pojawia się niejaki Reszka – wieczny student, trochę lewacki anarchista, trochę buntownik bez powodu. Jego opowieści wysłuchamy nieco później i to on zaprowadzi nas do pozostałych monologujących postaci. Będzie wśród nich postać, z którą pisarz podzielił się biografią – pracownik Uniwersytetu Jagiellońskiego, Franciszek Jerzak. Bohaterów tych różni położenie socjalne, kompetencje kulturowe, pisarz wyposażył ich w odmienną świadomość, powiązał z różnymi środowiskami. Ważniejsze jest jednak to, co ich łączy – alienacja, poczucie niezrozumienia, doświadczenie nieautentyczności. W chwilach szczerości bohaterowie NN pojmują, że ich życie jest nie tyle nawet absurdalne, ile w pełni skonwencjonalizowane, poddane nieznośnej rutynie. Słusznie podejrzewają, że ktoś czy raczej coś przymusiło ich do wypełnienia społecznych ról, do udziału w nudnym, jałowym spektaklu zwanym życiem. Przejmujące jest także to, że bohaterowie, opisując swoje położenie w świecie, mówią wyłącznie do siebie, bez nadziei na jakiekolwiek porozumienie i zrozumienie.

Dariusz Nowacki

New Books From Poland – Fall 2012

 

 

Powieść psychologiczna? Chyba tak. NN Jerzego Franczaka to (jakże rzadki we współczesnej literaturze) przykład tekstu, który przekonująco opowiada o emocjach, trudnościach w relacjach międzyludzkich i tym specyficznym napięciu, które pojawia się na styku indywidualności i społecznej konwencji. NN to historia grupki ludzi, których w środku nocy, na rogu Krupniczej i Wenecji zderza pewien tragiczny w skutkach wypadek – pod kołami przejeżdżającego samochodu ginie bezdomny o nieznanej tożsamości. Ich relacje i rozmaite punkty widzenia zostają skonfrontowane. Opowiadają o tragedii, ale także o sobie, swoim życiu i o tym, jak postrzegają pozostałych uczestników zajścia. Widać tu kolejne bolesne, istotne dla tej prozy napięcie – przepaść między tym, kim jesteśmy, a tym, jak widzą nas inni. Franczak buduje swoją powieść bez zbędnego ładunku groteski czy fabularnych fajerwerków, ot tak, zwyczajnie. Inna rzecz, że czyta się to wszystko z ogromną przyjemnością i trochę tak, jakby się czytało o sobie. Bo też bohaterowie NN są zaskakująco znajomi. Idę o zakład, że codziennie, chodząc po Krakowie, mijam kilka Mariolek i parę wariantów Artiego, a w tramwaju przysiadam niepokojąco blisko „wujka”, który przygląda mi się badawczo, lustrując kształt mojego nosa w poszukiwaniu śladów etnicznej obcości.

Katarzyna Kantner

http://e-splot.pl/index.php?pid=articles&id=2137

 

Powieść Franczaka to taniec barwnych, skomplikowanych psychologicznie postaci, które jednak tworzą jednobarwny świat – świat czarny, smutny i depresyjny. W „NN” ułuda współczesności, która każdemu obiecuje coś wyjątkowego, specjalnie dla niego przygotowanego, coś, czego jest warty, ulega zachwianiu. Ta misternie zbudowana fasada zaczyna kruszeć i ujawniać zgniliznę, jaka się pod nią kryje. Wydaje się, że postacie, jedne bardziej świadomie, inne nieco mniej, czują ten fałsz. Niektórzy wciąż mają nadzieję, że będzie lepiej, że jeszcze coś się odmieni. Powieść Franczaka smakuje gorzko… jakżeby inaczej – w końcu głównym jej składnikiem jest tragizm. Tragizm braku autentyzmu w świecie i fasadowości relacji międzyludzkich. Czy może Czytelnik liczyć na katharsis? Tak, jeżeli ujawnienie iluzji rzeczywistości i niekończącej się gry pozorów uznamy za oczyszczające. Jednak autor nie proponuje wyjścia z sytuacji, wątki urywają się, pozostawiając dalsze losy bohaterów domysłom Czytelnika.  Nic nie jest w tej powieści zakończone, co zresztą zgadza się z tytułem – „NN”, czyli „Nikt” i „Nic”. Nicość, anonimowość, pustka. Ostatnie kartki powieści podkreślają tę niedokończoność – urwane zdania, tworzące niby-dialog, bez kontekstu, bez rozróżnienia mówiących postaci, pełne półsłówek i niedopowiedzeń, uwydatniają chaos panujący w życiu bohaterów.

Kamila Buszka

www.rozswietlamykulture.pl

 

„NN” to właściwie wewnętrzne monologi: słowotoki, rwące i występujące z brzegów rzeki słów. Z monologów tych wyziera przeraźliwa samotność i nieumiejętność znalezienia swojego miejsca w życiu. Bohaterowie są stłamszeni przez doświadczenia i przez własne emocje. Przytłoczeni przez własne myśli. A jednocześnie, o ironio, te myśli są najczęściej jedynym miejscem ujścia frustracji, niezadowolenia i rozczarowania. To, co wydostaje się czasem na zewnątrz, i tak trafia w próżnię. Nocne spotkanie nad ciałem tytułowego NN leżącego na ulicy jest tak naprawdę tylko pretekstem dla autora, namacalnym powiązaniem między bohaterami, przełącznikiem i odzwierciedleniem ich samotności. Czym właściwie różnią się oni od tego niezidentyfikowanego mężczyzny, o którym nie wiadomo zupełnie nic? 

Magdalena Wiśniewska

http://lubimyczytac.pl

 

 

Jerzy Franczak oddaje głos kilku narratorom, każdy z nich wyrasta z innego środowiska i to widać w ich języku. Monologi przeintelektualizowanego antropologa mieszają się ze slangiem pracowników supermarketu. Daje to ciekawy obraz wielowarstwowego społeczeństwa. Tu każdy zachowuje pozory i kryje się ze swoimi prawdziwymi potrzebami. W pewnym stopniu wszyscy zabiegają o anonimowość, która jest bezpieczna i nie wymaga tłumaczenia się ze swoich decyzji.

 Monika Łazuk

„Rzeczpospolita” 30.07.2012.

 

 

To anonimowe konanie nie jest wcale osią fabuły (bo i o jakiejkolwiek fabule trudno tutaj mówić). Jest tylko pretekstem, by pozwolić bohaterom mówić. Więc mówią. Dużo. Chowając się jednocześnie za ironią, wulgarnością, nieprawdziwymi wpisami na blogu, skleconymi okaleczoną polszczyzną. Wylewają swoje żale, swoje frustracje, ociekają zgorzknieniem. Racjonalizują, odcinają się, porównują z innymi. Ucieczka przed prawdą dawno zapędziła ich w ślepą uliczkę. Trzeba się w życiu ustawić, nie można się sprzedać, nie można się dać koncernom, innym też niełatwo, jestem wolny, jestem zimny, nikomu nie pozwolę się zranić. I tak strona za stroną. Rwący potok klisz, stereotypów i banału, po które Franczak sięga z premedytacją.

Bernadeta Prandzioch

www.rozswietlamykulture.pl

 

Autor niezwykle sugestywnie odmalowuje przygnębiającą wizję świata; tu każdy kroczy przez życie z wyrokiem "samotność", od którego - nawet w tłumie ludzi - nie ma odwołania. Poprzez "NN" Jerzy Franczak bez wątpienia udowadnia swój literacki talent. Jego najnowsza powieść to rzecz nie tylko ciekawa pod względem formalnym (zabaw językowych czy nieoczekiwanego rozbicia konstrukcji i akcji), ale przede wszystkim przejmujące studium porażającej beznadziei, która dopada każdego człowieka.

Michał Paweł Urbaniak

Literadar 21/2012

 

Historia zaczyna się tak: w środku nocy w Krakowie trójka bohaterów pochyla się nad leżącym na ziemi człowiekiem, którego prawdopodobnie potrącił samochód. Dwaj młodzi mężczyźni i kobieta znaleźli go przypadkiem, wezwali karetkę, potem jadą z rannym do szpitala. Jednak nie NN jest tu najważniejszy, jest tylko impulsem splatającym losy tej trójki, a potem kilkorga ich znajomych. Poznajemy życiorysy – niespecjalnie udane –młodego naukowca, Mariolki bitej przez męża czy wujka pomstującego na Żydów i masonów. Życiorysy pełne powierzchownych relacji z innymi i stereotypowych układów, z których trudno się wyrwać.

Magdalena Mikołajczuk

Notes Wydawniczy nr 7-8/ 2012

 

Autor, przeciwstawiając się miałkości i banalności, zdarzenie stanowiące kanwę NN stara się ukazać wielostronnie. Skupiając się przy tym na jednostkowym odczuwaniu, szukania rozpoznania natury związku między tym, czego doświadczamy, a tym, co jest przedmiotem tego doświadczenia. To dlatego ta sama historia opowiedziana jest z kilku perspektyw. Przy czym autor dba, by wprowadzić diametralnie różne językowe obrazy świata. W zgodzie z radami, jakich w Dzienniku udzielał stylistom Gombrowicz, pilnuje, by „mieć wyczucie języka jako czegoś nieskończonego i w ruchu, nie dającego się opanować”. Kolejne relacje uwzględniają pochodzenie, status społeczny i materialny, wykształcenie, skomplikowane relacje rodzinne, w jakie uwikłany jest każdy z pierwszosobowych narratorów.

Edyta Antoniak-Kiedos

Twórczość 10/ 2012

 

Świat powieści Jerzego Franczaka nie ma nic wspólnego z oświeceniowymi projektami. Franczak to pisarz śmierci, przypadkowych trupów, brudu, zgorszenia i przygodnego seksu. Cynik i postmodernista, onglujący gatunkami, mylący tropy. Wreszcie autoironiczny krytyk krakowskiej inteligencji, której sam jest częścią. Czasem mam wrażenie, że nie istnieje, a pod tym pseudonimem ukrywają się obce siły, które pragną obrzydzić nam Polskę i Kraków, filozofię i postmodernizm, miłość i ambitne kino. I nie wiem co jeszcze. Zdaje się, że światem powieści Franczaka rządzi chaos, podobnie jak językiem. Próba wywołania takiego wrażenia to prawdziwa finezja kłamstwa, zwodniczy majstersztyk. Bo ta ostatnia (być może) część (być może) trylogii autora to starannie utkana opowieść o tym, że jeśli coś może się nie udać, nawet przez moment nie ma co się łudzić, że będzie inaczej.

Łukasz Grzesiczak 

Przegląd 41/ 2012

 

Stworzenie narratora, który używa formy „poszłem”, nie jest łatwe. Stylizacja na mowę nienormatywną wymaga językowego i społecznego wyczucia. Stereotypu uniknąć raczej się nie da, ale wypada zadbać o to, by był nieszkodliwy, albo spróbować nim zagrać. Trzeba umiejętnie przepłynąć między Scyllą wyniosłości a Charybdą iluzji realizmu. No i przede wszystkim wiedzieć, po co się to robi – czemu służy portret postaci, której kompetencje językowe są niższe od kompetencji autora i której punkt widzenia jest autorowi obcy. (…) NN Jerzego Franczaka składa się z pięciu opowiadań pięciu narratorów o różnym statusie społecznym. Każdy wypowiada się w wyrazistym, lekko parodystycznym języku, który go charakteryzuje. Każdy podtrzymuje jakiś obraz siebie. Styka ich ze sobą przypadek – bezdomny zostaje potrącony przez samochód i leży na ulicy. Nad nim spotykają się: Arti, sprzedawca sprzętu dentystycznego, Mariola, kasjerka w Biedronce, Reszka, wieczny student i krytyk wolnego rynku. Po tej trójce głos ma emerytowany tramwajarz antysemita, a na koniec wykładowca akademicki Franek Jerzak. Przekręcone nazwisko i kilka innych szczegółów czyni zeń autorskie alter ego. Bohaterów nic nie łączy. Krzysztof Uniłowski pisze na okładce, że spotykają się i mijają, skazani na stereotyp i banał. Jednak Franczak umieścił w ich monologach te same tematy i słowa-klucze, skłaniając czytelnika do śledzenia podobieństw i różnic.

Eliza Szybowicz

www.krytykapolityczna.pl/artykuly/czytaj-dalej/20121127/cwiczenia-stylistyczne

 

Diagnoza Franczaka jest bardzo gorzka – N.N. sugeruje, że w zakresie poznawczego wymiaru języka nie ma różnicy między światopoglądową naiwnością a subtelnym, osadzonym w teorii i zniuansowanym spojrzeniem naukowca. I dalej: że chaotyczna opowieść o przypadkowych, mało znaczących wydarzeniach w życiu nieciekawych osób (Nikt) ma tak samo niewiele sensu, co indywidualna historia miłosna (żadnej z nich nie da się dobrze opowiedzieć i żadna z nich nie ma głębszego uzasadnienia). I w końcu: że przypadkowy, pozbawiony tożsamości przechodzień – zmarły, jest tak samo nieokreślony, jak prowadzący bogatą autoanalizę Jerzak. Podwójne N w tytule, zestawione ze znaczących podtytułów – Nikt, Nic, tautologicznie odsyła do pustki drążącej rzeczywistość prozy Franczaka. Tuż przed końcem drugiej opowieści antropolog wyznaje: „sparaliżowała mnie świadomość romansowej sztancy, i milczałem, podobnie jak ona (...) i tylko gdy ją [Ninę] mijam na korytarzu, gdy przypadkiem natrafię na nią w drzwiach instytutu, budzi się we mnie to nieme wołanie »kocham cię, Nina, kocham cię, jak nigdy nikogo nie kochałem«, jak głos kogoś obcego, jak wołanie umarłego” (N.N., s. 150). Jedynym i najważniejszym, do czego odsyła narracyjna pustka opowieści, jest namacalna, ale nie dająca się wypowiedzieć rozpacz bohatera, której nie zasłaniają nawet błyskotliwe diagnozy i koncepty językowe. Rozbudowany autotematyzm N.N. okazuje się więc – to trafne określenie z przywołanego cytatu – „wołaniem umarłego”. Cóż, skoro rozpaczliwa mowa umarłego, nawet jeśli ją „słychać” w drugiej części powieści, jest jękiem – językiem, którego nie sposób zrozumieć. Zmarły-nikt mówi wszak o niczym za pomocą przenicowanych słów. A tak rozumianej nicości po prostu nie da się wysłowić.

Wojciech Rusinek

FA-art 1-2/ 2012

 

Jerzy Franczak to prozaik niezwykły. Zaskakujące zdolności lingwistyczne poskutkowały niepowtarzalnymi stylizacjami – każda z narracji napisana została językiem właściwym dla danej grupy społecznej, z której wywodzi się narrator. Co ciekawe tekst został wzbogacony także o charakterystyczne błędy językowe, czy też uproszczenia stosowane w mowie potocznej. Tym samym jest to proza do głębi realistyczna, wręcz krwista (na co wskazuje między innymi bezpardonowe wykorzystywanie wulgaryzmów). (…) Jerzy Franczak na pierwszy rzut oka dotarł do samych granic prozy, zarówno pod względem formy jak i fabuły. Choć jest jeszcze wiele do odkrycia to „NN” jest niewątpliwie krokiem milowym w abstrakcyjny świat literackich kolaży.

Przemysław K.

http://myliterarytour.wordpress.com

Przez nijakie, pełne codziennych upokorzeń życie trzydziestoletniego Kamila, bohatera najnowszej powieści Jerzego Franczaka, mkniemy błyskawicznie. Po raz kolejny Franczak potrafi z życia nijakiego, kliszowego ułożyć autoironiczną narrację. Gdyby bohater naprawdę potrafił tak opowiadać o swoich lękach, ucieczkach, kłopotach z wiecznie niedojrzałą seksualnością, jak robi to autor "Da capo" - byłby z pewnością kimś innym niż ów nieszczęsny Kamil, mąż Alicji, ojciec Basi, który nagle spotyka na swej drodze przerysowaną, wulgarną, pociągającą go Ewę. Chociaż "Da capo" zaczyna się od końca, ma też swój prawdziwy finał. Doczytajcie sami. 

Roman Kurkiewicz

Wprost 39/ 2010

 

Przejmujące świadectwo dorastania w niezrozumieniu, opresyjny dom i skomplikowane relacje z ojcem, które – tak jak w przypadku bohaterów choćby Kuczoka czy Gołaszewskiego – odcisną się piętnem na całym dorosłym życiu mężczyzny, związek z kobietą, który nie daje spełnienia i poczucie rezygnacji to najważniejsze kwestie poruszane w „Da capo”. Dodatkowo mamy tutaj do czynienia z czymś na kształt apokryficznych zapisów, tego co minione, ale jednocześnie tego, co nadal trwa. Wszak „apokryfów pamięci jest więcej niż mitów, ale żyją życiem podziemnym, w cichym odpominaniu, w strefie cienia”. I opowieść o życiu Kamila jest przede wszystkim odsłanianiem tego wszystkiego, co dotychczas ukryte było w cieniu i nienazwane przez niego samego.

Jarosław Czechowicz

independent.pl

 

Bohater "Da capo" od najmłodszych lat chciał być grzeczny i posłuszny. Nie sam z siebie. Pragnął zadowolić ojca i - szerzej - być w zgodzie z obowiązującymi obyczajami i wyobrażeniami o udanym życiu. Bardzo tedy się starał uchodzić za chłopca ułożonego, recytującego wierszyki podczas rodzinnych uroczystości, prymusa przynoszącego świadectwa z paskiem, dobrego studenta zarządzania - bo wybór tego kierunku miał mu zapewnić mu dobrą pracę. Chciał być równie dobrym mężem i ojcem uroczej córeczki. Jego starania - wynikające tyleż z konformizmu, co będące następstwem społecznej tresury - to polakierowana na wysoki połysk powierzchnia. Pod nią zaś buzują stłumione emocje i popędy, lęki i frustracje. (…) Powierzchnia jako zestaw stereotypowych wyobrażeń o mieszczańskim szczęściu jest bez zarzutu: dobra praca w agencji reklamowej, żona, dziecko, obiadki u teściów. W odróżnieniu jednak od klasycznych powieści demaskujących porządek życia mieszczańskiego, a więc uderzających w obłudę, bohater nie wybucha, nie zmienia się z dnia na dzień w potwora, którego desperacja ma być oskarżeniem zakłamanego środowiska. Występek jest banalny - rozsadzany pożądaniem, uzależniony od pornografii bohater dał się poderwać wulgarnej dziewczynie (jak się rychło okaże - dziewczynie gangstera). Ta małżeńska zdrada, jednorazowa i dość absurdalna, stała się momentem zwrotnym w biografii dobiegającego trzydziestki Kamila. Z wielu powodów. Po pierwsze, oziębła i pogardzająca "miękką mężczyzną" żona znalazła dogodny pretekst do pozbycia się faceta, którego miała za nic. Po drugie, przełożony, który także miał go za dupka, mógł go wyrzucić z pracy. Po trzecie, Kamil mógł się wreszcie przekonać, że jego marzenia o kosmicznym seksie zapisane są w pornograficznym scenariuszu. Nie pragnął kobiety będącej demonem w łóżku, chciał po prostu zostać aktorem jednego z pornoli oglądanych codziennie w internecie. Wreszcie po czwarte i najważniejsze - jego upadek pozwolił pojednać się z rodzicami, zwłaszcza z ojcem. Tu objaśnia się tytuł - ojciec i syn wrócili do początku (da capo) czy raczej zainicjowali nowy, dobry początek. Powieść zamykają słowa bohatera: "Odniosłem zwycięstwo nad samym sobą. Kochałem ojca". Ten happy end - zupełnie wyjątkowo - nie brzmi fałszywie.

Dariusz Nowacki

Gazeta Wyborcza 19.10.2010.

 

Konfesyjna narracja – wielokrotnie, na wielu poziomach lektury, nasuwa się skojarzenie z Kompleksem Portnoya Philipa Rotha – w tym przypadku oznacza jednak coś więcej: nie można uwolnić się od przeszłości, pamięci doświadczeń i traumatycznych wspomnień, co sprawia, że stają się one teraźniejsze – równie żywe i wyraźne, jak to, w czym bohater bierze udział obecnie. Rodzinne wspomnienia Kamila to ciąg upokorzeń, poniżeń, poczucia wyobcowania i zhańbienia. (…) Rozkosz jest nielegalna i wstydliwa, podobnie jak seksualność i pragnienia, które Kamil tłumi w sobie od najmłodszych lat. Banalne już – poprzez siłę powtórzenia – stwierdzenie, że kultura jest źródłem cierpień, musi tu jednak paść. Tabuizacja rozkoszy, także rozkoszy czerpanej z obcowania z samym sobą, jest tak naprawdę źródłem dalszych problemów. Świat, w którym dorasta chłopiec, jest światem zakazów, nakazów i jasno wytyczonych dróg życiowych. Godzi się na nie wszystkie, nie widząc drogi wyzwolenia. Tresura, której jest poddawany, ma dać wymierne efekty: ma być dobrym (czytaj: karnym) synem, dobrym (czytaj: zdyscyplinowanym) pracownikiem, dobrym (czytaj: posłusznym) mężem. Normatywne wzorce, które są mu narzucane, nie budzą – to chyba najbardziej przerażające odkrycie – większego oporu.

Olga Szmidt

www.e-splot.pl

 

The main character of Inhuman Comedy, a young writer and a fresh-made husband, kind of by accident becomes the perpetrator of a violent crime committed against his own wife, and what is more, in the finale of the book his has to ask himself some fundamental questions about the moral value of literature, which when necessary will digest and reconfigure common baseness and cruelty into a “wokr o f art”, providing him with absolution. The hero of Da capo, meanwhile, is first a timid child dominated by the people that surround him, next a sex maniac condemned to compulsive acts of masturbation, and finally a lifesong loser who, after a series of catastrophes at work and in his marriage, goes back home to his parents’ place, where he is unexpectedly embraced by his father, who had terrorized him in his youth, even managing, in the end, to come to love that once-hated man. (…) Da capo – along with The Inhuman Comedy – is thus a work that is somehow characteristic of young, contemporary Polish literature. It shows how its protagonists have trouble defining their own identity, trouble with their entrance into the social forum, and ultimately trouble evaluating themselves; the traumas connected with this evaluation often have their origins in a defective family and are passed down from father to son.

Jerzy Jarzębski

New Books From Poland 2010

 

Jerzy Franczak udanym "Da capo" przywraca wiarę w to, że powieść współczesna pisana ręką mężczyzny nie musi być żałosnym lamentem. Franczak potrafi doskonale poruszać się w groźnym świecie po rewolucji feministycznej, uchwycić istotę męskości w dobie jej głębokiego kryzysu i prób negocjowania nowych wzorców. Między marzeniami o wielkim seksualnym spełnieniu a śliniakiem dziecka, między chęcią zrobienia kariery zawodowej a własną nieudacznością, między niezależnością a emocjonalnym konfliktem z rodzicami… Franczak rozumie te zależności i – co najważniejsze – potrafi się z nich śmiać. Kamil jawi nam się jako kompletny palant, ale paradoksalnie chce się z nim jak najdłużej przebywać – bo jego świat wewnętrzny to niekończąca się komedia napisana ręką sprawnego pisarza.

Patrycja Pustkowiak 

Dziennik Gazeta Prawna, 05.11.2010

 

Rodzina Królów zdaje się kryć zwyczajne tajemnice, a raczej: zwyczajne tragedie, powszechne i śmieszne w tej zwyczajności i nieuchronności. Franczak wyciąga kolejnego Króla, obraca go w palcach, rozbiera do gołej skóry, podgląda w czasie przymusowych wygibasów (Król musi aż za dużo, Król wyłącznie musi), podnosi mu wieczko puszki mózgowej i śledzi kłębiące się tam strachy, uciskające, zmuszające do zachowań wstydliwych. Właśnie na tych, wstydliwych, podkołdernych skupia się Franczak. Król-ojciec zdaje się być bezdusznym oprawcą, który rzeźbi w synach przyszłe ofiary – już nie losu, ale wywołanych lęków, obsesji i pamięci.

Anna Marchewka

Lampa 11/ 2010

 

Is Da Capo a rollicking adventure in the spirit of Roman Polanski’s Frantic, replete with a young femme fatale and a man with nothing left to lose? Is it an unflinching examination of dysfunctional family relationships (both with one’s parents and with one’s wife/child) and a valiant attempt to salvage something from them? An inside look at the seedy underbelly of Krakow’s bars and night life? A lesson in how to get fired from your corporate office job? Well, it’s all of these things, obviously, as well as a sequel to Franczak’s previous Wydawnictwo Literackie Publishers success, The Inhuman Comedy — the new novel’s protagonist is the brother of the previous one’s. Franczak’s great achievement here is to have not sat content with writing a gripping novel that young people will identify with. He has upped the stakes by also making this a novel that takes emotional risks, and demonstrates a universal comprehension of human interaction way beyond his years.

Frankfurt Book Fair 2010

 

Banalność wymodelowanej na wzór mebli z IKEA egzystencji naznaczona jest dojmującym cierpieniem. Kamil jest ofiarą niewybrednych żartów w szkole (koledzy nazywają go pogardliwie Kamą), w domu funkcjonuje najniżej w rodzinnej hierarchii, co dobitnie odzwierciedla scena, w której w ciemnych i nieprzyjaznych czeluściach przedpokoju do czysta pucuje buty ojca. Sam zaś ojciec – srogi, karzący, z wyżyn własnej męskości absolutnej spoglądający na zbyt miękkiego i delikatnego syna – wydaje się lustrem, w którym odbijają się wszystkie słabostki i braki narratora. Do czasu. Niebawem bowiem – i zupełnie przypadkiem – w życiu tego życiowego niedorajdy pojawi się na chwilę kobieta, która odbierze mu przygnębiający spokój stabilizacji i która zmieni jego życie w zły sen człowieka bez właściwości.

Agnieszka Jeżyk, Damian Gajda

http://czytelnia.onet.pl/0,1631284,1,artykuly.html

 

Zwykłe życie pełne jest dramatów, których nie zauważamy, ale odbierają nam siły. Mężczyzna musi być dziś wszystkim, co pokazują mu media. Bombardowany z każdej strony wzorcami, którym nie jest w stanie sprostać, w końcu się poddaje.Nawałnica nieszczęść spadnie na głowę Kamila. Będzie musiał wybierać – poddać się, czy walczyć o życie. Ale za tą walką kryje się coś więcej. Nie chodzi o zwykłą wolę przetrwania. Jego dotychczasowe życie wcale nie było tego warte. Było zwykłym egzystowaniem. Kamil może teraz rozliczyć się z własną przeszłością, stawić czoła własnym demonom. Czy walka sprawi, że wygra wreszcie swoje życie i stanie się mężczyzną we własnych oczach?

Piotr Szafran

www.td-24.pl

 

Koncept nowej książki zaczerpnął Franczak ze starej. Z osobliwej opowiastki o rozpadzie młodego, wzorcowego małżeństwa, który wziął się z mocno przerysowanych charakterów i ich wzajemnej nużącej regularności, pisarz przejął nie tylko kilka znaczących szczegółów (imiona bohaterów, ich ambitne zatrudnienia, młodomałżeński life style oparty na wyśrubowanych standardach, dobrej posadzie i mieszczańskiej wygodzie). Z historii Kamila i Alicji Franczak wyjął parę mocniejszych gagów, by napisać je dokładniej i ironiczniej oraz wzmocnić krytyczną puentę nowej wersji. Z tym że rozliczającym się w Da capo został trzydziestokilkuletni mężczyzna, który myśląc, że ubija interes życia (bezpieczna posadka i świetna rodzina), schrzanił i stracił wszystko. Da capo okazało się jeszcze jednym bilansem trzydziestokilkulatka. Wrażliwszą wersją Gnoju Kuczoka z pocieszycielską tezą, że każdy błąd można naprawić i każdą niewłaściwą transakcję anulować.

Marta Cuber

Nowe Książki 2/ 2011

 

Warsztatowa sprawność i pozwalające na wyrafinowane nawiązania intertekstualne oczytanie pisarza (który w pewnym momencie podejmuje nawet grę z Matką Królów Brandysa) wyróżniają powieść Franczaka spośród zatrzęsienia podobnych utworów. Dawno nie czytałem książki tak precyzyjnie skonstruowanej! Całość rozpięta została między dwoma scenami (wyznaczającymi odpowiednio kulminacyjny i końcowy punkt historii Kamila), których znaczenie wyłania się dopiero w trakcie lektury, wzbogacane systematycznie o kolejne – nierzadko zaskakujące – szczegóły. Autor powraca wielokrotnie do tych samych wątków, przepisując niekiedy całe strony i akapity (bywa, że niemal słowo w słowo) tylko po to, by umieszczone w nowym, bogatszym od poprzedniego kontekście nabrały sensu jak najdalszego od początkowych intuicji czytelnika. Pomijając wynikające stąd spowolnienie akcji (utrzymujące odbiorcę w stanie ciągłej niepewności), zabieg ten można motywować pracą pamięci bohatera-narratora, który z fragmentów wspomnień i strzępów nieprzystających do siebie wrażeń stara się zbudować spójną narrację o własnym życiu.

Konrad Zych

http://literatki.com

 

Dzięki takim książkom jak "Da capo" Jerzego Franczaka literatura męska może wyjść z ciasnych ram kryminałów i thrillerów. Bo oto bohater męski okazuje się równie skomplikowany, czasami słaby i delikatny, jak kobieta. (…) Bohater to szczerze irytujący typ, do którego postawy trudno się ustosunkować. Mimo poczucia zupełnego bezsensu wszystkiego, co robi, pozostaje bierny i nadal poddaje się temu, co życie mu proponuje. Mimo pretensji do bohatera Franczaka, mimo czytelniczej irytacji, trzeba przyznać, że powieść jest dobra, a nawet – świetna. Kamil jest postacią tak ułomną, a dzięki temu wyrazistą, że nie można uniknąć zaangażowania w lekturę. Cały urok polega na tym, że opowieść wymaga od czytelnika nie lada poświęcenia, nie pozostawia go obojętnym, przeciwnie – choć Kamil jest szczerze denerwujący – historia jego życia wciąga, ciekawi i wprawia w zakłopotanie, bo stawia w świetle podejrzeń wszystkie męskie wartości, sprawia, że kategoria spełnienia nabiera zupełnie innego znaczenia. I tego chyba chce Franczak – niejednoznaczności i czytelniczego niepokoju, ciągłego pytania „dlaczego”, szczerej nienawiści, niekiedy współczucia, a na pewno prawdziwych emocji względem bohatera. Problem na pewno nie należy do rzędu tych wyssanych z palca, niech więc Kamil będzie everymanem, a jego wiwisekcja nie tylko delikatną, świetnie ubraną w słowa nagonką autora na bohatera książki…

Roksana Ziora

FA-art 3-4/ 2010


Rodzeństwa nie można rozdzielać. Negacja, jakiej dokonuje Emil, ma swój odpowiednik w afirmacjach Kamila. Kiedy pierwszy kończy w więzieniu i umierając dla świata, czuje się w końcu wolny i silny, drugi kończy dotychczasowe życie, by po powrocie do początków odnaleźć w sobie dojrzałość i siłę, która być może pozwoli mu na nowy początek. To, co wspólne dla obu narratorów, to temat ich opowieści: na ile powrót pamięcią do przeszłości jest fikcją, na ile można być pewnym faktów i w jakimś stopniu jesteśmy autorami własnej przeszłości. Ale „da capo” Kamila jest – z jednej strony – powrotem do początku dorosłości, a z drugiej – tylko repetycją tekstu, który odsyła zarazem do początku książki. Czy zatem w „Da capo” tkwi program pozytywny, czy też powrót do początku jest tylko powrotem do pierwszych stron? Trudno orzec. Aczkolwiek pamiętając o pesymistycznym wydźwięku „Nieludzkiej komedii”, trudno uznać „Da capo” za historię jednoznacznie przeciwstawną. Dylogia Franczaka to raczej dwie opowieści o problemach egzystencjalnych (i tekstowych zarazem).

Bartosz Krawczyk

Dekada Literacka 2-2/ 2011

 

„Da capo” to książka o niemożności wyrwania się z konwenansów, ciasnych norm obyczajowych i kulturowych. Franczak jest wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, bezpardonowo demaskuje polską mentalność – jej zaściankowość, przywiązanie do tradycjonalizmu, grę pozorów, tematy tabu, absurdy dnia codziennego, obala mit małżeńskiej „sielanki”. Towarzyszy temu smutna konstatacja, że wiele zachowań, często wbrew sobie, przenosimy z domu rodzinnego. Inicjujący powieść monolog, w formie “spowiedzi dziecięcia wieku”, daje obszerny obraz generacji „przed transformacją”, symbol jej stanu ducha, domowych i szkolnych stosunków, aprobowanych wtedy metod wychowywania. To także rozliczenie z przeszłością. Bohater stara się po raz kolejny „przepracować” stosunki panujące w piekiełku domowym, z nadzieją, że może natrafi na coś, co pomoże mu zrozumieć jego zachowanie. To też pretekst do pytań: Dlaczego jego życie przybrało obecny kształt? Na ile charakter, poglądy człowieka nabywa się wraz z dorastaniem, wzrostem samoświadomości, jaki mamy na to wpływ, a na ile są to powielenia rodzinnych schematów zachowań, czy coś wrodzonego z czym się przychodzi na świat? W sferze języka udało się Franczakowi zachować unikatowe połączenie finezji, ironicznego żartu i melancholii. Specyficzny styl powieści, zasadzający się na wykorzystaniu metafory, niepospolitych zbitek i gier słownych to immamentna cecha pisarstwa autora. Wypowiedź utrzymana w narracji pierwszoosobowej epatuje erotyzmem, bezpośredniością  w mówieniu  o seksie, onanizmie, cielesności. Wszystko to wpisuje się w konwencję książki, mimo dosadności nie razi.

Katarzyna Malec

http://www.czytadelko.com.pl/2011/04/01/da-capo-jerzy-franczak-recenzja-2/

 

"Da capo" w programie "Od słowa do słowa": http://www.tvp.pl/kultura/literatura/od-slowa-do-slowa/wideo/odc-6-26032011/4235618

 

Kamil Król, pierwszoosobowy narrator powieści, jest jednym z najbardziej miernych, obrzydliwych typów, z jakimi zetknąłem się w literaturze. Historia jego nudnego i nieszczęśliwego (terroryzowany przez ojca, bity w szkole, upokarzany przez kobiety) życia nie budzi współczucia, lecz pogardę. Trudno bowiem o sympatię (z reguły czytelnicza sympatia jest po stronie ofiar przemocy) dla człowieka, w którego erotycznych fantazjach występują nawet podstarzała matka i malutka córeczka, dla którego masturbacja jest nie tylko sposobem na radzenie sobie z czymś, ale też wartością samą w sobie i jednym z głównych przedmiotów zainteresowania.

Krzysztof Szeremeta

Nieregularne Pismo Kulturalne 1 /2011

 

„Da capo” jest opowieścią o niebagatelnym wpływie, jaki na "tu i teraz” ma przeszłość. To, co minione, nakłada się na to, co dzisiejsze, dzięki czemu nieustannie żywotna przeszłość miesza się z teraźniejszością. „Da capo” – pomyślana jako pewnego rodzaju konfesja – zaczyna się od końca, by stopniowo odsłonić etapy trudnego pojednania Kamila z ojcem i własnym „ja”. Dzięki dynamicznie prowadzonej akcji zdarzenia zmieniają się niczym w kalejdoskopie, w jakiejś części naśladując mechanizm nie tylko pracy pamięci, lecz także utraty kontroli nad swoim życiem. Snuta przez Kamila opowieść ma pełnić funkcję – mówiąc za Lechoniem – „sprzątania piwnic podświadomości”. Pisanie jest tu traktowane klasycznie = jako forma (auto)terapeutycznego odreagowania, możliwość oczyszczenia i pogodzenia się nie tylko ze światem, lecz także z samym sobą.

Agnieszka Nęcka

Twórczość10/ 2011 

 

There are more father-tyrants alike the one in Kuczok’s Gnój; it suffices to mention here the father of the main character in the novel by Jerzy Franczak, Da capo or the stepfather in Queen of tiramisu (Królowa tiramisu) by Bohdan Sławiński. Both of them are authoritarian personalities, both of them do not represent anything that could be in any way interesting or enriching for their young victims. Hence, pretty much stereotypical spectacle of naked violence takes place in their family homes, although in both cases it has different psychological bases. The father in Franczak’s novel fuels the sentimental anxiety in his son, makes him a man who does not manage life very well, who is even convicted for another defeat and humiliation. This makes the son – the eternal loser - eventually landing back in the family home, where he is received and understood. The novel ends, paradoxically, with an act of reconciliation with the father and the affirmation of that order, which previously led to the character’s disturbance, psychologically and character-wise.

Jerzy Jarzębski

Polish Literature since 1989

« Da capo, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2010

Przez nijakie, pełne codziennych upokorzeń życie trzydziestoletniego Kamila, bohatera najnowszej powieści Jerzego Franczaka, mkniemy błyskawicznie. Po raz kolejny Franczak potrafi z życia nijakiego, kliszowego ułożyć autoironiczną narrację. Gdyby bohater naprawdę potrafił tak opowiadać o swoich lękach, ucieczkach, kłopotach z wiecznie niedojrzałą seksualnością, jak robi to autor "Da capo" - byłby z pewnością kimś innym niż ów nieszczęsny Kamil, mąż Alicji, ojciec Basi, który nagle spotyka na swej drodze przerysowaną, wulgarną, pociągającą go Ewę. Chociaż "Da capo" zaczyna się od końca, ma też swój prawdziwy finał. Doczytajcie sami. 

Roman Kurkiewicz

Wprost 39/ 2010

 

Przejmujące świadectwo dorastania w niezrozumieniu, opresyjny dom i skomplikowane relacje z ojcem, które – tak jak w przypadku bohaterów choćby Kuczoka czy Gołaszewskiego – odcisną się piętnem na całym dorosłym życiu mężczyzny, związek z kobietą, który nie daje spełnienia i poczucie rezygnacji to najważniejsze kwestie poruszane w „Da capo”. Dodatkowo mamy tutaj do czynienia z czymś na kształt apokryficznych zapisów, tego co minione, ale jednocześnie tego, co nadal trwa. Wszak „apokryfów pamięci jest więcej niż mitów, ale żyją życiem podziemnym, w cichym odpominaniu, w strefie cienia”. I opowieść o życiu Kamila jest przede wszystkim odsłanianiem tego wszystkiego, co dotychczas ukryte było w cieniu i nienazwane przez niego samego.

Jarosław Czechowicz

independent.pl

 

Bohater "Da capo" od najmłodszych lat chciał być grzeczny i posłuszny. Nie sam z siebie. Pragnął zadowolić ojca i - szerzej - być w zgodzie z obowiązującymi obyczajami i wyobrażeniami o udanym życiu. Bardzo tedy się starał uchodzić za chłopca ułożonego, recytującego wierszyki podczas rodzinnych uroczystości, prymusa przynoszącego świadectwa z paskiem, dobrego studenta zarządzania - bo wybór tego kierunku miał mu zapewnić mu dobrą pracę. Chciał być równie dobrym mężem i ojcem uroczej córeczki. Jego starania - wynikające tyleż z konformizmu, co będące następstwem społecznej tresury - to polakierowana na wysoki połysk powierzchnia. Pod nią zaś buzują stłumione emocje i popędy, lęki i frustracje. (…) Powierzchnia jako zestaw stereotypowych wyobrażeń o mieszczańskim szczęściu jest bez zarzutu: dobra praca w agencji reklamowej, żona, dziecko, obiadki u teściów. W odróżnieniu jednak od klasycznych powieści demaskujących porządek życia mieszczańskiego, a więc uderzających w obłudę, bohater nie wybucha, nie zmienia się z dnia na dzień w potwora, którego desperacja ma być oskarżeniem zakłamanego środowiska. Występek jest banalny - rozsadzany pożądaniem, uzależniony od pornografii bohater dał się poderwać wulgarnej dziewczynie (jak się rychło okaże - dziewczynie gangstera). Ta małżeńska zdrada, jednorazowa i dość absurdalna, stała się momentem zwrotnym w biografii dobiegającego trzydziestki Kamila. Z wielu powodów. Po pierwsze, oziębła i pogardzająca "miękką mężczyzną" żona znalazła dogodny pretekst do pozbycia się faceta, którego miała za nic. Po drugie, przełożony, który także miał go za dupka, mógł go wyrzucić z pracy. Po trzecie, Kamil mógł się wreszcie przekonać, że jego marzenia o kosmicznym seksie zapisane są w pornograficznym scenariuszu. Nie pragnął kobiety będącej demonem w łóżku, chciał po prostu zostać aktorem jednego z pornoli oglądanych codziennie w internecie. Wreszcie po czwarte i najważniejsze - jego upadek pozwolił pojednać się z rodzicami, zwłaszcza z ojcem. Tu objaśnia się tytuł - ojciec i syn wrócili do początku (da capo) czy raczej zainicjowali nowy, dobry początek. Powieść zamykają słowa bohatera: "Odniosłem zwycięstwo nad samym sobą. Kochałem ojca". Ten happy end - zupełnie wyjątkowo - nie brzmi fałszywie.

Dariusz Nowacki

Gazeta Wyborcza 19.10.2010.

 

Konfesyjna narracja – wielokrotnie, na wielu poziomach lektury, nasuwa się skojarzenie z Kompleksem Portnoya Philipa Rotha – w tym przypadku oznacza jednak coś więcej: nie można uwolnić się od przeszłości, pamięci doświadczeń i traumatycznych wspomnień, co sprawia, że stają się one teraźniejsze – równie żywe i wyraźne, jak to, w czym bohater bierze udział obecnie. Rodzinne wspomnienia Kamila to ciąg upokorzeń, poniżeń, poczucia wyobcowania i zhańbienia. (…) Rozkosz jest nielegalna i wstydliwa, podobnie jak seksualność i pragnienia, które Kamil tłumi w sobie od najmłodszych lat. Banalne już – poprzez siłę powtórzenia – stwierdzenie, że kultura jest źródłem cierpień, musi tu jednak paść. Tabuizacja rozkoszy, także rozkoszy czerpanej z obcowania z samym sobą, jest tak naprawdę źródłem dalszych problemów. Świat, w którym dorasta chłopiec, jest światem zakazów, nakazów i jasno wytyczonych dróg życiowych. Godzi się na nie wszystkie, nie widząc drogi wyzwolenia. Tresura, której jest poddawany, ma dać wymierne efekty: ma być dobrym (czytaj: karnym) synem, dobrym (czytaj: zdyscyplinowanym) pracownikiem, dobrym (czytaj: posłusznym) mężem. Normatywne wzorce, które są mu narzucane, nie budzą – to chyba najbardziej przerażające odkrycie – większego oporu.

Olga Szmidt

www.e-splot.pl

 

The main character of Inhuman Comedy, a young writer and a fresh-made husband, kind of by accident becomes the perpetrator of a violent crime committed against his own wife, and what is more, in the finale of the book his has to ask himself some fundamental questions about the moral value of literature, which when necessary will digest and reconfigure common baseness and cruelty into a “wokr o f art”, providing him with absolution. The hero of Da capo, meanwhile, is first a timid child dominated by the people that surround him, next a sex maniac condemned to compulsive acts of masturbation, and finally a lifesong loser who, after a series of catastrophes at work and in his marriage, goes back home to his parents’ place, where he is unexpectedly embraced by his father, who had terrorized him in his youth, even managing, in the end, to come to love that once-hated man. (…) Da capo – along with The Inhuman Comedy – is thus a work that is somehow characteristic of young, contemporary Polish literature. It shows how its protagonists have trouble defining their own identity, trouble with their entrance into the social forum, and ultimately trouble evaluating themselves; the traumas connected with this evaluation often have their origins in a defective family and are passed down from father to son.

Jerzy Jarzębski

New Books From Poland 2010

 

Jerzy Franczak udanym "Da capo" przywraca wiarę w to, że powieść współczesna pisana ręką mężczyzny nie musi być żałosnym lamentem. Franczak potrafi doskonale poruszać się w groźnym świecie po rewolucji feministycznej, uchwycić istotę męskości w dobie jej głębokiego kryzysu i prób negocjowania nowych wzorców. Między marzeniami o wielkim seksualnym spełnieniu a śliniakiem dziecka, między chęcią zrobienia kariery zawodowej a własną nieudacznością, między niezależnością a emocjonalnym konfliktem z rodzicami… Franczak rozumie te zależności i – co najważniejsze – potrafi się z nich śmiać. Kamil jawi nam się jako kompletny palant, ale paradoksalnie chce się z nim jak najdłużej przebywać – bo jego świat wewnętrzny to niekończąca się komedia napisana ręką sprawnego pisarza.

Patrycja Pustkowiak 

Dziennik Gazeta Prawna, 05.11.2010

 

Rodzina Królów zdaje się kryć zwyczajne tajemnice, a raczej: zwyczajne tragedie, powszechne i śmieszne w tej zwyczajności i nieuchronności. Franczak wyciąga kolejnego Króla, obraca go w palcach, rozbiera do gołej skóry, podgląda w czasie przymusowych wygibasów (Król musi aż za dużo, Król wyłącznie musi), podnosi mu wieczko puszki mózgowej i śledzi kłębiące się tam strachy, uciskające, zmuszające do zachowań wstydliwych. Właśnie na tych, wstydliwych, podkołdernych skupia się Franczak. Król-ojciec zdaje się być bezdusznym oprawcą, który rzeźbi w synach przyszłe ofiary – już nie losu, ale wywołanych lęków, obsesji i pamięci.

Anna Marchewka

Lampa 11/ 2010

 

Is Da Capo a rollicking adventure in the spirit of Roman Polanski’s Frantic, replete with a young femme fatale and a man with nothing left to lose? Is it an unflinching examination of dysfunctional family relationships (both with one’s parents and with one’s wife/child) and a valiant attempt to salvage something from them? An inside look at the seedy underbelly of Krakow’s bars and night life? A lesson in how to get fired from your corporate office job? Well, it’s all of these things, obviously, as well as a sequel to Franczak’s previous Wydawnictwo Literackie Publishers success, The Inhuman Comedy — the new novel’s protagonist is the brother of the previous one’s. Franczak’s great achievement here is to have not sat content with writing a gripping novel that young people will identify with. He has upped the stakes by also making this a novel that takes emotional risks, and demonstrates a universal comprehension of human interaction way beyond his years.

Frankfurt Book Fair 2010

 

Banalność wymodelowanej na wzór mebli z IKEA egzystencji naznaczona jest dojmującym cierpieniem. Kamil jest ofiarą niewybrednych żartów w szkole (koledzy nazywają go pogardliwie Kamą), w domu funkcjonuje najniżej w rodzinnej hierarchii, co dobitnie odzwierciedla scena, w której w ciemnych i nieprzyjaznych czeluściach przedpokoju do czysta pucuje buty ojca. Sam zaś ojciec – srogi, karzący, z wyżyn własnej męskości absolutnej spoglądający na zbyt miękkiego i delikatnego syna – wydaje się lustrem, w którym odbijają się wszystkie słabostki i braki narratora. Do czasu. Niebawem bowiem – i zupełnie przypadkiem – w życiu tego życiowego niedorajdy pojawi się na chwilę kobieta, która odbierze mu przygnębiający spokój stabilizacji i która zmieni jego życie w zły sen człowieka bez właściwości.

Agnieszka Jeżyk, Damian Gajda

http://czytelnia.onet.pl/0,1631284,1,artykuly.html

 

Zwykłe życie pełne jest dramatów, których nie zauważamy, ale odbierają nam siły. Mężczyzna musi być dziś wszystkim, co pokazują mu media. Bombardowany z każdej strony wzorcami, którym nie jest w stanie sprostać, w końcu się poddaje.Nawałnica nieszczęść spadnie na głowę Kamila. Będzie musiał wybierać – poddać się, czy walczyć o życie. Ale za tą walką kryje się coś więcej. Nie chodzi o zwykłą wolę przetrwania. Jego dotychczasowe życie wcale nie było tego warte. Było zwykłym egzystowaniem. Kamil może teraz rozliczyć się z własną przeszłością, stawić czoła własnym demonom. Czy walka sprawi, że wygra wreszcie swoje życie i stanie się mężczyzną we własnych oczach?

Piotr Szafran

www.td-24.pl

 

Koncept nowej książki zaczerpnął Franczak ze starej. Z osobliwej opowiastki o rozpadzie młodego, wzorcowego małżeństwa, który wziął się z mocno przerysowanych charakterów i ich wzajemnej nużącej regularności, pisarz przejął nie tylko kilka znaczących szczegółów (imiona bohaterów, ich ambitne zatrudnienia, młodomałżeński life style oparty na wyśrubowanych standardach, dobrej posadzie i mieszczańskiej wygodzie). Z historii Kamila i Alicji Franczak wyjął parę mocniejszych gagów, by napisać je dokładniej i ironiczniej oraz wzmocnić krytyczną puentę nowej wersji. Z tym że rozliczającym się w Da capo został trzydziestokilkuletni mężczyzna, który myśląc, że ubija interes życia (bezpieczna posadka i świetna rodzina), schrzanił i stracił wszystko. Da capo okazało się jeszcze jednym bilansem trzydziestokilkulatka. Wrażliwszą wersją Gnoju Kuczoka z pocieszycielską tezą, że każdy błąd można naprawić i każdą niewłaściwą transakcję anulować.

Marta Cuber

Nowe Książki 2/ 2011

 

Warsztatowa sprawność i pozwalające na wyrafinowane nawiązania intertekstualne oczytanie pisarza (który w pewnym momencie podejmuje nawet grę z Matką Królów Brandysa) wyróżniają powieść Franczaka spośród zatrzęsienia podobnych utworów. Dawno nie czytałem książki tak precyzyjnie skonstruowanej! Całość rozpięta została między dwoma scenami (wyznaczającymi odpowiednio kulminacyjny i końcowy punkt historii Kamila), których znaczenie wyłania się dopiero w trakcie lektury, wzbogacane systematycznie o kolejne – nierzadko zaskakujące – szczegóły. Autor powraca wielokrotnie do tych samych wątków, przepisując niekiedy całe strony i akapity (bywa, że niemal słowo w słowo) tylko po to, by umieszczone w nowym, bogatszym od poprzedniego kontekście nabrały sensu jak najdalszego od początkowych intuicji czytelnika. Pomijając wynikające stąd spowolnienie akcji (utrzymujące odbiorcę w stanie ciągłej niepewności), zabieg ten można motywować pracą pamięci bohatera-narratora, który z fragmentów wspomnień i strzępów nieprzystających do siebie wrażeń stara się zbudować spójną narrację o własnym życiu.

Konrad Zych

http://literatki.com

 

Dzięki takim książkom jak "Da capo" Jerzego Franczaka literatura męska może wyjść z ciasnych ram kryminałów i thrillerów. Bo oto bohater męski okazuje się równie skomplikowany, czasami słaby i delikatny, jak kobieta. (…) Bohater to szczerze irytujący typ, do którego postawy trudno się ustosunkować. Mimo poczucia zupełnego bezsensu wszystkiego, co robi, pozostaje bierny i nadal poddaje się temu, co życie mu proponuje. Mimo pretensji do bohatera Franczaka, mimo czytelniczej irytacji, trzeba przyznać, że powieść jest dobra, a nawet – świetna. Kamil jest postacią tak ułomną, a dzięki temu wyrazistą, że nie można uniknąć zaangażowania w lekturę. Cały urok polega na tym, że opowieść wymaga od czytelnika nie lada poświęcenia, nie pozostawia go obojętnym, przeciwnie – choć Kamil jest szczerze denerwujący – historia jego życia wciąga, ciekawi i wprawia w zakłopotanie, bo stawia w świetle podejrzeń wszystkie męskie wartości, sprawia, że kategoria spełnienia nabiera zupełnie innego znaczenia. I tego chyba chce Franczak – niejednoznaczności i czytelniczego niepokoju, ciągłego pytania „dlaczego”, szczerej nienawiści, niekiedy współczucia, a na pewno prawdziwych emocji względem bohatera. Problem na pewno nie należy do rzędu tych wyssanych z palca, niech więc Kamil będzie everymanem, a jego wiwisekcja nie tylko delikatną, świetnie ubraną w słowa nagonką autora na bohatera książki…

Roksana Ziora

FA-art 3-4/ 2010


Rodzeństwa nie można rozdzielać. Negacja, jakiej dokonuje Emil, ma swój odpowiednik w afirmacjach Kamila. Kiedy pierwszy kończy w więzieniu i umierając dla świata, czuje się w końcu wolny i silny, drugi kończy dotychczasowe życie, by po powrocie do początków odnaleźć w sobie dojrzałość i siłę, która być może pozwoli mu na nowy początek. To, co wspólne dla obu narratorów, to temat ich opowieści: na ile powrót pamięcią do przeszłości jest fikcją, na ile można być pewnym faktów i w jakimś stopniu jesteśmy autorami własnej przeszłości. Ale „da capo” Kamila jest – z jednej strony – powrotem do początku dorosłości, a z drugiej – tylko repetycją tekstu, który odsyła zarazem do początku książki. Czy zatem w „Da capo” tkwi program pozytywny, czy też powrót do początku jest tylko powrotem do pierwszych stron? Trudno orzec. Aczkolwiek pamiętając o pesymistycznym wydźwięku „Nieludzkiej komedii”, trudno uznać „Da capo” za historię jednoznacznie przeciwstawną. Dylogia Franczaka to raczej dwie opowieści o problemach egzystencjalnych (i tekstowych zarazem).

Bartosz Krawczyk

Dekada Literacka 2-2/ 2011

 

„Da capo” to książka o niemożności wyrwania się z konwenansów, ciasnych norm obyczajowych i kulturowych. Franczak jest wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, bezpardonowo demaskuje polską mentalność – jej zaściankowość, przywiązanie do tradycjonalizmu, grę pozorów, tematy tabu, absurdy dnia codziennego, obala mit małżeńskiej „sielanki”. Towarzyszy temu smutna konstatacja, że wiele zachowań, często wbrew sobie, przenosimy z domu rodzinnego. Inicjujący powieść monolog, w formie “spowiedzi dziecięcia wieku”, daje obszerny obraz generacji „przed transformacją”, symbol jej stanu ducha, domowych i szkolnych stosunków, aprobowanych wtedy metod wychowywania. To także rozliczenie z przeszłością. Bohater stara się po raz kolejny „przepracować” stosunki panujące w piekiełku domowym, z nadzieją, że może natrafi na coś, co pomoże mu zrozumieć jego zachowanie. To też pretekst do pytań: Dlaczego jego życie przybrało obecny kształt? Na ile charakter, poglądy człowieka nabywa się wraz z dorastaniem, wzrostem samoświadomości, jaki mamy na to wpływ, a na ile są to powielenia rodzinnych schematów zachowań, czy coś wrodzonego z czym się przychodzi na świat? W sferze języka udało się Franczakowi zachować unikatowe połączenie finezji, ironicznego żartu i melancholii. Specyficzny styl powieści, zasadzający się na wykorzystaniu metafory, niepospolitych zbitek i gier słownych to immamentna cecha pisarstwa autora. Wypowiedź utrzymana w narracji pierwszoosobowej epatuje erotyzmem, bezpośredniością  w mówieniu  o seksie, onanizmie, cielesności. Wszystko to wpisuje się w konwencję książki, mimo dosadności nie razi.

Katarzyna Malec

http://www.czytadelko.com.pl/2011/04/01/da-capo-jerzy-franczak-recenzja-2/

 

"Da capo" w programie "Od słowa do słowa": http://www.tvp.pl/kultura/literatura/od-slowa-do-slowa/wideo/odc-6-26032011/4235618

 

Kamil Król, pierwszoosobowy narrator powieści, jest jednym z najbardziej miernych, obrzydliwych typów, z jakimi zetknąłem się w literaturze. Historia jego nudnego i nieszczęśliwego (terroryzowany przez ojca, bity w szkole, upokarzany przez kobiety) życia nie budzi współczucia, lecz pogardę. Trudno bowiem o sympatię (z reguły czytelnicza sympatia jest po stronie ofiar przemocy) dla człowieka, w którego erotycznych fantazjach występują nawet podstarzała matka i malutka córeczka, dla którego masturbacja jest nie tylko sposobem na radzenie sobie z czymś, ale też wartością samą w sobie i jednym z głównych przedmiotów zainteresowania.

Krzysztof Szeremeta

Nieregularne Pismo Kulturalne 1 /2011

 

„Da capo” jest opowieścią o niebagatelnym wpływie, jaki na "tu i teraz” ma przeszłość. To, co minione, nakłada się na to, co dzisiejsze, dzięki czemu nieustannie żywotna przeszłość miesza się z teraźniejszością. „Da capo” – pomyślana jako pewnego rodzaju konfesja – zaczyna się od końca, by stopniowo odsłonić etapy trudnego pojednania Kamila z ojcem i własnym „ja”. Dzięki dynamicznie prowadzonej akcji zdarzenia zmieniają się niczym w kalejdoskopie, w jakiejś części naśladując mechanizm nie tylko pracy pamięci, lecz także utraty kontroli nad swoim życiem. Snuta przez Kamila opowieść ma pełnić funkcję – mówiąc za Lechoniem – „sprzątania piwnic podświadomości”. Pisanie jest tu traktowane klasycznie = jako forma (auto)terapeutycznego odreagowania, możliwość oczyszczenia i pogodzenia się nie tylko ze światem, lecz także z samym sobą.

Agnieszka Nęcka

Twórczość10/ 2011 

 

There are more father-tyrants alike the one in Kuczok’s Gnój; it suffices to mention here the father of the main character in the novel by Jerzy Franczak, Da capo or the stepfather in Queen of tiramisu (Królowa tiramisu) by Bohdan Sławiński. Both of them are authoritarian personalities, both of them do not represent anything that could be in any way interesting or enriching for their young victims. Hence, pretty much stereotypical spectacle of naked violence takes place in their family homes, although in both cases it has different psychological bases. The father in Franczak’s novel fuels the sentimental anxiety in his son, makes him a man who does not manage life very well, who is even convicted for another defeat and humiliation. This makes the son – the eternal loser - eventually landing back in the family home, where he is received and understood. The novel ends, paradoxically, with an act of reconciliation with the father and the affirmation of that order, which previously led to the character’s disturbance, psychologically and character-wise.

Jerzy Jarzębski

Polish Literature since 1989

Da Capo

V romanu Da capo Jerzy Franczak nadaljuje z obravnavo tem, ki jih je skozi oči uporniškega intelektualca Emila načel že v Nečloveški komediji, le da jih tokrat prikaže iz nasprotne perspektive. Pred bralca namreč postavi človeka brez posebnosti, slehernika, ki se prizadevno podreja družbenim normam in tradiciji. 

Kamil vse počne po predpisanem scenariju: vpiše se na študij, poišče službo in si ustvari družino. Uspelo se mu je realizirati tako v osebnem kot poklicnem življenju, in zdi se, da mu prav nič ne manjka. Toda resnica je vse kaj drugačna. Skozi junakov monolog se postopoma razkrije, da je ta idilična slika polna vrzeli in razpok. Kamil skozi odraslo življenje vlači prtljago travmatičnih izkušenj: oče tiran, šikaniranje sošolcev, erotična ponižanja … Ko po naključju spozna žensko sumljivega slovesa, se mu življenje obrne na glavo. Nenadoma ni več zmožen igrati vloge pridnega sinčka, vestnega delavca, zglednega moža in očeta. Medtem ko se čedalje bolj zamotava v strastno in nevarno romanco, odkriva svoje potlačene želje in se hkrati sooča z demoni preteklosti. 

Knjiga je odlična ilustracija procesa posameznikove individuacije – izvijanja resničnega jaza izpod maske vlog, v katerih živimo, ker verjamemo družbeni pravljici – v svetu postsocialističnega kapitalizma.

Da capo je drugi del trilogije, v kateri drugoplanski liki ene knjige v naslednji stopijo v prvi plan in prevzamejo vlogo pripovedovalca. Tako v (že prevedenem) romanu Nečloveška komedija zgodbo o sodobnem zločinu in kazni, pa tudi o teži odločitev in odgovornosti pripoveduje Kamilov brat Emil, v NN pa več stranskih oseb monologizira nad truplom brezdomca, ki so ga po naključju našli na nočni krakovski ulici.

Tatjana Jamnik

V romanu Da capo Jerzy Franczak nadaljuje z obravnavo tem, ki jih je skozi oči uporniškega intelektualca Emila načel že v Nečloveški komediji, le da jih tokrat prikaže iz nasprotne perspektive. Pred bralca namreč postavi človeka brez posebnosti, slehernika, ki se prizadevno podreja družbenim normam in tradiciji. 

Kamil vse počne po predpisanem scenariju: vpiše se na študij, poišče službo in si ustvari družino. Uspelo se mu je realizirati tako v osebnem kot poklicnem življenju, in zdi se, da mu prav nič ne manjka. Toda resnica je vse kaj drugačna. Skozi junakov monolog se postopoma razkrije, da je ta idilična slika polna vrzeli in razpok. Kamil skozi odraslo življenje vlači prtljago travmatičnih izkušenj: oče tiran, šikaniranje sošolcev, erotična ponižanja … Ko po naključju spozna žensko sumljivega slovesa, se mu življenje obrne na glavo. Nenadoma ni več zmožen igrati vloge pridnega sinčka, vestnega delavca, zglednega moža in očeta. Medtem ko se čedalje bolj zamotava v strastno in nevarno romanco, odkriva svoje potlačene želje in se hkrati sooča z demoni preteklosti. 

Knjiga je odlična ilustracija procesa posameznikove individuacije – izvijanja resničnega jaza izpod maske vlog, v katerih živimo, ker verjamemo družbeni pravljici – v svetu postsocialističnega kapitalizma.

Da capo je drugi del trilogije, v kateri drugoplanski liki ene knjige v naslednji stopijo v prvi plan in prevzamejo vlogo pripovedovalca. Tako v (že prevedenem) romanu Nečloveška komedija zgodbo o sodobnem zločinu in kazni, pa tudi o teži odločitev in odgovornosti pripoveduje Kamilov brat Emil, v NN pa več stranskih oseb monologizira nad truplom brezdomca, ki so ga po naključju našli na nočni krakovski ulici.

Tatjana Jamnik

» Czytaj fragment

Zabawna, prowokacyjna, nihilistyczna, intelektualnie wyrafinowana powieść o współczesnej zbrodni – taka jest właśnie „Nieludzka komedia” Jerzego Franczaka. Niby sprawę dobrze znamy: sponiewierany inteligent przeżywa egzystencjalne katusze, traci pracę, chałturzy w punkcie ksero, a jego dziewczyna w tym właśnie momencie nabiera chęci reprodukcyjnych… Im bardziej jednak powieść się rozkręca, tym więcej funduje nam zaskoczeń. Przetwarzając znane motywy, doprowadza do niespodziewanego, makabrycznego zakończenia, które z lekkiej obyczajowej książki o nieprzystosowaniu i niespełnieniu czyni nagle groteskowy thriller. "Nieludzka komedia" to jedna z lepszych książek z półki "młoda literatura", jakie zdarzyło mi się ostatnio czytać. Doskonały warsztat i znajomość literatury widać na każdej stronie "Nieludzkiej komedii". Powieść Franczaka jest wysmakowaną, erudycyjna grą - już w samym tytule mamy czytelne nawiązanie do "Boskiej komedii" Dantego i "Komedii ludzkiej" Balzaka (pierwsze dzieło służy autorowi do rozpoczęcia dyskusji nad naturą nowoczesnego zła, od drugiego zręcznie się odbija, by w satyrycznym ujęciu ukazać nędzę naszych dzisiejszych poczynań), a to dopiero początek. (…) Ale sęk w tym, że powieść Franczaka nie jest zgrabną układanką. Przeciwnie, to świetnie skomponowana, rasowa proza, która dużo mówi o nas samych – dziś. Tytułowej nieludzkiej komeii, w której uczestniczymy, z naszym życiem codziennym, miłościami i rozstaniami, rozczarowaniami i suckecsami, bliżej do poczynań bohaterów serialu „M jak miłosć”, niż do przeżyć znanych z wielkich dzieł literatury. Nawet kiedy w tak urządzonym świecie dokonuje się zbrodnia, natychmiast staje się częścią tandetnej machiny komercyjnej. Franczak nikogo nie oszczędza i w gruncie rzeczy daje nam bardzo pesymistyczną książkę, , która – co za ulga – jest bardzo zabawna.

Patrycja Pustkowiak
Dziennik Gazeta Prawna, 02. 10. 2009

 

Pisarz tworzy groteskowy obraz świata na pograniczu powagi i kpiny. „Nieludzka komedia” obnaża absurdalną rzeczywistość pozoru i fałszu. Wszystko jest tutaj błazeńskie, celowo przerysowane. Zabieg ten umożliwia autorowi oddanie charakteru współczesnego świata, zakpienie z wielkich idei, które w istocie są puste i mało wartościowe. U Franczaka, po gombrowiczowsku, lęk jednostki przed brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa, sprzyja odgrywaniu sztucznych ról, jakie zbiorowość wyznacza. Zdaniem Williama Faulknera pisarz najpierw zaczyna jako poeta, nie odnosi sukcesu, potem zaczyna pisać opowiadania, też nie jest zadowolony, w końcu bierze się za powieści, wówczas rozwija skrzydła. Przyznam, że ta zasada świetnie sprawdza się w przypadku Franczaka. Pisarz ma własny, łatwy do rozpoznania styl o czym przypomina nam w „Nieludzkiej komedii”. Jego prozy nie sposób nie odróżnić. Nie można jej także pominąć, bowiem „Nieludzka..” to świetna powieść dobrze rokującego autora, który wyraźnie dystansuje się od powszechnie obowiązujących mód literackich.

Damian Gajda
www.czytelnia.onet.pl

 

Jerzy Franczak jest z pewnością jedną z najciekawszych postaci młodej literatury, choć ma słabszy od konkurencji pęd do lansu. Ale teraz napisał powieść ostrą, która podkłada bombę pod jego wcześniejsze, po części autotematyczne, po części młodzieńczo rozedrgane pisanie. Rzecz zaczyna się standartowo, jak większość dokonań prozy młodych: sfrustrowany inteligent, kandydat na pisarza, kisi się w codzienności. Aż tu nagle robi krok w tę stronę, na którą przeszedł bohater „American Psycho”. W jego nijakim świecie nagle rozpanoszyło się zło. Można by powiedzieć, że Franczak pięknie to opisał, tyle tylko, że nic pięknego nie pokazuje. Więc powiedzmy tak: opisał to dobrze.

Leszek Bugajski
Newsweek, 27. 09. 2009

 

Morderstwo, jakiego dokonuje bohater Franczaka, jest jednocześnie egzystencjalną próbą, przed jaką staje cała zbudowana na kartach „Nieludzkiej komedii” tożsamość. Emil ćwiartuje zwłoki Natalii, z dziecięcą wręcz naiwnością daje się złapać wymiarowi sprawiedliwości i… ujawnia swoje prawdziwe oblicze, istotę literackiej mistyfikacji, którą jest jego opowieść. Ekspiacja natomiast ma się odbyć przy udziale czytelnika. „Moją winę odkupią czytelnicy, a imię ich będzie milijon!”. Kolejna kpina? A może tak naprawdę śmierć, w obliczu której staje Natalia i której istotę próbuje zgłębić Emil to jedynie maska, pod jaką kryje się zjadliwość życia? (…) Franczak nie próbuje usprawiedliwiać swojego bohatera, ale pozwala nam stanąć obok niego i przeczytać o tym, jak skomentowana została jego zbrodnia. To dodatkowy, dziesiąty rozdział, już poza dantejskimi kręgami, poza panowaniem Emila. Tam też ukryje się kilka tropów interpretacyjnych, tam poszukiwać będziemy odpowiedzi na pytanie o to, czym jest zło, gdzie się rodzi i jaki ma wymiar.

Jarosław Czechowicz
Portret on-line, 18/ 2009.

 

Jerzy Franczak jest świadomym odbiorcą kultury z racji wykształcenia czy też zatrudnienia (eseista, poeta, wykładowca, debiut prozatorski ma już za sobą: Grawitacje 2007). Istotniejszy jest fakt, że potrafi tę umiejętność wykorzystać w praktyce. Biegle włada językiem kultury, który wkłada w usta bohatera swojej powieści Nieludzka komedia. Emil Król jest polonistą wychowanym w inteligenckim domu. Postrzega świat poprzez pryzmat wiedzy zdobytej na studiach humanistycznych. Rzutuje to na sposób, w jaki opowiada o świecie. Nie sięga daleko. Okazuje się, że najbliższe otoczenie dostarcza wystarczających bodźców do prowadzenia intrygującej narracji. (…) Pod względem fabularnym historia jest dość prosta. A jednak groteskowy świat, gdzie wszystko zdaje się być karykaturą życia, czyni treść bardziej skondensowaną. Dzięki znakomitej konstrukcji książki, Franczak mógł opleść akcję komplikującymi odwołaniami, minitekstami wzbogacającymi warstwę semantyczną książki. Odsłonił tym samym mechanizmy budowania podobnych narracji w świecie rzeczywistym. Poruszył również temat zła – jego nieprzewidywalności i chaosu przy próbach jego oceny. To doskonała proza, zabawna, ale nie lekka. Emil K. nie dokonał zbrodni doskonałej, ale Jerzy F. popełnił taką właśnie powieść.

Patrycja Minor
E-Splot, X 2009.

 

Młody pisarz pyta dziś o sprawy, jakimi przed przeszło półwieczem zajmowali się tacy pisarze jak Camus czy Sartre, a jeszcze wcześniej, powiedzmy, Gide. W „Nieludzkiej komedii” Franczak próbuje ożywić literacko stare pytania: o absurd istnienia, metafizyczną pustkę, zło czy immoralizm. (…) Krakowski pisarz, by tak rzec, testuje stare języki, chce się dowiedzieć, czy z ich pomocą da się opisać kondycję dzisiejszego człowieka. Moim zdaniem test wypadł negatywnie. Ale nie muszę mieć racji.

Dariusz Nowacki
Duży Format, 29.10.09

 

Manifest cynika, biblia bezrobotnego, dossier intelektualisty, rozprawa pisarza, proklamacja ironisty, odezwa ćpuna i alkoholika, program samozagłady. „Nieludzka komedia” to świetna powieść młodego krakowskiego pisarza i literaturoznawcy, znanego m.in. dzięki wcześniejszej powieści „Przymierzalnia”. Jerzy Franczak pisze i obraża. Wszystkich. Sufrażystki, katolików i bohaterski naród węgierski. Pracowników punktów ksero, nauczycieli, pisarzy, pracę chałupniczą i wyidealizowane związki heteroseksualne oraz szczęśliwe macierzyństwo. Uderza i daje językowi płynąć leniwie po kolejnych znaczeniach, kontekstach i zakresach słów. Jest ironiczny i złośliwy, a do tego szalenie prawdziwy. „Nieludzka komedia” to krakowska historia pisarza, który pewnego dnia traci ciepłą posadkę polonisty. Szuka pracy. Kłóci się z dziewczyną. Gdzieś na granicy tych zdarzeń dzieją się rzeczy, dla których koniecznie trzeba przeczytać tę książkę. Nie tyle książkę, co powieść, która odsłania mięso dzisiejszej egzystencji.

Łukasz Grzesiczak
Przegląd 5/ 2010

 

Błazenadzie narracyjnej towarzyszy cytacyjne figlowanie – Franczak na potęgę przywołuje i parafrazuje, parodiuje i obnaża, odtwarza cudze sytuacje z własnym bohaterem i tworzy własnego bohatera, wykorzystując czyjeś pomysły. Nieludzka komedia niewątpliwie ma zamiar wystrychnąć czytelnika na dudka. Wyszukiwanie w niej słownych igraszek i identyfikacja kryptocytatów mogą sprawić przyjemność (i oczywiście przyprawić o zawrót głowy). Wątpić natomiast należy, że jej autor umyślił sobie zatrzymać zabawę w miejscu, gdzie literatura nabiera wody w usta; poszło mu raczej o poważniejszy projekt, na przykład uzmysłowienie odbiorcy (i sobie), iż ktoś odpowiada za tę sztukę. (…) Śmiejąc się ze swoim bohaterem, Franczak załatwia dwie nader poważne sprawy: przesuwa granice rzeczywistości w literackiej fikcji i na nowo ustala stopień wysycenia jej refleksją. Nieludzka komedia to najbardziej nieuczciwy projekt w najlepszym tego słowa znaczeniu: pojmą go tylko ci dowcipnisie, którzy wcześniej zapomnieli o trendach w literaturze i na poważniej zajęli się Cioranem, Gombrowiczem i środowiskową plotką – której w krakowskiej komedii Franczaka jest całkiem sporo.

Marta Cuber
Nowe Książki 2/ 2010

 

Tytułowana aluzja literacka do „Komedii ludzkiej” Balzaka zwraca uwagę na to, co będzie się działo na realistycznym planie powieści. Autor zdaje się sugerować, że przy użyciu balzakowskiej konwencji literackiego studium ludzkich zachowań wydobędzie z człowieka element demoniczny, a jeśli śmiać się kto będzie, to raczej w stylu czarnego humoru, niźli w łagodnej, afirmatywnej formie, gdzie uśmiech wszechwiedzącego narratora wybaczał światu jego niegodziwość. (...) Sporo zainteresowania wzbudza wszakże jeszcze strona satyryczna owej powieści. Jej pierwszoosobowy opowiadacz występuje bowiem jako intrygujący cudak, posiada ponadprzeciętny zmysł gawędziarski, zmysł komizmu sytuacyjnego i słownego. Spogląda drwiącym okiem na, mówiąc jeszcze przez chwilę po balzakowsku, sceny z życia prowincji (wyjazd na wesele), sceny z życia intymnego (dramacik domowy i tragedia miłosna), sceny z życia zawodowego (satyra na społeczność nauczycielską), sceny z życia artystycznego (wydawca książek Prażuch). Opowiadacz Franczak okazuje się odpowiednio zdemoralizowany, obiecująco ironiczny, nigdy nie wiadomo, do jakiej przesady w działaniu i słownej dosadności się posunie, stąd czyta się książkę choćby dla samej jej satyrycznej przewrotności. (...) Tekstualność wszakże każe nam przede wszystkim przeczytać Nieludzką komedię jako rasową powieść autotematyczną. Franczak na planie metafikycjnym dokonuje ponowoczesnego przezwyciężenia zagrożeń wpisanych  w podmiotowość nowoczesną, ale ten powszechnie znany motyw pojawia się u niego w niebanalnym opracowaniu. (...) Autor Przymierzalni śmiało bawi się tutaj figurami dyskursu posthumanistycznego, kpi z jego wersji łagodnej, a szczególnie chętnie z jego wydania zapisującego grozę i potworność rzeczywistości odkrytej przez ponowoczesne bezgruncie. Jeśliby uznać zasadność podobnego odczytania, to wówczas uchwycić musimy dodatkowy sens tej opowieści, usłyszeć kolejne echo Franczkowego śmiechu. Nieludzka komedia, obok czarnego humoru wywiedzionego ze starej nowoczesnej makabreski, wyrażałaby chęć śmiałej i przekornej zabawy tematami dyskutowanymi z wielkim zafrasowaniem przez współczesny posthumanizm, takimi jak kontrola życia i śmierci, świętość życia i nagie życie, niechęć do prokreacji, skłonności samobójcze, oburzające opinię publiczną morderstwa itp. Komiczność powieści Franczaka odniesiona do owego kompleksu gorąco dyskutowanych dziś problemów wygląda na odkrycie nieznanego dotąd rodzaju humoru, eksperyment literacki o sporych możliwościach artystycznych i poznawczych.

Tomasz Mizerkiewicz

FA-art 3/ 2009

 

The Inhuman Comedy is on the surface a humorous tale, light and breezy, though somewhat unpleasant. It is being told by one Emil Król, a writer manqué, a frustrated teacher and an unlucky lover. His stories of his family, his travels and his work are filled with venomous humor and bitter irony. By the reader’s smile vanishes from his mouth when this kind skeptic commits a bestial murder, killing his lover, the mother-to-be of his child, and then chops up her body… Locked in prison, he describes his life and eavesdrops on the media furor gathering around his crime. Without sacrificing a touch of its wit, Franczak’s novel ultimately reveals its Dantesque dimensions and changes into a meditation on contemporary evil, both intangible and stripped of its essence.

Frankfurt Book Fair 2010

 

 

Emil jest oskarżany o wieczny brak powagi, cynizm oraz inscenizowanie życia, na przykład wobec rodziców, przed którymi gra dobre dziecko. Zarzuca mu się brak empatii i zrozumienia dla cudzych problemów. Oskarżono go o bluźnierstwo wobec Boga i państwa, a także – uwodzenie uczennic. Nie wpuścił też brata Kamila do mieszkania, kiedy ten nie miał gdzie się podziać. Wobec tych zarzutów K. wypowiada swoje non serviam. Nie, nie chce mieć dziecka. Nie chce łatwej stabilizacji życiowej. Nie chce być kolejnym narzekającym nauczycielem, zmuszonym do podlizywania się dyrektorowi. Nie chce być jednym z pionków w ogłupiałym kulturą masową społeczeństwie konsumpcyjnym o prowincjonalnej moralności i prymitywnie rozumianym katolicyzmie. W końcu, nie chce mieć nic wspólnego z tym społeczeństwem. Chce zostać zapomniany i zrzeka się praw autorskich do książki, która okazała się bestsellerem. Chce być wolny jako zależny tylko od własnych myśli, co paradoksalnie udaje mu się – w zakończeniu rozdziału dziewiątego. Chce wyjść z Piekła i dopina swego. Emila Króla trudno polubić. Można uważać za zabawne to, w jaki sposób wykłada swoje pesymistyczne teorie dotyczące egzystencji i w jaki sposób podchodzi do życia. Może bawić to, jak supła ze sobą nitki kultury i jak drwi z jej dorobku. Ale w Nieludzkiej komedii zapisana jest – znowu wbrew tytułowi – bardzo smutna historia i bardzo niepokojąca konstatacja. Emil swoim działaniem daje przykład tego, że można wszystkiemu zaprzeczyć i – nieco po gombrowiczowsku – jakie są tego konsekwencje. Ale uczciwie pokazuje też, że można walczyć z pustym światem i pustymi ludźmi. A walka toczy się bez zasad i o bardzo wysoką stawkę. Nieludzka komedia to następna komedia obok Boskiej, Nieboskiej i Ludzkiej? Może. Emil to następny w szeregu po Lucyferze, Fauście, Don Juanie, K. i Józiu (może to obojętne autorowi)? Być może, ale po lekturze Nieludzkiej komedii wypada chyba stwierdzić, że to – wbrew pozorom – bardzo ludzka historia.

Bartosz Krawczyk

Dekada Literacka 2-2/ 2011

 

Nie pamiętam już lektury, która trzymałaby mnie w takim napięciu intelektualnym i emocjonalnym od pierwszej do ostatniej karty. Nie pamiętam, czy w bogatym zestawie przeczytanych książek zdarzyła się taka, którą czytałam z wypiekami na twarzy, a zarazem z nieustannym rozbawieniem. Nieludzka komedia spełnia bowiem wszelkie kryteria dobrego kryminału, czarnej komedii, eseju prowadzącego dyskurs ze światem literatury, ze światem oświaty, ze światem absurdów, jakie otaczają nas na co dzień. Proza Franczaka to genialny kolaż wyśmienitej warstwy językowej, dogłębnie przemyślanej i zaskakującej co rusz fabuły, licznych nawiązań do literatury od antyku po współczesność, wszystko zaś oprawione zostało w studium charakterów godne Balzaka czy Dostojewskiego oraz analizę współczesnej wersji upupiania, tym razem ciała pedagogicznego, godną samego Gombro.

Katarzyna Bereta
www.lazyhours.pl

 

 

Dojmujący brak w naszym świecie procedur pozwalających grzesznikowi pojednać się z ludźmi, których skrzywdził, powraca w powieści Jerzego Franczak Nieludzka komedia. Jej bohater, początkujący literat, zabija w sprzeczce przypadkowo młodą, kochającą go żonę, a następnie ćwiartuje zwłoki i próbuje się ich pozbyć, demonstrując przy tym skrajną nieczułość. Zdemaskowany jako morderca, staje się obiektem potępienia, aż do chwili, gdy odkryty zostaje jego opis własnego życia i popełnionej zbrodni, któremu krytyka przypisuje wysokie wartości literackie, co ma przemawiać na korzyść zbrodniarza . Pojawia się więc dylemat „grzeszności” samej literatury, skłonnej każdą nieprawość przerabiać na artystyczny efekt, estetyzować zbrodnię, pozostawiając ją bez kary.

Jerzy Jarzębski

Ćwiczenia z rozpaczy, Kraków 2011

 

 

 

Już samo zatytułowanie powieści Nieludzka komedia jest przecież nader ostentacyjnym nawiązaniem do szeregu dzieł europejskiej tradycji literackiej. Pobrzmiewają tu echa Balzaca, Dantego, Krasińskiego, Shakespeare’a i Lopego de Vegi, a po wnikliwszej analizie tekstu dostrzec można również nawiązanie do Sartre’a i literatury tremendystycznej, w szczególności do Rodziny Pascuala Duarte hiszpańskiego noblisty – Camila José Celi. Podobnie jak Pascual Duarte, Emil Król, bohater Nieludzkiej komedii, zdecydowanie daleki od „naturalnie” ludzkiego Emila z traktatu Rousseau, prowadzi swą opowieść zza więziennych krat, beznamiętnie ukazując mechanizmy kryjące się za niespodziewaną eksplozją agresji względem jego ukochanej, pieszczotliwie zwanej Nutką. Historia, która, łącząc cechy powieści pikarejskiej i naturalistycznej, ma wstrząsnąć odbiorcami, jest brutalna, krwawa i przerażająca; to historia morderstwa dokonanego przez na pozór spokojnego polonistę, wydalonego ze szkoły za nieumiejętność poskromienia przywołujących na myśl Dzień świra Koterskiego frustracji i rozczarowania codziennością. Momentem zwrotnym w życiu Króla jest wyznanie Natalii o tym, że spodziewa się dziecka. Powieść Franczaka ukazuje znudzenie Króla, punkt po punkcie realizującego w zgodzie z wymaganiami społecznymi przyjęty a priori życiowy plan, pokazuje też, jak pozorne i kruche jest ciche przyzwolenie na tłumienie indywidualności przez zwyczaje i oczekiwania bliźnich. (…) Franczak żongluje w powieści frazesami i utartymi związkami wyrazowymi o proweniencji romantycznej, nagina semantykę związków frazeologicznych, dekonstruuje zleksykalizowane metafory i pozbawia powagi fragmenty zaczerpnięte z innych tekstów. Bawi się językiem mediów i tendencjami w potocznej i wzorcowej odmianie polszczyzny, kreuje wyimaginowane teksty prasowe i komentarze użytkowników forów internetowych, obrazuje werbalne reakcje społeczne, typowe w obliczu jednostkowych tragedii czy zbiorowych katastrof. Wyśmiewa pryncypialność i krótkowzroczność sądów krytycznoliterackich.  Nie pozostawia suchej nitki na żadnej z obecnych we współczesnych mediach dykcji – od patetyczno-konserwatywnej po silącą się na swobodę i wymuszoną naturalność: dokumentarno-reportażową.

K. Z. Gutkowska

Rocznik Komparatystyczny 2/ 2011

« Nieludzka komedia, Wydawnictwo Literackie Kraków 2009

» Czytaj fragment

Zabawna, prowokacyjna, nihilistyczna, intelektualnie wyrafinowana powieść o współczesnej zbrodni – taka jest właśnie „Nieludzka komedia” Jerzego Franczaka. Niby sprawę dobrze znamy: sponiewierany inteligent przeżywa egzystencjalne katusze, traci pracę, chałturzy w punkcie ksero, a jego dziewczyna w tym właśnie momencie nabiera chęci reprodukcyjnych… Im bardziej jednak powieść się rozkręca, tym więcej funduje nam zaskoczeń. Przetwarzając znane motywy, doprowadza do niespodziewanego, makabrycznego zakończenia, które z lekkiej obyczajowej książki o nieprzystosowaniu i niespełnieniu czyni nagle groteskowy thriller. "Nieludzka komedia" to jedna z lepszych książek z półki "młoda literatura", jakie zdarzyło mi się ostatnio czytać. Doskonały warsztat i znajomość literatury widać na każdej stronie "Nieludzkiej komedii". Powieść Franczaka jest wysmakowaną, erudycyjna grą - już w samym tytule mamy czytelne nawiązanie do "Boskiej komedii" Dantego i "Komedii ludzkiej" Balzaka (pierwsze dzieło służy autorowi do rozpoczęcia dyskusji nad naturą nowoczesnego zła, od drugiego zręcznie się odbija, by w satyrycznym ujęciu ukazać nędzę naszych dzisiejszych poczynań), a to dopiero początek. (…) Ale sęk w tym, że powieść Franczaka nie jest zgrabną układanką. Przeciwnie, to świetnie skomponowana, rasowa proza, która dużo mówi o nas samych – dziś. Tytułowej nieludzkiej komeii, w której uczestniczymy, z naszym życiem codziennym, miłościami i rozstaniami, rozczarowaniami i suckecsami, bliżej do poczynań bohaterów serialu „M jak miłosć”, niż do przeżyć znanych z wielkich dzieł literatury. Nawet kiedy w tak urządzonym świecie dokonuje się zbrodnia, natychmiast staje się częścią tandetnej machiny komercyjnej. Franczak nikogo nie oszczędza i w gruncie rzeczy daje nam bardzo pesymistyczną książkę, , która – co za ulga – jest bardzo zabawna.

Patrycja Pustkowiak
Dziennik Gazeta Prawna, 02. 10. 2009

 

Pisarz tworzy groteskowy obraz świata na pograniczu powagi i kpiny. „Nieludzka komedia” obnaża absurdalną rzeczywistość pozoru i fałszu. Wszystko jest tutaj błazeńskie, celowo przerysowane. Zabieg ten umożliwia autorowi oddanie charakteru współczesnego świata, zakpienie z wielkich idei, które w istocie są puste i mało wartościowe. U Franczaka, po gombrowiczowsku, lęk jednostki przed brakiem akceptacji ze strony społeczeństwa, sprzyja odgrywaniu sztucznych ról, jakie zbiorowość wyznacza. Zdaniem Williama Faulknera pisarz najpierw zaczyna jako poeta, nie odnosi sukcesu, potem zaczyna pisać opowiadania, też nie jest zadowolony, w końcu bierze się za powieści, wówczas rozwija skrzydła. Przyznam, że ta zasada świetnie sprawdza się w przypadku Franczaka. Pisarz ma własny, łatwy do rozpoznania styl o czym przypomina nam w „Nieludzkiej komedii”. Jego prozy nie sposób nie odróżnić. Nie można jej także pominąć, bowiem „Nieludzka..” to świetna powieść dobrze rokującego autora, który wyraźnie dystansuje się od powszechnie obowiązujących mód literackich.

Damian Gajda
www.czytelnia.onet.pl

 

Jerzy Franczak jest z pewnością jedną z najciekawszych postaci młodej literatury, choć ma słabszy od konkurencji pęd do lansu. Ale teraz napisał powieść ostrą, która podkłada bombę pod jego wcześniejsze, po części autotematyczne, po części młodzieńczo rozedrgane pisanie. Rzecz zaczyna się standartowo, jak większość dokonań prozy młodych: sfrustrowany inteligent, kandydat na pisarza, kisi się w codzienności. Aż tu nagle robi krok w tę stronę, na którą przeszedł bohater „American Psycho”. W jego nijakim świecie nagle rozpanoszyło się zło. Można by powiedzieć, że Franczak pięknie to opisał, tyle tylko, że nic pięknego nie pokazuje. Więc powiedzmy tak: opisał to dobrze.

Leszek Bugajski
Newsweek, 27. 09. 2009

 

Morderstwo, jakiego dokonuje bohater Franczaka, jest jednocześnie egzystencjalną próbą, przed jaką staje cała zbudowana na kartach „Nieludzkiej komedii” tożsamość. Emil ćwiartuje zwłoki Natalii, z dziecięcą wręcz naiwnością daje się złapać wymiarowi sprawiedliwości i… ujawnia swoje prawdziwe oblicze, istotę literackiej mistyfikacji, którą jest jego opowieść. Ekspiacja natomiast ma się odbyć przy udziale czytelnika. „Moją winę odkupią czytelnicy, a imię ich będzie milijon!”. Kolejna kpina? A może tak naprawdę śmierć, w obliczu której staje Natalia i której istotę próbuje zgłębić Emil to jedynie maska, pod jaką kryje się zjadliwość życia? (…) Franczak nie próbuje usprawiedliwiać swojego bohatera, ale pozwala nam stanąć obok niego i przeczytać o tym, jak skomentowana została jego zbrodnia. To dodatkowy, dziesiąty rozdział, już poza dantejskimi kręgami, poza panowaniem Emila. Tam też ukryje się kilka tropów interpretacyjnych, tam poszukiwać będziemy odpowiedzi na pytanie o to, czym jest zło, gdzie się rodzi i jaki ma wymiar.

Jarosław Czechowicz
Portret on-line, 18/ 2009.

 

Jerzy Franczak jest świadomym odbiorcą kultury z racji wykształcenia czy też zatrudnienia (eseista, poeta, wykładowca, debiut prozatorski ma już za sobą: Grawitacje 2007). Istotniejszy jest fakt, że potrafi tę umiejętność wykorzystać w praktyce. Biegle włada językiem kultury, który wkłada w usta bohatera swojej powieści Nieludzka komedia. Emil Król jest polonistą wychowanym w inteligenckim domu. Postrzega świat poprzez pryzmat wiedzy zdobytej na studiach humanistycznych. Rzutuje to na sposób, w jaki opowiada o świecie. Nie sięga daleko. Okazuje się, że najbliższe otoczenie dostarcza wystarczających bodźców do prowadzenia intrygującej narracji. (…) Pod względem fabularnym historia jest dość prosta. A jednak groteskowy świat, gdzie wszystko zdaje się być karykaturą życia, czyni treść bardziej skondensowaną. Dzięki znakomitej konstrukcji książki, Franczak mógł opleść akcję komplikującymi odwołaniami, minitekstami wzbogacającymi warstwę semantyczną książki. Odsłonił tym samym mechanizmy budowania podobnych narracji w świecie rzeczywistym. Poruszył również temat zła – jego nieprzewidywalności i chaosu przy próbach jego oceny. To doskonała proza, zabawna, ale nie lekka. Emil K. nie dokonał zbrodni doskonałej, ale Jerzy F. popełnił taką właśnie powieść.

Patrycja Minor
E-Splot, X 2009.

 

Młody pisarz pyta dziś o sprawy, jakimi przed przeszło półwieczem zajmowali się tacy pisarze jak Camus czy Sartre, a jeszcze wcześniej, powiedzmy, Gide. W „Nieludzkiej komedii” Franczak próbuje ożywić literacko stare pytania: o absurd istnienia, metafizyczną pustkę, zło czy immoralizm. (…) Krakowski pisarz, by tak rzec, testuje stare języki, chce się dowiedzieć, czy z ich pomocą da się opisać kondycję dzisiejszego człowieka. Moim zdaniem test wypadł negatywnie. Ale nie muszę mieć racji.

Dariusz Nowacki
Duży Format, 29.10.09

 

Manifest cynika, biblia bezrobotnego, dossier intelektualisty, rozprawa pisarza, proklamacja ironisty, odezwa ćpuna i alkoholika, program samozagłady. „Nieludzka komedia” to świetna powieść młodego krakowskiego pisarza i literaturoznawcy, znanego m.in. dzięki wcześniejszej powieści „Przymierzalnia”. Jerzy Franczak pisze i obraża. Wszystkich. Sufrażystki, katolików i bohaterski naród węgierski. Pracowników punktów ksero, nauczycieli, pisarzy, pracę chałupniczą i wyidealizowane związki heteroseksualne oraz szczęśliwe macierzyństwo. Uderza i daje językowi płynąć leniwie po kolejnych znaczeniach, kontekstach i zakresach słów. Jest ironiczny i złośliwy, a do tego szalenie prawdziwy. „Nieludzka komedia” to krakowska historia pisarza, który pewnego dnia traci ciepłą posadkę polonisty. Szuka pracy. Kłóci się z dziewczyną. Gdzieś na granicy tych zdarzeń dzieją się rzeczy, dla których koniecznie trzeba przeczytać tę książkę. Nie tyle książkę, co powieść, która odsłania mięso dzisiejszej egzystencji.

Łukasz Grzesiczak
Przegląd 5/ 2010

 

Błazenadzie narracyjnej towarzyszy cytacyjne figlowanie – Franczak na potęgę przywołuje i parafrazuje, parodiuje i obnaża, odtwarza cudze sytuacje z własnym bohaterem i tworzy własnego bohatera, wykorzystując czyjeś pomysły. Nieludzka komedia niewątpliwie ma zamiar wystrychnąć czytelnika na dudka. Wyszukiwanie w niej słownych igraszek i identyfikacja kryptocytatów mogą sprawić przyjemność (i oczywiście przyprawić o zawrót głowy). Wątpić natomiast należy, że jej autor umyślił sobie zatrzymać zabawę w miejscu, gdzie literatura nabiera wody w usta; poszło mu raczej o poważniejszy projekt, na przykład uzmysłowienie odbiorcy (i sobie), iż ktoś odpowiada za tę sztukę. (…) Śmiejąc się ze swoim bohaterem, Franczak załatwia dwie nader poważne sprawy: przesuwa granice rzeczywistości w literackiej fikcji i na nowo ustala stopień wysycenia jej refleksją. Nieludzka komedia to najbardziej nieuczciwy projekt w najlepszym tego słowa znaczeniu: pojmą go tylko ci dowcipnisie, którzy wcześniej zapomnieli o trendach w literaturze i na poważniej zajęli się Cioranem, Gombrowiczem i środowiskową plotką – której w krakowskiej komedii Franczaka jest całkiem sporo.

Marta Cuber
Nowe Książki 2/ 2010

 

Tytułowana aluzja literacka do „Komedii ludzkiej” Balzaka zwraca uwagę na to, co będzie się działo na realistycznym planie powieści. Autor zdaje się sugerować, że przy użyciu balzakowskiej konwencji literackiego studium ludzkich zachowań wydobędzie z człowieka element demoniczny, a jeśli śmiać się kto będzie, to raczej w stylu czarnego humoru, niźli w łagodnej, afirmatywnej formie, gdzie uśmiech wszechwiedzącego narratora wybaczał światu jego niegodziwość. (...) Sporo zainteresowania wzbudza wszakże jeszcze strona satyryczna owej powieści. Jej pierwszoosobowy opowiadacz występuje bowiem jako intrygujący cudak, posiada ponadprzeciętny zmysł gawędziarski, zmysł komizmu sytuacyjnego i słownego. Spogląda drwiącym okiem na, mówiąc jeszcze przez chwilę po balzakowsku, sceny z życia prowincji (wyjazd na wesele), sceny z życia intymnego (dramacik domowy i tragedia miłosna), sceny z życia zawodowego (satyra na społeczność nauczycielską), sceny z życia artystycznego (wydawca książek Prażuch). Opowiadacz Franczak okazuje się odpowiednio zdemoralizowany, obiecująco ironiczny, nigdy nie wiadomo, do jakiej przesady w działaniu i słownej dosadności się posunie, stąd czyta się książkę choćby dla samej jej satyrycznej przewrotności. (...) Tekstualność wszakże każe nam przede wszystkim przeczytać Nieludzką komedię jako rasową powieść autotematyczną. Franczak na planie metafikycjnym dokonuje ponowoczesnego przezwyciężenia zagrożeń wpisanych  w podmiotowość nowoczesną, ale ten powszechnie znany motyw pojawia się u niego w niebanalnym opracowaniu. (...) Autor Przymierzalni śmiało bawi się tutaj figurami dyskursu posthumanistycznego, kpi z jego wersji łagodnej, a szczególnie chętnie z jego wydania zapisującego grozę i potworność rzeczywistości odkrytej przez ponowoczesne bezgruncie. Jeśliby uznać zasadność podobnego odczytania, to wówczas uchwycić musimy dodatkowy sens tej opowieści, usłyszeć kolejne echo Franczkowego śmiechu. Nieludzka komedia, obok czarnego humoru wywiedzionego ze starej nowoczesnej makabreski, wyrażałaby chęć śmiałej i przekornej zabawy tematami dyskutowanymi z wielkim zafrasowaniem przez współczesny posthumanizm, takimi jak kontrola życia i śmierci, świętość życia i nagie życie, niechęć do prokreacji, skłonności samobójcze, oburzające opinię publiczną morderstwa itp. Komiczność powieści Franczaka odniesiona do owego kompleksu gorąco dyskutowanych dziś problemów wygląda na odkrycie nieznanego dotąd rodzaju humoru, eksperyment literacki o sporych możliwościach artystycznych i poznawczych.

Tomasz Mizerkiewicz

FA-art 3/ 2009

 

The Inhuman Comedy is on the surface a humorous tale, light and breezy, though somewhat unpleasant. It is being told by one Emil Król, a writer manqué, a frustrated teacher and an unlucky lover. His stories of his family, his travels and his work are filled with venomous humor and bitter irony. By the reader’s smile vanishes from his mouth when this kind skeptic commits a bestial murder, killing his lover, the mother-to-be of his child, and then chops up her body… Locked in prison, he describes his life and eavesdrops on the media furor gathering around his crime. Without sacrificing a touch of its wit, Franczak’s novel ultimately reveals its Dantesque dimensions and changes into a meditation on contemporary evil, both intangible and stripped of its essence.

Frankfurt Book Fair 2010

 

 

Emil jest oskarżany o wieczny brak powagi, cynizm oraz inscenizowanie życia, na przykład wobec rodziców, przed którymi gra dobre dziecko. Zarzuca mu się brak empatii i zrozumienia dla cudzych problemów. Oskarżono go o bluźnierstwo wobec Boga i państwa, a także – uwodzenie uczennic. Nie wpuścił też brata Kamila do mieszkania, kiedy ten nie miał gdzie się podziać. Wobec tych zarzutów K. wypowiada swoje non serviam. Nie, nie chce mieć dziecka. Nie chce łatwej stabilizacji życiowej. Nie chce być kolejnym narzekającym nauczycielem, zmuszonym do podlizywania się dyrektorowi. Nie chce być jednym z pionków w ogłupiałym kulturą masową społeczeństwie konsumpcyjnym o prowincjonalnej moralności i prymitywnie rozumianym katolicyzmie. W końcu, nie chce mieć nic wspólnego z tym społeczeństwem. Chce zostać zapomniany i zrzeka się praw autorskich do książki, która okazała się bestsellerem. Chce być wolny jako zależny tylko od własnych myśli, co paradoksalnie udaje mu się – w zakończeniu rozdziału dziewiątego. Chce wyjść z Piekła i dopina swego. Emila Króla trudno polubić. Można uważać za zabawne to, w jaki sposób wykłada swoje pesymistyczne teorie dotyczące egzystencji i w jaki sposób podchodzi do życia. Może bawić to, jak supła ze sobą nitki kultury i jak drwi z jej dorobku. Ale w Nieludzkiej komedii zapisana jest – znowu wbrew tytułowi – bardzo smutna historia i bardzo niepokojąca konstatacja. Emil swoim działaniem daje przykład tego, że można wszystkiemu zaprzeczyć i – nieco po gombrowiczowsku – jakie są tego konsekwencje. Ale uczciwie pokazuje też, że można walczyć z pustym światem i pustymi ludźmi. A walka toczy się bez zasad i o bardzo wysoką stawkę. Nieludzka komedia to następna komedia obok Boskiej, Nieboskiej i Ludzkiej? Może. Emil to następny w szeregu po Lucyferze, Fauście, Don Juanie, K. i Józiu (może to obojętne autorowi)? Być może, ale po lekturze Nieludzkiej komedii wypada chyba stwierdzić, że to – wbrew pozorom – bardzo ludzka historia.

Bartosz Krawczyk

Dekada Literacka 2-2/ 2011

 

Nie pamiętam już lektury, która trzymałaby mnie w takim napięciu intelektualnym i emocjonalnym od pierwszej do ostatniej karty. Nie pamiętam, czy w bogatym zestawie przeczytanych książek zdarzyła się taka, którą czytałam z wypiekami na twarzy, a zarazem z nieustannym rozbawieniem. Nieludzka komedia spełnia bowiem wszelkie kryteria dobrego kryminału, czarnej komedii, eseju prowadzącego dyskurs ze światem literatury, ze światem oświaty, ze światem absurdów, jakie otaczają nas na co dzień. Proza Franczaka to genialny kolaż wyśmienitej warstwy językowej, dogłębnie przemyślanej i zaskakującej co rusz fabuły, licznych nawiązań do literatury od antyku po współczesność, wszystko zaś oprawione zostało w studium charakterów godne Balzaka czy Dostojewskiego oraz analizę współczesnej wersji upupiania, tym razem ciała pedagogicznego, godną samego Gombro.

Katarzyna Bereta
www.lazyhours.pl

 

 

Dojmujący brak w naszym świecie procedur pozwalających grzesznikowi pojednać się z ludźmi, których skrzywdził, powraca w powieści Jerzego Franczak Nieludzka komedia. Jej bohater, początkujący literat, zabija w sprzeczce przypadkowo młodą, kochającą go żonę, a następnie ćwiartuje zwłoki i próbuje się ich pozbyć, demonstrując przy tym skrajną nieczułość. Zdemaskowany jako morderca, staje się obiektem potępienia, aż do chwili, gdy odkryty zostaje jego opis własnego życia i popełnionej zbrodni, któremu krytyka przypisuje wysokie wartości literackie, co ma przemawiać na korzyść zbrodniarza . Pojawia się więc dylemat „grzeszności” samej literatury, skłonnej każdą nieprawość przerabiać na artystyczny efekt, estetyzować zbrodnię, pozostawiając ją bez kary.

Jerzy Jarzębski

Ćwiczenia z rozpaczy, Kraków 2011

 

 

 

Już samo zatytułowanie powieści Nieludzka komedia jest przecież nader ostentacyjnym nawiązaniem do szeregu dzieł europejskiej tradycji literackiej. Pobrzmiewają tu echa Balzaca, Dantego, Krasińskiego, Shakespeare’a i Lopego de Vegi, a po wnikliwszej analizie tekstu dostrzec można również nawiązanie do Sartre’a i literatury tremendystycznej, w szczególności do Rodziny Pascuala Duarte hiszpańskiego noblisty – Camila José Celi. Podobnie jak Pascual Duarte, Emil Król, bohater Nieludzkiej komedii, zdecydowanie daleki od „naturalnie” ludzkiego Emila z traktatu Rousseau, prowadzi swą opowieść zza więziennych krat, beznamiętnie ukazując mechanizmy kryjące się za niespodziewaną eksplozją agresji względem jego ukochanej, pieszczotliwie zwanej Nutką. Historia, która, łącząc cechy powieści pikarejskiej i naturalistycznej, ma wstrząsnąć odbiorcami, jest brutalna, krwawa i przerażająca; to historia morderstwa dokonanego przez na pozór spokojnego polonistę, wydalonego ze szkoły za nieumiejętność poskromienia przywołujących na myśl Dzień świra Koterskiego frustracji i rozczarowania codziennością. Momentem zwrotnym w życiu Króla jest wyznanie Natalii o tym, że spodziewa się dziecka. Powieść Franczaka ukazuje znudzenie Króla, punkt po punkcie realizującego w zgodzie z wymaganiami społecznymi przyjęty a priori życiowy plan, pokazuje też, jak pozorne i kruche jest ciche przyzwolenie na tłumienie indywidualności przez zwyczaje i oczekiwania bliźnich. (…) Franczak żongluje w powieści frazesami i utartymi związkami wyrazowymi o proweniencji romantycznej, nagina semantykę związków frazeologicznych, dekonstruuje zleksykalizowane metafory i pozbawia powagi fragmenty zaczerpnięte z innych tekstów. Bawi się językiem mediów i tendencjami w potocznej i wzorcowej odmianie polszczyzny, kreuje wyimaginowane teksty prasowe i komentarze użytkowników forów internetowych, obrazuje werbalne reakcje społeczne, typowe w obliczu jednostkowych tragedii czy zbiorowych katastrof. Wyśmiewa pryncypialność i krótkowzroczność sądów krytycznoliterackich.  Nie pozostawia suchej nitki na żadnej z obecnych we współczesnych mediach dykcji – od patetyczno-konserwatywnej po silącą się na swobodę i wymuszoną naturalność: dokumentarno-reportażową.

K. Z. Gutkowska

Rocznik Komparatystyczny 2/ 2011

Nečloveška komedija,...

Če naj poskusimo na kratko označiti Nečloveško komedijo Jerzyja Franczaka, potem bi lahko rekli, da gre za provokativen, nihilističen in intelektualno rafiniran roman o sodobnem zločinu in kazni, pa tudi o teži odločitev in odgovornosti. Zgodba je na prvi pogled znana in enostavna: vase zaprt intelektualec se sooča z eksistencialno stisko, izgubi službo, tlačani v fotokopirnici, njegovo dekle pa ravno takrat začuti potrebo, da bi imela otroka … A globlje ko stopamo v pripovedni gozd, več je presenečenj. Avtor besedilo gradi na prenovitvah znanih literarnih motivov in nazadnje nas pripelje do nepričakovanega, grozljivega konca. Lahkoten družbeni roman o neprilagojenosti in občutku neizpolnjenosti se nenadoma zaobrne v groteskno grozljivko.

Nečloveška komedija je izbrana, eruditska igra. Že naslov jasno namiguje na Dantejevo Božansko komedijo in Balzacovo Človeško komedijo, pa tudi na druge svetovne ali poljske klasike, kot so Shakespeare, Lope de Vega, Zygmunt Krasiński … Vendar to delo ni zgolj posrečen kolaž medbesedilnih navezav, prikritih citatov, besedilnih in besednih prenovitev, avtorskih metafor in domislic. Nasprotno, gre za odlično skomponirano, čistokrvno prozo, ki ogromno pove o nas samih. Ogledalo, ki ga Franczak postavlja pred nas, ne prizanaša nikomur. Kot ugotavlja Patrycja Pustkowiak, »bi bila knjiga pravzaprav zelo črnogleda, če ne bi bila – na naše veliko olajšanje – neznansko zabavna«.

Nečloveška komedija je prvi del trilogije, v kateri drugoplanski liki ene knjige stopijo v prvi plan in v naslednji knjigi prevzamejo vlogo pripovedovalca. Tako v romanu Da capo – mračni pripovedi o družinskem nasilju, čustvenem hladu in ujetosti v družbene in spolske vloge – svojo zgodbo opiše Kamil, brat Emila iz Nečloveške komedije, v NN pa več stranskih oseb monologizira nad truplom brezdomca, ki so ga po naključju našli na nočni krakovski ulici.

www.policadubova.org

 

Roman se začne kot zabavna, sproščena, lahkotna prvoosebna pripoved Emila Króla, zafrustriranega učitelja in nadobudnega pisatelja. V njegovem življenju se vrstijo poroke in pogrebi, literarna branja, ljubezenske dogodivščine, prigode članov njegove širše družine... Vse je sicer natančno popisano in analizirano, a nič zelo dramatičnega in posebnega. Izstopa to, da je Emilova zgodba povedana v gibkem, žmohtnem jeziku, polnem literarnih in drugih referenc, inteligentno in duhovito. Jerzyju Franczaku, mlademu poljskemu avtorju, je kar takoj treba priznati, da je v tem smislu zelo močan.

Valentina Plahuta Simčič
http://www.delo.si/kultura 13.08.2014

 

Jerzy Franczak, pisatelj mlade generacije poljskih prozaikov, v svoj roman z naslovom Nečloveška komedija stlači skoraj vse, kar se vanj stlačiti da. Avtotematska proza, ki se loteva predvsem tematike neprilagojenosti posameznika in pisanja iz pozicije neprilagojenega, se začne lahkotno in zabavljaško. Pripoved v svojem cinizmu namreč prav ljubko napleta Emil Król, pisatelj in zafrustriran humanist – ljudomrznež. Z zajedljivim humorjem komentira prigode lastne družine, pa pisateljevanje, delo učitelja v šoli. Materinstvo denimo primerja s prehranskim dodatkom, življenje v dvoje pa opiše kot »Skupaj je lažje, tema je manj strašna in človek ne razmišlja toliko.« Zabavno torej, aha, si pritrjuje molj, dokler se ob branju ne začne utapljati v fragmentarni medbesedilni reki meta- in avtonavezav, digresij ter vsakovrstnega svobodnega nakladanja pripovedovalca - pisatelja, ki variirajo vse od Mlade Poljske pa do Biblije, do večglasne ferdidurkaste resničnosti Gombrowicza, očitnih Dantejevih krogov pekla, Dostojevskega in še koga. Zazdi se, kot da bi Franczak v strahu pred izčrpanostjo literature ali pa v iskanju mej metafikcije v romanesknem kotlu zmešal vse, kar mu lastna načitanost nudi; vse skupaj pa se žal, vsaj sprva, okuša kot prenasičena literarna juha iz vrečke. Pa se vrnimo k zgodbi. Emil, pripovedovalec, torej piše o vseh idiotizmih, ki ga živcirajo, njegov svet je svet občega razočaranja nad ljudmi - idioti, osebne tragedije ljudi, ki so, kot že rečeno – idioti, pa so zatorej izkrivljeno smešne. Ob izgubi službe prestopi meje povprečnega cinika; najprej glasno začne izrekati vse tisto, kar je poprej zadrževal v sebi. »Jaz sem ves čas resen in tega te je groza,« reče svoji punci po tem, ko ji navrže nekaj ostrih o njeni pobožnosti. Na tej točki se zgodi preskok iz komičnega v tragikomično; Emil, ki je imel v življenju vse predispozicije za zgledno povprečnost, se odloči za neposlušnost; ne bo imel otroka, ne bo dolgočasen učitelj, ki liže rit ravnatelju, ne bo imel stabilnega in urejenega življenja. Iz pustega sveta puščobnih ljudi tako Emil ob zavestni odločitvi, da se odreče vsemu, na koncu prestopi v nečloveškost zločina brez motiva v maniri Dostojevskega, takšnemu, ki mu pritiče tudi sprejetje posledic svoje odločitve.

Petra Meterc

http://radiostudent.si/kultura/kosilo-nekega-molja/jerzy-franczak-nečloveška-komedija

Če naj poskusimo na kratko označiti Nečloveško komedijo Jerzyja Franczaka, potem bi lahko rekli, da gre za provokativen, nihilističen in intelektualno rafiniran roman o sodobnem zločinu in kazni, pa tudi o teži odločitev in odgovornosti. Zgodba je na prvi pogled znana in enostavna: vase zaprt intelektualec se sooča z eksistencialno stisko, izgubi službo, tlačani v fotokopirnici, njegovo dekle pa ravno takrat začuti potrebo, da bi imela otroka … A globlje ko stopamo v pripovedni gozd, več je presenečenj. Avtor besedilo gradi na prenovitvah znanih literarnih motivov in nazadnje nas pripelje do nepričakovanega, grozljivega konca. Lahkoten družbeni roman o neprilagojenosti in občutku neizpolnjenosti se nenadoma zaobrne v groteskno grozljivko.

Nečloveška komedija je izbrana, eruditska igra. Že naslov jasno namiguje na Dantejevo Božansko komedijo in Balzacovo Človeško komedijo, pa tudi na druge svetovne ali poljske klasike, kot so Shakespeare, Lope de Vega, Zygmunt Krasiński … Vendar to delo ni zgolj posrečen kolaž medbesedilnih navezav, prikritih citatov, besedilnih in besednih prenovitev, avtorskih metafor in domislic. Nasprotno, gre za odlično skomponirano, čistokrvno prozo, ki ogromno pove o nas samih. Ogledalo, ki ga Franczak postavlja pred nas, ne prizanaša nikomur. Kot ugotavlja Patrycja Pustkowiak, »bi bila knjiga pravzaprav zelo črnogleda, če ne bi bila – na naše veliko olajšanje – neznansko zabavna«.

Nečloveška komedija je prvi del trilogije, v kateri drugoplanski liki ene knjige stopijo v prvi plan in v naslednji knjigi prevzamejo vlogo pripovedovalca. Tako v romanu Da capo – mračni pripovedi o družinskem nasilju, čustvenem hladu in ujetosti v družbene in spolske vloge – svojo zgodbo opiše Kamil, brat Emila iz Nečloveške komedije, v NN pa več stranskih oseb monologizira nad truplom brezdomca, ki so ga po naključju našli na nočni krakovski ulici.

www.policadubova.org

 

Roman se začne kot zabavna, sproščena, lahkotna prvoosebna pripoved Emila Króla, zafrustriranega učitelja in nadobudnega pisatelja. V njegovem življenju se vrstijo poroke in pogrebi, literarna branja, ljubezenske dogodivščine, prigode članov njegove širše družine... Vse je sicer natančno popisano in analizirano, a nič zelo dramatičnega in posebnega. Izstopa to, da je Emilova zgodba povedana v gibkem, žmohtnem jeziku, polnem literarnih in drugih referenc, inteligentno in duhovito. Jerzyju Franczaku, mlademu poljskemu avtorju, je kar takoj treba priznati, da je v tem smislu zelo močan.

Valentina Plahuta Simčič
http://www.delo.si/kultura 13.08.2014

 

Jerzy Franczak, pisatelj mlade generacije poljskih prozaikov, v svoj roman z naslovom Nečloveška komedija stlači skoraj vse, kar se vanj stlačiti da. Avtotematska proza, ki se loteva predvsem tematike neprilagojenosti posameznika in pisanja iz pozicije neprilagojenega, se začne lahkotno in zabavljaško. Pripoved v svojem cinizmu namreč prav ljubko napleta Emil Król, pisatelj in zafrustriran humanist – ljudomrznež. Z zajedljivim humorjem komentira prigode lastne družine, pa pisateljevanje, delo učitelja v šoli. Materinstvo denimo primerja s prehranskim dodatkom, življenje v dvoje pa opiše kot »Skupaj je lažje, tema je manj strašna in človek ne razmišlja toliko.« Zabavno torej, aha, si pritrjuje molj, dokler se ob branju ne začne utapljati v fragmentarni medbesedilni reki meta- in avtonavezav, digresij ter vsakovrstnega svobodnega nakladanja pripovedovalca - pisatelja, ki variirajo vse od Mlade Poljske pa do Biblije, do večglasne ferdidurkaste resničnosti Gombrowicza, očitnih Dantejevih krogov pekla, Dostojevskega in še koga. Zazdi se, kot da bi Franczak v strahu pred izčrpanostjo literature ali pa v iskanju mej metafikcije v romanesknem kotlu zmešal vse, kar mu lastna načitanost nudi; vse skupaj pa se žal, vsaj sprva, okuša kot prenasičena literarna juha iz vrečke. Pa se vrnimo k zgodbi. Emil, pripovedovalec, torej piše o vseh idiotizmih, ki ga živcirajo, njegov svet je svet občega razočaranja nad ljudmi - idioti, osebne tragedije ljudi, ki so, kot že rečeno – idioti, pa so zatorej izkrivljeno smešne. Ob izgubi službe prestopi meje povprečnega cinika; najprej glasno začne izrekati vse tisto, kar je poprej zadrževal v sebi. »Jaz sem ves čas resen in tega te je groza,« reče svoji punci po tem, ko ji navrže nekaj ostrih o njeni pobožnosti. Na tej točki se zgodi preskok iz komičnega v tragikomično; Emil, ki je imel v življenju vse predispozicije za zgledno povprečnost, se odloči za neposlušnost; ne bo imel otroka, ne bo dolgočasen učitelj, ki liže rit ravnatelju, ne bo imel stabilnega in urejenega življenja. Iz pustega sveta puščobnih ljudi tako Emil ob zavestni odločitvi, da se odreče vsemu, na koncu prestopi v nečloveškost zločina brez motiva v maniri Dostojevskega, takšnemu, ki mu pritiče tudi sprejetje posledic svoje odločitve.

Petra Meterc

http://radiostudent.si/kultura/kosilo-nekega-molja/jerzy-franczak-nečloveška-komedija

"Przymierzalnia" rozpoczyna się jak opowieść podróżnika-szaleńca, który relacjonuje, mimo że jedzie donikąd. Nie lubi, żeby było prosto, dlatego opowiadając, korzysta z różnych tricków i literackich chwytów. Czyni to z "Przymierzalni" zeszyt wprawek: o środowisku krakowskich artystów rówieśników, przygodach z literaturą, poruszaniu się po świecie, alkoholowych upodleniach. (...) Narratora Franczaka nie specjalnie przeraża (i przejmuje) rzeczywistość. Chociaż muzą i światłem opowieści pozostaje Ilona, dziewczyna, z którą nie próbuje się dogadać, ani ona, ani autor i narrator w jednej osobie nie mają wpływu na dalszy ciąg fabuły. Na szczęście "Przymierzalnia" jest nie tylko fantazją młodego, piszącego narcyza, który boi się dowiedzieć, czym może być życie, skoro nie jest samym pisaniem. "W ogól wszystko można" - czytamy na końcu książki, gdy nie ma już autora i bohatera. Pokusa, by zrobić podobnie i zbiec z własnego istnienia, może się skończyć dobrze pod jednym warunkiem. Jeśli uciekać, to tylko w literaturę.

Marta Cuber

Polityka 15/ 2008

 

Pytania o formę możliwą i możliwość bezforemności są pytaniami fundamentalnymi. Franczak wiedział, co robi, zabierając się za pisanie tej książki - zna Gombrowicza jak mało kto i (banalizując jedynie odrobinę) nie daje się zrobić w trąbę. Wystawia Jurka, swego bohatera, pisarza i kobieciarza, ironistę i eskapistę na pokusy sytuacyjne, w których ów musi się odnaleźć, czyli ubrać stosownie do okazji. Jerzy poszukuje, całkiem zwyczajnie, siebie, przeglądając się w kolejnych przebraniach, by w końcu paść i zginąć pod ciężarem wiedzy, że w przebraniu jest pusto, i to bynajmniej nie jest obłok w spodniach. Sięga Jerzy po zestawy ludzko-nieludzkie, podkochuje się i się kocha, pracuje w wydawnictwie, pisze, tłumaczy, wędruje i rani tylko po to, by skapitulować i przyjąć do wiadomości, że władza, którą odczuwał była wyłącznie pozorowana. Musi zginąć (ten zestaw do śmierci skroił Franczak zgrabnie), ponieważ całkowita kontrola nie jest możliwa, panowanie nad zdarzeniami możliwe jest w papierowej przestrzeni opowiadania, ale po zamknięciu książki czyha już horror nieobliczalnego.

Anna Marchewka

Lampa 4/ 2008

 

Czyta się "Przymierzalnię" z zapartym tchem, bo labirynt tropów literackich i odniesień do samego procesu tworzenia wciąga nas coraz bardziej i coraz intensywniej w sobie wikła. (...) Jest to sugestywny zapis przyglądania się samemu sobie od wewnątrz i na zewnątrz. To historia twórcy, który przymierza siebie wciąż na nowo; który nie wie, w jakiej kreacji literackiej jest mu najbardziej do twarzy i który próbuje o zdanie zapytać czytelnika. To książka, w jakiej słowa wyskakują z siebie nawzajem i książka, w której słowa się ze sobą biją. (...) Te wszystkie zabiegi o wyrażenie siebie, ta różnorakość form w "Przymierzalni" i ta przejmująca niemożność zdecydowania się na jeden środek wyrazu dla jednej emocji i jednego wrażenia, jest świadectwem chaosu, jaki we własnej jaźni Franczak próbuje ogarnąć. Jest to bowiem także książka poruszająca problem przestrzeni, w jakiej mogą mieścić się opisywane zdarzenia, myśli i emocje. Szuka Franczak tej przestrzeni i im trudniej jest mu ją odnaleźć, tym bardziej dramatyczne staje się napięcie między słowem zapisanym, pomyślanym i przeżytym.

Jarosław Czechowicz

Portret online 40/ 2008

 

Wybawienie nie przychodzi ze strony języka - zdaje się mówić Franczak. Jeśli ktoś, tak jak bohater Przymierzalni, ucieka w literaturę, musi się liczyć z tym, że to właśnie literacki przedstawienie go pogrąży. Jurek o tym nie wie i do końca się nie dowie. To świadomość samego pisarza czy raczej wewnętrznego autora, który pociąga za wszystkie sznurki. Ów nadświadomy "gospodarz opowieści": wymyśla dla Jurka osobliwe "przygody". czysto pisarskie (warsztatowe). Zmusza go do wypowiadania się w różnych stylach i gatunkach (próba zapisu snu, notatnik z podróży, dziennik, formy quasi-reportażowe i inne). Po co to robi? Chyba po to, żeby nas przekonać, że nie ma żadnej różnicy między wejściem w rolę mężczyzny, artysty, pracownika lub w jakąkolwiek inną rolę społeczną i zastosowaniem konwencji literackiej. W tym punkcie dochodzi do spotkania literatury z życiem: nigdy nie wybieramy, zawsze zostajemy wybrani. Nie sposób się wymknąć, niepodobna się uwolnić od scenariuszy, schematów, sztancy. Myśl to wprawdzie nienowa, ale podana przez Jerzego Franczaka inteligentnie i efektownie.

Dariusz Nowacki

Nowe Książki 6/ 2008

 

Jerzy jest w centrum tej opowieści, jego nieustabilizowana osobowość pulsuje i rozlewa się na kartach Przymierzalni, bohater dziwi się drobiazgom, ale zadaje też najważniejsze pytania filozofii podmiotowości: kim jestem? jakie miejsce zajmuję w życiu? Czy ja, to je jeszcze ja, czy może już ktoś inny? Franczak podkreśla skomplikowanie i niejednoznaczność bohatera rozbudowaną i zakręconą warstwą językową Przymierzalni; barokowa stylistyka przemieszana z elementami bajkowości i pamiętnika, urwane wątki i zapętlająca się narracja – to wszystko tworzy klimat pozornego chaosu, w którym Jerzy i świat zdają się pasować do siebie idealnie. W pewnym momencie opowieść Jerzego zaczyna się niepokojąco stabilizować, sam bohater-narrator znika ze sceny. Trudno ten moment przejścia zauważyć, wydaje się bowiem zupełnie naturalny. Ale po kilku stronach takiej uporządkowanej narracji i klarownego stylu dopada nas absolutnie zaskakujące stwierdzenie – brakuje nam Jerzego! Brakuje nam chaotycznej, wiecznie niezdecydowanej i poszukującej osobowości narratora. To jest gra z czytelnikiem, którą Franczak prowadzi na wielu poziomach i posługując się całym arsenałem środków językowych. I muszę przyznać, że wciągnąłem się w tę grę.

Łukasz Kupiec

Kraków, 7-8/ 2009


Kpić łatwo, zmagać się z własnymi demonami prościej niż wyciągnąć dłoń na powitanie, do zobowiązującego uścisku. Tego Jurek nie potrafi. Potrafi za to zdobyć się na dystans z pełną świadomością fałszu podobnej sytuacji. Bo dystans to też rola, tak samo zwyczajna jak pozostałe. Czyż nie w taki sposób myśli o świecie i sobie każdy inteligentny młodzieniec, bezradnie wyruszający w podróż do nieznanej krainy ja w relacji do? Dlatego w "Przymierzalni" nietrudno się odnaleźć, współpoodczuwać, czytając ten podszyty lękiem przed podjęciem poważniejszej decyzji-roli monolog.

Grzegorz Chojnowski

www.radioram.pl

 

Proza Jerzego Franczaka przypomina, że literatura to nie tylko "co", lecz również i przede wszystkim: "jak". Nie wracałbym do tych elementarzowych rozróżnień, gdybym zbyt często nie czytał a to o Iksie podejmującym ważny problem społeczny, a to o Igreku, który umie opowiedzieć interesującą historię, a to wreszcie o Zetce tautologicznie wyjaśniającej, o co chodzi w jej nowej książce. Nie żeby Franczaka nie zajmował świat pozaliteracki, niemniej stawiane przez autora kwestie stają się przekonujące właśnie z powodu zaproponowanego języka. Powracając do wielokroć przerabianych (czyli: przepracowywanych) w kulturze spraw, autor nie tyle (nie tylko) mówi o nich nowym językiem, ile indywidualnie odnawia tematy tożsamości, syntezy, społecznych konwencji, tworzenia literatury. I jest przy tym zbyt dobrym pisarzem - a także literaturoznawcą - by odnawianie miało się skończyć powtórką. (...) Przymierzalnia jest miejscem publicznego odosobnienia (pierwszy paradoks) o wcale dużym potencjale znaczeń. Znajdujące się tam lustra mają pomóc odpowiedzieć na pytanie, jak leży nowy strój. Przymierzający może doznać również bardziej bezpośrednich wrażeń cielesnych, gdy ubranie okazuje się za ciasne. W każdym razie wchodzi się do tego miejsca z nadzieją odnowienia - o stopniu zależnym od proporcji pomiędzy "ja" a strojem. W powieści Franczaka przymierza się kulturę. Bohaterów nawiedza niekiedy niepokój, wywołany ograniczeniem (czyli ciasnotą) ciała, do którego, jako do siedliska nieczystej biochemii, żywią cokolwiek manichejską niechęć. Proces wychowania i historia kultury to również opanowywanie cielesnego brudu. Ale co dalej? Kulturowe stroje wydają się raczej sytuacyjnymi przebierankami, z wielu powodów niezadowalającymi. Można zatem stosować na przykład "musztrę czy mantrę" (znakomita gra słów, choć groźnie od niej wieje), także i te ubrania wcześniej czy później się przenicują. Historie z "Przymierzalni" są próbowane, zaczynane na nowo, stają się co najwyżej (realizowanymi z wielką sprawnością i rozmachem) możliwościami, także stylistycznymi i międzytekstowymi.

Adam Poprawa

Tygodnik Powszechny 9-10/ 2008

 

Przymierzalnia korzysta z form antypowieściowych, składa się z przymiarek do fabuł. To taka garderoba konwencji i stylów literackich, choć narrator, podobnie jak Irzykowski, szuka tu czegoś na kształt duszy. Cóż, kiedy główny aktor, autor tej powieści, nigdy nie wyjdzie na scenę. Sceny już nie ma, została za to obszerna zapadnia prowadząca z powrotem do garderoby, jako że głębia i wertykalność odeszły do lamusa. Mamy papier i powierzchnię. (...) Franczak doświadcza modernistycznego kryzysu i, tak jak wielcy mistrzowie, chciałby ulec fikcji, lecz jednocześnie obezwładnia go postne znużenie. Stawia wobec tego na mnożenie konfabulacji, odkrywanie ja jedynie poprzez kulturowe i literackie tożsamości. To dlatego autor Przymierzalni wciąż rozpoczyna i porzuca różne narracje. Gdy w końcu zacznie na dobre, zostawi bohaterów w powieści, a sam zniknie gdzieś po drugiej, niewysławialnej stronie. Ale nawet w miejscu, w którym powinien dotrzeć do świata, zapada się w rytm frazesów parodiujących nauki poradników i dezyderaty. Franczak usiłuje rozruszać powieściową konstrukcję tak, by utrzymać ją w stanie ciągłej niegotowości i bezkształtności, siebie zaś pozostawić w stanie pewnej nieokreśloności. Twórcza wolność pisarza polega na pielęgnowaniu własnej niedojrzałości i gotowości do wiecznego debiutowania.

Aldona Kopkiewicz

Opcje 3/ 2008

 

 

Bohater książki Jerzego Franczaka jest – jak autor książki – młodym, zdolnym poetą i pisarzem mieszkającym w Krakowie. Autor jednak wyraźnie dystansuje się od swej postaci literackiej, biorąc jej egzystencję w ironiczny nawias. Głównym kłopotem Jurka z "Przymierzalni" jest brak wyrazistej tożsamości i skrystalizowanych planów życiowych, bycie pisarzem jest bowiem dziwaczną profesją: skazuje na nieustanne opracowywanie własnego życia przy pomocy środków literackich, opowiadanie go, co oznacza zawsze – przenoszenie z domeny realności w świat fikcji, gdzie za nic nie trzeba do końca brać odpowiedzialności, a rzeczy i ludzie w każdej chwili mogą zostać poddani korekcie, karykaturującemu przerysowaniu lub wręcz anihilacji. Jurek żyje wśród kolegów i koleżanek równie jak on borykających się z nierzeczywistością otaczającego ich świata i z sztucznością ról, które odgrywają. Można powiedzieć, że wszyscy przebywają w tytułowej "przymierzalni". Wypróbowuje się tam gotowe osobowości-maski, które wymienia się w daremnym poszukiwaniu tej, która by "pasowała” do twarzy. Jest to w jednej chwili problem egzystencjalny – i przednia zabawa literacka, bo maski to jednocześnie czynne w środowisku literatów i miłośników literatury zbiory języków i cytatów. Dlatego Jurek, znalazłszy na pewien czas pracę w wydawnictwie, może "poprawiony" przez Gombrowicza w prowokacyjnej książeczce O Dantem tekst "Boskiej Komedii" "poprawiać" na nowo – przywracając mu poprzedni kształt. Nie zawsze jednak zabawy literackie i przebieranie w maskach są tu działalnością jedynie ludyczną: Jurek, jego dziewczyna i koledzy borykają się z autentycznym głodem rzeczywistych wartości i z niemożnością przeżywania świata na serio, a jeśli nawet "Przymierzalnia" skojarzy się komuś z książkami nurtu "banalizmu", to pytania, jakie się w niej zadaje, do banalizmu nie przystają – bliżej już od nich do bardzo starej i bardzo poważnej filozoficznej kwestii: "jak żyć?"

Jerzy Jarzębski

New Books from Poland - Fall 2008

 

To, że nie znajdziemy w Przymierzalni fabuły, nie oznacza braku realizmu czy nudy teoretycznoliterackich wynurzeń. Diagnozy i obserwacje z książki Franczaka urzekają bystrością sądów i nienachalnym humorem zanurzonych w codzienności scenek. Mamy tu zatem niezliczone intertekstualne nawiązania (w tym to wyraźnie niekryte - do Gombrowicza), synkretyzm gatunkowy, podsłuchiwane języki współczesnej rzeczywistości, oniryzm i wiele innych, bardzo nienowatorskich zabiegów literackich, celowo przed nami rozłożonych i zapraszających do zabawy w śledzenie procesu pisania. (...) Jednym z głównych konceptów Przymierzalni jest płynne przechodzenie pomiędzy światem hiperrealistycznym a światem absurdalnym, które tworzy właściwy grotesce stan przeładowania. Świat Przymierzalni zasiedlają byty podpatrzone, istniejące i mnożone wciąż niemożliwe hybrydy w rodzaju "Futrzanej Filiżanki", kufla w kształcie skarbonki czy "Małej, Kwaśnej Rybki z Pestkami". Przestrzeń powieści pączkuje, każdy drobny element tekstowej rzeczywistości domaga się epitetu, a efekt tych pączkowań jest taki, że już po chwili zdezorientowany, uwiedziony czytelnik zapomina o "Futrzanych Filiżankach", o nazbyt skomplikowanej fabule, którejś już kolejnej opowiastce, a pozbywszy się tego obciążenia, bawi się kolejną i kolejną...

Sonia Gwóźdż

Pogranicza 5/ 2008


Osnowę fabularną potraktować trzeba jako ramę - Franczak bardzo sprawnie korzysta z przywołanych dykcji i wzorców gatunkowych, lecz jest to zaledwie parodystyczne "przymierze", które nie pozwala poważnie potraktować "ujawnienia niewystarczalności konwencji językowej" czy "demaskowania totalizujących właściwości klasycznej narracji". Znakomitość tej książki nie mieści się w jej "flęźniowatości", ale przede wszystkim w tym, jak Franczak wykorzystuje ową właściwość tekstu do uwodzenia czytelnika i ciągłej zgrywy narratora, jak umiejętnie korzysta ze strategii autotematycznej (ukształtowanej wyraźnie w duchu postmodernistycznym) do wywołania efektów komicznych. (...) Co prawda w ostatnim numerowanym fragmencie autor podrzuca nam jeszcze garść "mądrości życiowych", namiastkę globalnego sensu, ale rady te ukształtowane są na modłę płytkich poradników algorytmicznego bełkotu różnych "dostępnych w ofercie" światopoglądów. Cóż, ostatnim "ćwiczeniem" specyficznego poradnika jest przygotowanie do śmierci. Nie warto jednak ufać tej pesymistycznej zapowiedzi: nie raz zdarzyło się narratorowi Przymierzalni zniknąć z tekstu, a ten - mimo wszystko - trwa i wciąż zadziwia.

Wojciech Rusinek

FA-art 4/ 2008

 

 

"Przymierzalna" to z pozoru powieść o, jak mówi wydawca, "poszukiwaniu tożsamości". Dokonuje jej główny bohater, młody pisarz. Niedopasowany, nieco zbuntowany wobec świata w zastanym kształcie usiłuje nadać rzeczywistości nowe znaczenia. To nie jest równa walka, choć narrator dysponuje potężną bronią - słowem. To dzięki niemu - metaforom, pracy wyobraźni, szukaniu gatunków, a czasem wręcz ocierającemu się o wulgarną dosadność obrazowaniu - narrator zwycięża. A wraz z nim autor.

Marcin Wilk

Dziennik Polski, 18.06.2009

 

 

The main problem for Jurek in The fitting Room is his lack of a defined identity or fixed life plan, beacause beeing a writer is a bizarre profession: it condemns him to endless revision of his life with the help of litterary means, telling the story of it, which always means shifting from the realm of reality into the worls of fiction, where you don’t have to take responsibility for anything, and at any moment people and things can be subjected to correction, revisions that results in caricature, ot total anihilation. Jurek lives among male and female friends who, like him, are struggling with the unreality of the worls around them and with the artificiality of the roles they are playing. We could say that they are all stuck in the “fitting room” of the title. There they try on ready-made personality masks, which they keep swapping in a futile search for one that “fits” their faces. All at once this is an existential problem – and an excellent litterary game, beacause the masks are at the same time sets of languages and quotations that are actively used within the milieu of writers and lovers of literature.

Jerzy Jarzębski

New Books from Poland - Fall 2008

« Przymierzalnia, Korporacja Ha!art, Kraków 2008

"Przymierzalnia" rozpoczyna się jak opowieść podróżnika-szaleńca, który relacjonuje, mimo że jedzie donikąd. Nie lubi, żeby było prosto, dlatego opowiadając, korzysta z różnych tricków i literackich chwytów. Czyni to z "Przymierzalni" zeszyt wprawek: o środowisku krakowskich artystów rówieśników, przygodach z literaturą, poruszaniu się po świecie, alkoholowych upodleniach. (...) Narratora Franczaka nie specjalnie przeraża (i przejmuje) rzeczywistość. Chociaż muzą i światłem opowieści pozostaje Ilona, dziewczyna, z którą nie próbuje się dogadać, ani ona, ani autor i narrator w jednej osobie nie mają wpływu na dalszy ciąg fabuły. Na szczęście "Przymierzalnia" jest nie tylko fantazją młodego, piszącego narcyza, który boi się dowiedzieć, czym może być życie, skoro nie jest samym pisaniem. "W ogól wszystko można" - czytamy na końcu książki, gdy nie ma już autora i bohatera. Pokusa, by zrobić podobnie i zbiec z własnego istnienia, może się skończyć dobrze pod jednym warunkiem. Jeśli uciekać, to tylko w literaturę.

Marta Cuber

Polityka 15/ 2008

 

Pytania o formę możliwą i możliwość bezforemności są pytaniami fundamentalnymi. Franczak wiedział, co robi, zabierając się za pisanie tej książki - zna Gombrowicza jak mało kto i (banalizując jedynie odrobinę) nie daje się zrobić w trąbę. Wystawia Jurka, swego bohatera, pisarza i kobieciarza, ironistę i eskapistę na pokusy sytuacyjne, w których ów musi się odnaleźć, czyli ubrać stosownie do okazji. Jerzy poszukuje, całkiem zwyczajnie, siebie, przeglądając się w kolejnych przebraniach, by w końcu paść i zginąć pod ciężarem wiedzy, że w przebraniu jest pusto, i to bynajmniej nie jest obłok w spodniach. Sięga Jerzy po zestawy ludzko-nieludzkie, podkochuje się i się kocha, pracuje w wydawnictwie, pisze, tłumaczy, wędruje i rani tylko po to, by skapitulować i przyjąć do wiadomości, że władza, którą odczuwał była wyłącznie pozorowana. Musi zginąć (ten zestaw do śmierci skroił Franczak zgrabnie), ponieważ całkowita kontrola nie jest możliwa, panowanie nad zdarzeniami możliwe jest w papierowej przestrzeni opowiadania, ale po zamknięciu książki czyha już horror nieobliczalnego.

Anna Marchewka

Lampa 4/ 2008

 

Czyta się "Przymierzalnię" z zapartym tchem, bo labirynt tropów literackich i odniesień do samego procesu tworzenia wciąga nas coraz bardziej i coraz intensywniej w sobie wikła. (...) Jest to sugestywny zapis przyglądania się samemu sobie od wewnątrz i na zewnątrz. To historia twórcy, który przymierza siebie wciąż na nowo; który nie wie, w jakiej kreacji literackiej jest mu najbardziej do twarzy i który próbuje o zdanie zapytać czytelnika. To książka, w jakiej słowa wyskakują z siebie nawzajem i książka, w której słowa się ze sobą biją. (...) Te wszystkie zabiegi o wyrażenie siebie, ta różnorakość form w "Przymierzalni" i ta przejmująca niemożność zdecydowania się na jeden środek wyrazu dla jednej emocji i jednego wrażenia, jest świadectwem chaosu, jaki we własnej jaźni Franczak próbuje ogarnąć. Jest to bowiem także książka poruszająca problem przestrzeni, w jakiej mogą mieścić się opisywane zdarzenia, myśli i emocje. Szuka Franczak tej przestrzeni i im trudniej jest mu ją odnaleźć, tym bardziej dramatyczne staje się napięcie między słowem zapisanym, pomyślanym i przeżytym.

Jarosław Czechowicz

Portret online 40/ 2008

 

Wybawienie nie przychodzi ze strony języka - zdaje się mówić Franczak. Jeśli ktoś, tak jak bohater Przymierzalni, ucieka w literaturę, musi się liczyć z tym, że to właśnie literacki przedstawienie go pogrąży. Jurek o tym nie wie i do końca się nie dowie. To świadomość samego pisarza czy raczej wewnętrznego autora, który pociąga za wszystkie sznurki. Ów nadświadomy "gospodarz opowieści": wymyśla dla Jurka osobliwe "przygody". czysto pisarskie (warsztatowe). Zmusza go do wypowiadania się w różnych stylach i gatunkach (próba zapisu snu, notatnik z podróży, dziennik, formy quasi-reportażowe i inne). Po co to robi? Chyba po to, żeby nas przekonać, że nie ma żadnej różnicy między wejściem w rolę mężczyzny, artysty, pracownika lub w jakąkolwiek inną rolę społeczną i zastosowaniem konwencji literackiej. W tym punkcie dochodzi do spotkania literatury z życiem: nigdy nie wybieramy, zawsze zostajemy wybrani. Nie sposób się wymknąć, niepodobna się uwolnić od scenariuszy, schematów, sztancy. Myśl to wprawdzie nienowa, ale podana przez Jerzego Franczaka inteligentnie i efektownie.

Dariusz Nowacki

Nowe Książki 6/ 2008

 

Jerzy jest w centrum tej opowieści, jego nieustabilizowana osobowość pulsuje i rozlewa się na kartach Przymierzalni, bohater dziwi się drobiazgom, ale zadaje też najważniejsze pytania filozofii podmiotowości: kim jestem? jakie miejsce zajmuję w życiu? Czy ja, to je jeszcze ja, czy może już ktoś inny? Franczak podkreśla skomplikowanie i niejednoznaczność bohatera rozbudowaną i zakręconą warstwą językową Przymierzalni; barokowa stylistyka przemieszana z elementami bajkowości i pamiętnika, urwane wątki i zapętlająca się narracja – to wszystko tworzy klimat pozornego chaosu, w którym Jerzy i świat zdają się pasować do siebie idealnie. W pewnym momencie opowieść Jerzego zaczyna się niepokojąco stabilizować, sam bohater-narrator znika ze sceny. Trudno ten moment przejścia zauważyć, wydaje się bowiem zupełnie naturalny. Ale po kilku stronach takiej uporządkowanej narracji i klarownego stylu dopada nas absolutnie zaskakujące stwierdzenie – brakuje nam Jerzego! Brakuje nam chaotycznej, wiecznie niezdecydowanej i poszukującej osobowości narratora. To jest gra z czytelnikiem, którą Franczak prowadzi na wielu poziomach i posługując się całym arsenałem środków językowych. I muszę przyznać, że wciągnąłem się w tę grę.

Łukasz Kupiec

Kraków, 7-8/ 2009


Kpić łatwo, zmagać się z własnymi demonami prościej niż wyciągnąć dłoń na powitanie, do zobowiązującego uścisku. Tego Jurek nie potrafi. Potrafi za to zdobyć się na dystans z pełną świadomością fałszu podobnej sytuacji. Bo dystans to też rola, tak samo zwyczajna jak pozostałe. Czyż nie w taki sposób myśli o świecie i sobie każdy inteligentny młodzieniec, bezradnie wyruszający w podróż do nieznanej krainy ja w relacji do? Dlatego w "Przymierzalni" nietrudno się odnaleźć, współpoodczuwać, czytając ten podszyty lękiem przed podjęciem poważniejszej decyzji-roli monolog.

Grzegorz Chojnowski

www.radioram.pl

 

Proza Jerzego Franczaka przypomina, że literatura to nie tylko "co", lecz również i przede wszystkim: "jak". Nie wracałbym do tych elementarzowych rozróżnień, gdybym zbyt często nie czytał a to o Iksie podejmującym ważny problem społeczny, a to o Igreku, który umie opowiedzieć interesującą historię, a to wreszcie o Zetce tautologicznie wyjaśniającej, o co chodzi w jej nowej książce. Nie żeby Franczaka nie zajmował świat pozaliteracki, niemniej stawiane przez autora kwestie stają się przekonujące właśnie z powodu zaproponowanego języka. Powracając do wielokroć przerabianych (czyli: przepracowywanych) w kulturze spraw, autor nie tyle (nie tylko) mówi o nich nowym językiem, ile indywidualnie odnawia tematy tożsamości, syntezy, społecznych konwencji, tworzenia literatury. I jest przy tym zbyt dobrym pisarzem - a także literaturoznawcą - by odnawianie miało się skończyć powtórką. (...) Przymierzalnia jest miejscem publicznego odosobnienia (pierwszy paradoks) o wcale dużym potencjale znaczeń. Znajdujące się tam lustra mają pomóc odpowiedzieć na pytanie, jak leży nowy strój. Przymierzający może doznać również bardziej bezpośrednich wrażeń cielesnych, gdy ubranie okazuje się za ciasne. W każdym razie wchodzi się do tego miejsca z nadzieją odnowienia - o stopniu zależnym od proporcji pomiędzy "ja" a strojem. W powieści Franczaka przymierza się kulturę. Bohaterów nawiedza niekiedy niepokój, wywołany ograniczeniem (czyli ciasnotą) ciała, do którego, jako do siedliska nieczystej biochemii, żywią cokolwiek manichejską niechęć. Proces wychowania i historia kultury to również opanowywanie cielesnego brudu. Ale co dalej? Kulturowe stroje wydają się raczej sytuacyjnymi przebierankami, z wielu powodów niezadowalającymi. Można zatem stosować na przykład "musztrę czy mantrę" (znakomita gra słów, choć groźnie od niej wieje), także i te ubrania wcześniej czy później się przenicują. Historie z "Przymierzalni" są próbowane, zaczynane na nowo, stają się co najwyżej (realizowanymi z wielką sprawnością i rozmachem) możliwościami, także stylistycznymi i międzytekstowymi.

Adam Poprawa

Tygodnik Powszechny 9-10/ 2008

 

Przymierzalnia korzysta z form antypowieściowych, składa się z przymiarek do fabuł. To taka garderoba konwencji i stylów literackich, choć narrator, podobnie jak Irzykowski, szuka tu czegoś na kształt duszy. Cóż, kiedy główny aktor, autor tej powieści, nigdy nie wyjdzie na scenę. Sceny już nie ma, została za to obszerna zapadnia prowadząca z powrotem do garderoby, jako że głębia i wertykalność odeszły do lamusa. Mamy papier i powierzchnię. (...) Franczak doświadcza modernistycznego kryzysu i, tak jak wielcy mistrzowie, chciałby ulec fikcji, lecz jednocześnie obezwładnia go postne znużenie. Stawia wobec tego na mnożenie konfabulacji, odkrywanie ja jedynie poprzez kulturowe i literackie tożsamości. To dlatego autor Przymierzalni wciąż rozpoczyna i porzuca różne narracje. Gdy w końcu zacznie na dobre, zostawi bohaterów w powieści, a sam zniknie gdzieś po drugiej, niewysławialnej stronie. Ale nawet w miejscu, w którym powinien dotrzeć do świata, zapada się w rytm frazesów parodiujących nauki poradników i dezyderaty. Franczak usiłuje rozruszać powieściową konstrukcję tak, by utrzymać ją w stanie ciągłej niegotowości i bezkształtności, siebie zaś pozostawić w stanie pewnej nieokreśloności. Twórcza wolność pisarza polega na pielęgnowaniu własnej niedojrzałości i gotowości do wiecznego debiutowania.

Aldona Kopkiewicz

Opcje 3/ 2008

 

 

Bohater książki Jerzego Franczaka jest – jak autor książki – młodym, zdolnym poetą i pisarzem mieszkającym w Krakowie. Autor jednak wyraźnie dystansuje się od swej postaci literackiej, biorąc jej egzystencję w ironiczny nawias. Głównym kłopotem Jurka z "Przymierzalni" jest brak wyrazistej tożsamości i skrystalizowanych planów życiowych, bycie pisarzem jest bowiem dziwaczną profesją: skazuje na nieustanne opracowywanie własnego życia przy pomocy środków literackich, opowiadanie go, co oznacza zawsze – przenoszenie z domeny realności w świat fikcji, gdzie za nic nie trzeba do końca brać odpowiedzialności, a rzeczy i ludzie w każdej chwili mogą zostać poddani korekcie, karykaturującemu przerysowaniu lub wręcz anihilacji. Jurek żyje wśród kolegów i koleżanek równie jak on borykających się z nierzeczywistością otaczającego ich świata i z sztucznością ról, które odgrywają. Można powiedzieć, że wszyscy przebywają w tytułowej "przymierzalni". Wypróbowuje się tam gotowe osobowości-maski, które wymienia się w daremnym poszukiwaniu tej, która by "pasowała” do twarzy. Jest to w jednej chwili problem egzystencjalny – i przednia zabawa literacka, bo maski to jednocześnie czynne w środowisku literatów i miłośników literatury zbiory języków i cytatów. Dlatego Jurek, znalazłszy na pewien czas pracę w wydawnictwie, może "poprawiony" przez Gombrowicza w prowokacyjnej książeczce O Dantem tekst "Boskiej Komedii" "poprawiać" na nowo – przywracając mu poprzedni kształt. Nie zawsze jednak zabawy literackie i przebieranie w maskach są tu działalnością jedynie ludyczną: Jurek, jego dziewczyna i koledzy borykają się z autentycznym głodem rzeczywistych wartości i z niemożnością przeżywania świata na serio, a jeśli nawet "Przymierzalnia" skojarzy się komuś z książkami nurtu "banalizmu", to pytania, jakie się w niej zadaje, do banalizmu nie przystają – bliżej już od nich do bardzo starej i bardzo poważnej filozoficznej kwestii: "jak żyć?"

Jerzy Jarzębski

New Books from Poland - Fall 2008

 

To, że nie znajdziemy w Przymierzalni fabuły, nie oznacza braku realizmu czy nudy teoretycznoliterackich wynurzeń. Diagnozy i obserwacje z książki Franczaka urzekają bystrością sądów i nienachalnym humorem zanurzonych w codzienności scenek. Mamy tu zatem niezliczone intertekstualne nawiązania (w tym to wyraźnie niekryte - do Gombrowicza), synkretyzm gatunkowy, podsłuchiwane języki współczesnej rzeczywistości, oniryzm i wiele innych, bardzo nienowatorskich zabiegów literackich, celowo przed nami rozłożonych i zapraszających do zabawy w śledzenie procesu pisania. (...) Jednym z głównych konceptów Przymierzalni jest płynne przechodzenie pomiędzy światem hiperrealistycznym a światem absurdalnym, które tworzy właściwy grotesce stan przeładowania. Świat Przymierzalni zasiedlają byty podpatrzone, istniejące i mnożone wciąż niemożliwe hybrydy w rodzaju "Futrzanej Filiżanki", kufla w kształcie skarbonki czy "Małej, Kwaśnej Rybki z Pestkami". Przestrzeń powieści pączkuje, każdy drobny element tekstowej rzeczywistości domaga się epitetu, a efekt tych pączkowań jest taki, że już po chwili zdezorientowany, uwiedziony czytelnik zapomina o "Futrzanych Filiżankach", o nazbyt skomplikowanej fabule, którejś już kolejnej opowiastce, a pozbywszy się tego obciążenia, bawi się kolejną i kolejną...

Sonia Gwóźdż

Pogranicza 5/ 2008


Osnowę fabularną potraktować trzeba jako ramę - Franczak bardzo sprawnie korzysta z przywołanych dykcji i wzorców gatunkowych, lecz jest to zaledwie parodystyczne "przymierze", które nie pozwala poważnie potraktować "ujawnienia niewystarczalności konwencji językowej" czy "demaskowania totalizujących właściwości klasycznej narracji". Znakomitość tej książki nie mieści się w jej "flęźniowatości", ale przede wszystkim w tym, jak Franczak wykorzystuje ową właściwość tekstu do uwodzenia czytelnika i ciągłej zgrywy narratora, jak umiejętnie korzysta ze strategii autotematycznej (ukształtowanej wyraźnie w duchu postmodernistycznym) do wywołania efektów komicznych. (...) Co prawda w ostatnim numerowanym fragmencie autor podrzuca nam jeszcze garść "mądrości życiowych", namiastkę globalnego sensu, ale rady te ukształtowane są na modłę płytkich poradników algorytmicznego bełkotu różnych "dostępnych w ofercie" światopoglądów. Cóż, ostatnim "ćwiczeniem" specyficznego poradnika jest przygotowanie do śmierci. Nie warto jednak ufać tej pesymistycznej zapowiedzi: nie raz zdarzyło się narratorowi Przymierzalni zniknąć z tekstu, a ten - mimo wszystko - trwa i wciąż zadziwia.

Wojciech Rusinek

FA-art 4/ 2008

 

 

"Przymierzalna" to z pozoru powieść o, jak mówi wydawca, "poszukiwaniu tożsamości". Dokonuje jej główny bohater, młody pisarz. Niedopasowany, nieco zbuntowany wobec świata w zastanym kształcie usiłuje nadać rzeczywistości nowe znaczenia. To nie jest równa walka, choć narrator dysponuje potężną bronią - słowem. To dzięki niemu - metaforom, pracy wyobraźni, szukaniu gatunków, a czasem wręcz ocierającemu się o wulgarną dosadność obrazowaniu - narrator zwycięża. A wraz z nim autor.

Marcin Wilk

Dziennik Polski, 18.06.2009

 

 

The main problem for Jurek in The fitting Room is his lack of a defined identity or fixed life plan, beacause beeing a writer is a bizarre profession: it condemns him to endless revision of his life with the help of litterary means, telling the story of it, which always means shifting from the realm of reality into the worls of fiction, where you don’t have to take responsibility for anything, and at any moment people and things can be subjected to correction, revisions that results in caricature, ot total anihilation. Jurek lives among male and female friends who, like him, are struggling with the unreality of the worls around them and with the artificiality of the roles they are playing. We could say that they are all stuck in the “fitting room” of the title. There they try on ready-made personality masks, which they keep swapping in a futile search for one that “fits” their faces. All at once this is an existential problem – and an excellent litterary game, beacause the masks are at the same time sets of languages and quotations that are actively used within the milieu of writers and lovers of literature.

Jerzy Jarzębski

New Books from Poland - Fall 2008

Převlékárna,...

Převlékárna by se dala nejjednodušeji opsat jako záznam každodenních zážitků autora a jeho múzy/milenky („Ilona je dobrou duší tohoto románu.“). Próza života je naplněna, jak se můžeme dočíst na konci v „navrhovaném obsahu“, Poznámkami z cest, Deníkem génia, Zápisky sebevraha, Vyprávěním o umělcích, Pohlednicí z prázdnin, Přerušenou zpovědí atd. - cestami, prací (s odkazem na špatné překladatele v Danteho Pekle!), krakovskými hospůdkami, mužsko-ženskými přátelskými vztahy, tvůrčí neschopností kolegů, již píší… A jak se lze domyslet, nejvíce fascinující není obsah sám o sobě, ale konstrukce a okamžitá dekonstrukce světů, lží, které se stanou pravdou, sny a fakta přeceděná přes síto imaginace. Převlékárna je totiž tak trochu jako puzzle, jako skládanka, jako nebe-peklo-ráj, kde některé úryvky z různých „kapitol“ do sebe zapadají a navazují jako kostičky v dominu. Spisovatel Jurek je jako znavený tvůrce pocitů z goffmannovského divadla každodenního života, s tím rozdílem, že jeho dílo se netýká života jako takového, leč psaní. Ten, kdo dává přednost jasným příběhům a jednoduchému vyprávění, může být dezorientován. Převlékárna je kniha autotematická, ba dokonce autotelická. Vedlejší linie přerůstají do zcela autonomních historek a nakonec vše končí spisovatelovým zmizením.

Przymierzalnię najprościej można chyba określić jako zapis codzienności pisarza i jego muzy/kochanki. Jak można się domyślić najbardziej fascynująca jest nie treść sama w sobie, ale konstrukcja i raptowna dekonstrukcja światów, kłamstwa, które stają się prawdą, sny i fakty przecedzane przez sito imaginacji. Przymierzalnia jest bowiem trochę jak puzzle, jak układanka, gra w klasy, gdzie niektóre fragmenty z różnych „rozdziałów“ pasują do siebie i łączą jak kostki domino. Jurek, pisarz, jest jak udręczony wytwórca wrażeń z Goffmanowskiego teatru życia codziennego, z tą różnicą, że jego wytwory nie dotyczą życia jako takiego, ale pisania. Zamiast przyjmowania roli społecznej mamy tu przybierane (i przebierane) gatunki literackie – donos, portret, żywot (na wzór żywota świętych), short-story… A pomiędzy tym wszystkim prawdziwe perełki obyczajowe (i językowe) jak na przykład religijność „wierzących i praktykujących“ w scenie opisu mszy świętej albo wizytę Cioci Heli ze wsi, jako wszechogarniający żywioł kultury tradycyjnej czy też melancholijny bezsens powrotów z pracy. Kto woli proste historie i łatwe narracje, może się poczuć zdezorientowany. Przymierzalnia to książka autotematyczna, czy wręcz autoteliczna. Wątki poboczne urastają do zupełnie autonomicznych historii, wszystko zaś kończy się zniknięciem pisarza.

Krystyna Mogilnicka, překlad Bára Gregorová

www.iliteratura.cz

Převlékárna by se dala nejjednodušeji opsat jako záznam každodenních zážitků autora a jeho múzy/milenky („Ilona je dobrou duší tohoto románu.“). Próza života je naplněna, jak se můžeme dočíst na konci v „navrhovaném obsahu“, Poznámkami z cest, Deníkem génia, Zápisky sebevraha, Vyprávěním o umělcích, Pohlednicí z prázdnin, Přerušenou zpovědí atd. - cestami, prací (s odkazem na špatné překladatele v Danteho Pekle!), krakovskými hospůdkami, mužsko-ženskými přátelskými vztahy, tvůrčí neschopností kolegů, již píší… A jak se lze domyslet, nejvíce fascinující není obsah sám o sobě, ale konstrukce a okamžitá dekonstrukce světů, lží, které se stanou pravdou, sny a fakta přeceděná přes síto imaginace. Převlékárna je totiž tak trochu jako puzzle, jako skládanka, jako nebe-peklo-ráj, kde některé úryvky z různých „kapitol“ do sebe zapadají a navazují jako kostičky v dominu. Spisovatel Jurek je jako znavený tvůrce pocitů z goffmannovského divadla každodenního života, s tím rozdílem, že jeho dílo se netýká života jako takového, leč psaní. Ten, kdo dává přednost jasným příběhům a jednoduchému vyprávění, může být dezorientován. Převlékárna je kniha autotematická, ba dokonce autotelická. Vedlejší linie přerůstají do zcela autonomních historek a nakonec vše končí spisovatelovým zmizením.

Przymierzalnię najprościej można chyba określić jako zapis codzienności pisarza i jego muzy/kochanki. Jak można się domyślić najbardziej fascynująca jest nie treść sama w sobie, ale konstrukcja i raptowna dekonstrukcja światów, kłamstwa, które stają się prawdą, sny i fakty przecedzane przez sito imaginacji. Przymierzalnia jest bowiem trochę jak puzzle, jak układanka, gra w klasy, gdzie niektóre fragmenty z różnych „rozdziałów“ pasują do siebie i łączą jak kostki domino. Jurek, pisarz, jest jak udręczony wytwórca wrażeń z Goffmanowskiego teatru życia codziennego, z tą różnicą, że jego wytwory nie dotyczą życia jako takiego, ale pisania. Zamiast przyjmowania roli społecznej mamy tu przybierane (i przebierane) gatunki literackie – donos, portret, żywot (na wzór żywota świętych), short-story… A pomiędzy tym wszystkim prawdziwe perełki obyczajowe (i językowe) jak na przykład religijność „wierzących i praktykujących“ w scenie opisu mszy świętej albo wizytę Cioci Heli ze wsi, jako wszechogarniający żywioł kultury tradycyjnej czy też melancholijny bezsens powrotów z pracy. Kto woli proste historie i łatwe narracje, może się poczuć zdezorientowany. Przymierzalnia to książka autotematyczna, czy wręcz autoteliczna. Wątki poboczne urastają do zupełnie autonomicznych historii, wszystko zaś kończy się zniknięciem pisarza.

Krystyna Mogilnicka, překlad Bára Gregorová

www.iliteratura.cz

» Czytaj fragment

Jego dowcip jest subtelny i zawsze zgaszony refleksją bądź ironią. Anegdoty - smaczne, ale nie sensacyjne. Cytaty - rzadkie, bezbłędnie dobrane. Każda sprawa ujęta zostaje nieco inaczej, tak by nieustannie zmieniał się kąt widzenia, każda myśl frapuje nie tym,czgeodotyczyy, lecz jak została wyprofilowana. Mamy tutaj zarówno dokument wiary w pisarstwo czyste, niezaangażowane, jak i - na swój sposób żarliwe - credo agnostyka. Nie sięgając po języki środowiskowe, jest Franczak wybornym stylistą, nie wdając się w ekshibicjonizmy - jest wzruszająco szczery, zdaje sprawę z istotnych dylematów, jakich dzisiejsi intelektualiści woleliby unikać.

Adam Wiedemann

Nota na okładce "Grawitacji"

 

"Grawitacje" Jerzego Franczaka to udana próba połączenia w jedno kilku co najmniej gatunków powieściowych: bildungsromanu, powieści środowiskowej, swoiście pojmowanego pamiętnika, a także - to chyba najciekawszy wątek - powieści, którą by można nazwać - antropologiczną. Ambicją główną autora, co prześwietla niemal wszystkie sceny tej prozy, było ukazanie człowieka w jego niedokształcie, rozczłonkowaniu, rozbiciu na wiele, często sprzecznych ze sobą, "ja"". (...) Franczak celuje wysoko. Jest książka Franczaka także - jakżeby mogło nie być tego wątku - powieścią o tworzeniu powieści, tekstem o pisaniu, nicowaniu, montowaniu, scalaniu, konstruowaniu, a wreszcie samoistnym deprecjonowaniu i podważaniu konwencji pisanego, więc skłamanego wyznania powieściowego. (...) Ta książka ma szanse na trwałe wpisać się, jeśli nawet nie w kanon klasyczny, to na pewno w ten drugi, tworzony przez żywiołowych kaskaderów literatury.

Jakub Winiarski

www.literackie.pl

 

To waga ciężka, choć książeczka wzrusza kruchością. 123 strony nasycone zdziwieniem nad tym, jak możliwa jest stała płynność, stała zmienność, porządek w rozgardiaszu. Gadającemu "ja", zagadującemu drobne zdarzenia, produkującemu kolejne wersje "siebie" na użytek kolejnych sytuacji, wchodzą w paradę prawdziwe bohaterki "Grawitacji", żona i crka. Narodziy dziewczynki zwanej Sonią ściągnęło "ja" na ziemię na tyle, by nie pozwolło sobie więcej na wycieczki, z których nie da się powrócić. Są obie strażniczkami tego porządku w ruchu, tej płynnej stałości. Banał - można powiedzieć - jak dobrze być razem, jak dobrze kochać i być kochanym, jak dobrze znaleźćswoje miejsce w świcie. Franczak wygrywa, bo nie pozwala sobie na zapomnienie o ludyccznych sapektach literatury, czyli, mówiąc po ludzku, że literatura jest też zabawą, grą. (...) Freanczakowi udaje się - dzięki anegdotom, dzięki podważaniu powagi, , ale i z podmuchem Grozy we włosach - balansować między ciężarem a lekkością.

Anna Marchewka

Lampa 7-8/ 2007

 

Do "Grawitacji" nie pasuje żadne znane określenie: to niby-dziennik przetykany esejem i zalążkami powieści. Można by ten gatunek nazwać, dajmy na to, spacerem, bo prowadzi w różnych kierunkach, tematy łagodnie przechodzą jeden w drugi i pozostaje wrażenie przyjacielskiej rozmowy. Franczak snuje swoją opowieść tak, że mamy ochotę towarzyszyć mu w tym spacerze, czujemy się, jakbyśmy go znali od ładnych kilku lat. Gdyby koniecznie chcieć ustalić, o czym są "Grawitacje", wyszłoby, że to przygody pewnego niespokojnego ducha lub raczej intelektu, osoby, która nieustannie przygląda się z zewnątrz (z przymrużeniem oka) sobie, swojemu życiu, słowom, książkom i zdarzeniom. Przymierza rozmaite życiowe role jak stroje: taty małej Soni, pana Jureczka w podkoszulku i z papierosem, autora na spotkaniu literackim, belfra, poety na literackim spędzie w Paryżu, i wszystkie te ubranka są przykrótkie. (...) Bije z tej książki radosna ciekawość kolejnych wcieleń, słów i zdarzeń. Choć zaczepione jest to wszystko w jakimś środowisku, zamiast opisów knajpianych ekscesów mamy opowieść o wiele bardziej pojemną, czytelną dla wszystkich niespokojnych duchów. Odrębne sfery życia w tej opowieści przenikają się i mają centrum - to, jakkolwiek by patrzeć, dziecinny, zabałaganiony pokój Soni.

Justyna Sobolewska

Przekrój 36/ 2007

 

"Grawitacje" to taka prolegomena do wiedzy o człowieku; próba uchwycenia "całości" w jej rozczłonkowaniu. Kreśląc konkretne zdarzenia, przywołując obrazy z przeszłości, Franczak w istocie zdaje relację z podróży po "różnych światach" w obrębie jednego przecież - naszego - świata. (...) Szczegół ociera się o ogół jak kot o pysk psa. Anegdota brawurowo przechodzi w barwny "pejzaż wewnętrzny", a przemyślenia o charakterze diarystycznym nigdy nie nużą. Są raczej próbą transgresji narratora, autora, świata przedstawionego i w ogóle świata poza słowami, z zewnątrz do wewnątrz i na odwrót. (...) Egzystencjalny ciężar spoczywa na barkach dyskretnej ironii. Nawet bardziej mięsiste żarty mają słodkawy posmak i nigdy nie ociekają krwią. Jest to dowód na "wiarę w pisarstwo czyste, niezaangażowane, jak i - na swój sposób żarliwe - credo agnostyka" - jak powiedział Wiedemann. Dlatego czyta się to błyskawicznie, fantastycznie, z niesłabnącym zainteresowaniem.

Rafał Skonieczny

www.kulturalnytorun.pl

 

Koncentracja na własnym "ego" jest w "Grawitacjach" tak silna, że można posądzić autora o megalomanię, którą ukrywa pod maską swoistej autoironii i niepowtarzalnego wdzięku, pozwalającego tę książkę czytać z uśmiechem na twarzy, chociaż tak często wspomina ona o dramacie tworzenia, oswajania słów, nadawania im znaczeń. Wędrówka przez kolejne strony tej prozy jest drogą, na której co chwila potykamy się o egzystencjalny znak zapytania. Wędrujemy bowiem po materii niepewnej, niedopowiedzianej do końca, niejasnej i niestabilnej. Autor odbywa podróż po orbicie własnych asocjacji, rejestruje wspomnienia miejsc i ruchu, podkreślając jednocześnie bezruch, trwanie gdzieś pomiędzy opisywanymi zdarzeniami. Próbuje zrozumieć kilka ról, w jakich występuje jego "ja" - to ojciec, twórca, obserwator i podmiot migotliwych zdarzeń dziejących się w jakiejś nieokreślonej przestrzeni. Ta podróż wydaje się potrzebna i konieczna, bo wyciąga na światło dzienne niuanse ważne i wymagające zastanowienia się nad nimi. Mamy więc w "Grawitacjach" do czynienia z tekstem konfesyjnym i utylitarnym jednocześnie. Połączenie to frapujące i godne pozazdroszczenia - mało kto bowiem potrafi kobierzec utkany z własnych przeżyć podłożyć pod nogi pozornie obojętnego na te przeżycia społeczeństwa. (...) Ta wdzięczna i ciekawa książeczka nie poddaje się żadnemu polu grawitacyjnemu i stara się za wszelką cenę oderwać się - w sensie metaforycznym i dosłownym - od powszechnego prawa ciążenia, które ogranicza i niewoli. To siedem dobrze napisanych opowiadań, które tworzą specyficzną powieść o istocie tworzenia i akcie doświadczania samego siebie poprzez kreację twórczą.

Jarosław Czechowicz

krytycznymokiem.blogspot.com

 

Czytam tę książkę i czuję się jakbym weszła do czyjegoś domu i zwiedzała wszystkie jego sekretne miejsca, oglądała różne przedmioty. Wszystko, co widzę, choć w gruncie rzeczy inne i na pozór do siebie niepasujące układałoby się w konkretną całość, choć nie do końca możliwą do poznania. Dziwne to porównanie, ale właśnie tak czuję tę książkę. Porusza wiele aspektów życia bohatera (właściwie każdego z nas) - rodziny, przyjaciół, pracy, codziennego życia - wszystko zarejestrowane przez człowieka traktującego je jak teatr, w którym przychodzi nam wcielać się w różne role. Smaku dodają wątki poruszające z lekkim dystansem i uśmiechem problem autotematyzmu - zabawy konstrukcją i przemyślenia na temat pisania .

Agnieszka Świątek

www.freekmag.pl

 

Pisarski patronat w przypadku Grawitacji oznacza dwie rzeczy - umowność formuły dziennika i konstrukcyjny, tekstowy charakter calości (jakodzieło sporządzone przez pisarza wypowiedź Franczaka charakteryzująstrategie tekstowe stosowane przez klasyków potmodernizmu) oraz pokrewieństwo z prozą nieodłącznie związaną z filozofią autora, a więc z tradycjąawangardy. (...) Franczak wydaje się absolutnym nonkonformistą i demistyfikatorem, przy czym jego nieufność i dystans nie są zadziorne czy po grombrowiczowsku heroiczne, ale na sposób egzystencjalistyczny oczywiste: Grawitacje to obnażenie - bezwzględne, trzeźwem, ascetyczne, pozbawione rozpaczy i co tu dużo mówić - wiarygodne, jak wiarygodny być może tylko produkt samoświadomości.

Justyna Cembrowska

FA-art 1/ 2008

 

Grawitacje to esej, dziennik upozowany na opowiadanie, quasi-pamiętnikowy zapis dziejów fascynacji autora i jego "dojrzewania", literacka polemika, errata do rzeczywistości złożonej z faktów i aktów mowy; a także własna, ważniejsza niż samo "działanie", instrukcja obsługi. Przewrotna metoda autora: porzucając "fikcję" na rzecz - ogólnie ujmując - biografistyki, od razu zaznacza on brak zainteresowania dla "myślenia faktami", dla czysto sprawozdawczych możliwości dziennika (wspomniany sen); książka - trochę jakby staroświecko i na przekór dzisiejszym modom - staje się zapisem zainteresowań, pasji i dylematów intelektualisty, podejrzliwego wobec "rzeczywistości" tak samo, jak wobec języka, który ją konstytuuje. (...) Franczak lubi zaskoczyć i lubi to robić, eksploatując do końca przybraną rolę: kiedy tylko zaczyna się robić zbyt "serio" natychmiast porzuca namysł i refleksję, stając się krnąbrnym uczniem, gotowym wszystkim przyczepić do spodni kartkę z napisem "Pocałujcie wy mnie w dupę".

Łukasz Plata

Cegła, IX 2008

 

W Grawitacjach Jerzy Franczak zadaje pytania o rolę narratora i naturę podmiotu – w tradycji, którą chciałoby się nazwać Gombrowiczowską. Pozostaje jednocześnie czujnym kpiarzem i zdolnym satyrykiem, łącząc swoją „poważną działalność” z tym, co można nazwać najprościej „opowiadaniem historyjek”. Przemożna ironia tej książki, nadając jej lekkość i moc, zdaje się zarazem przytłaczająca, niemal paraliżująca – jakikolwiek komentarz nie chce przejść przez gardło czytelnika, który antycypuje już prześmiewczą i błyskotliwą odpowiedź autora. A jednak prozatorski zbiór Franczaka warto – choć nie bez przymrużenia oka – zaklasyfikować jako „małe arcydzieło”.

 Paweł Kaczmarski

http://www.dolnoslaskosc.pl

« Grawitacje, Wydawnictwo Rita Baum, Wrocław 2007.

» Czytaj fragment

Jego dowcip jest subtelny i zawsze zgaszony refleksją bądź ironią. Anegdoty - smaczne, ale nie sensacyjne. Cytaty - rzadkie, bezbłędnie dobrane. Każda sprawa ujęta zostaje nieco inaczej, tak by nieustannie zmieniał się kąt widzenia, każda myśl frapuje nie tym,czgeodotyczyy, lecz jak została wyprofilowana. Mamy tutaj zarówno dokument wiary w pisarstwo czyste, niezaangażowane, jak i - na swój sposób żarliwe - credo agnostyka. Nie sięgając po języki środowiskowe, jest Franczak wybornym stylistą, nie wdając się w ekshibicjonizmy - jest wzruszająco szczery, zdaje sprawę z istotnych dylematów, jakich dzisiejsi intelektualiści woleliby unikać.

Adam Wiedemann

Nota na okładce "Grawitacji"

 

"Grawitacje" Jerzego Franczaka to udana próba połączenia w jedno kilku co najmniej gatunków powieściowych: bildungsromanu, powieści środowiskowej, swoiście pojmowanego pamiętnika, a także - to chyba najciekawszy wątek - powieści, którą by można nazwać - antropologiczną. Ambicją główną autora, co prześwietla niemal wszystkie sceny tej prozy, było ukazanie człowieka w jego niedokształcie, rozczłonkowaniu, rozbiciu na wiele, często sprzecznych ze sobą, "ja"". (...) Franczak celuje wysoko. Jest książka Franczaka także - jakżeby mogło nie być tego wątku - powieścią o tworzeniu powieści, tekstem o pisaniu, nicowaniu, montowaniu, scalaniu, konstruowaniu, a wreszcie samoistnym deprecjonowaniu i podważaniu konwencji pisanego, więc skłamanego wyznania powieściowego. (...) Ta książka ma szanse na trwałe wpisać się, jeśli nawet nie w kanon klasyczny, to na pewno w ten drugi, tworzony przez żywiołowych kaskaderów literatury.

Jakub Winiarski

www.literackie.pl

 

To waga ciężka, choć książeczka wzrusza kruchością. 123 strony nasycone zdziwieniem nad tym, jak możliwa jest stała płynność, stała zmienność, porządek w rozgardiaszu. Gadającemu "ja", zagadującemu drobne zdarzenia, produkującemu kolejne wersje "siebie" na użytek kolejnych sytuacji, wchodzą w paradę prawdziwe bohaterki "Grawitacji", żona i crka. Narodziy dziewczynki zwanej Sonią ściągnęło "ja" na ziemię na tyle, by nie pozwolło sobie więcej na wycieczki, z których nie da się powrócić. Są obie strażniczkami tego porządku w ruchu, tej płynnej stałości. Banał - można powiedzieć - jak dobrze być razem, jak dobrze kochać i być kochanym, jak dobrze znaleźćswoje miejsce w świcie. Franczak wygrywa, bo nie pozwala sobie na zapomnienie o ludyccznych sapektach literatury, czyli, mówiąc po ludzku, że literatura jest też zabawą, grą. (...) Freanczakowi udaje się - dzięki anegdotom, dzięki podważaniu powagi, , ale i z podmuchem Grozy we włosach - balansować między ciężarem a lekkością.

Anna Marchewka

Lampa 7-8/ 2007

 

Do "Grawitacji" nie pasuje żadne znane określenie: to niby-dziennik przetykany esejem i zalążkami powieści. Można by ten gatunek nazwać, dajmy na to, spacerem, bo prowadzi w różnych kierunkach, tematy łagodnie przechodzą jeden w drugi i pozostaje wrażenie przyjacielskiej rozmowy. Franczak snuje swoją opowieść tak, że mamy ochotę towarzyszyć mu w tym spacerze, czujemy się, jakbyśmy go znali od ładnych kilku lat. Gdyby koniecznie chcieć ustalić, o czym są "Grawitacje", wyszłoby, że to przygody pewnego niespokojnego ducha lub raczej intelektu, osoby, która nieustannie przygląda się z zewnątrz (z przymrużeniem oka) sobie, swojemu życiu, słowom, książkom i zdarzeniom. Przymierza rozmaite życiowe role jak stroje: taty małej Soni, pana Jureczka w podkoszulku i z papierosem, autora na spotkaniu literackim, belfra, poety na literackim spędzie w Paryżu, i wszystkie te ubranka są przykrótkie. (...) Bije z tej książki radosna ciekawość kolejnych wcieleń, słów i zdarzeń. Choć zaczepione jest to wszystko w jakimś środowisku, zamiast opisów knajpianych ekscesów mamy opowieść o wiele bardziej pojemną, czytelną dla wszystkich niespokojnych duchów. Odrębne sfery życia w tej opowieści przenikają się i mają centrum - to, jakkolwiek by patrzeć, dziecinny, zabałaganiony pokój Soni.

Justyna Sobolewska

Przekrój 36/ 2007

 

"Grawitacje" to taka prolegomena do wiedzy o człowieku; próba uchwycenia "całości" w jej rozczłonkowaniu. Kreśląc konkretne zdarzenia, przywołując obrazy z przeszłości, Franczak w istocie zdaje relację z podróży po "różnych światach" w obrębie jednego przecież - naszego - świata. (...) Szczegół ociera się o ogół jak kot o pysk psa. Anegdota brawurowo przechodzi w barwny "pejzaż wewnętrzny", a przemyślenia o charakterze diarystycznym nigdy nie nużą. Są raczej próbą transgresji narratora, autora, świata przedstawionego i w ogóle świata poza słowami, z zewnątrz do wewnątrz i na odwrót. (...) Egzystencjalny ciężar spoczywa na barkach dyskretnej ironii. Nawet bardziej mięsiste żarty mają słodkawy posmak i nigdy nie ociekają krwią. Jest to dowód na "wiarę w pisarstwo czyste, niezaangażowane, jak i - na swój sposób żarliwe - credo agnostyka" - jak powiedział Wiedemann. Dlatego czyta się to błyskawicznie, fantastycznie, z niesłabnącym zainteresowaniem.

Rafał Skonieczny

www.kulturalnytorun.pl

 

Koncentracja na własnym "ego" jest w "Grawitacjach" tak silna, że można posądzić autora o megalomanię, którą ukrywa pod maską swoistej autoironii i niepowtarzalnego wdzięku, pozwalającego tę książkę czytać z uśmiechem na twarzy, chociaż tak często wspomina ona o dramacie tworzenia, oswajania słów, nadawania im znaczeń. Wędrówka przez kolejne strony tej prozy jest drogą, na której co chwila potykamy się o egzystencjalny znak zapytania. Wędrujemy bowiem po materii niepewnej, niedopowiedzianej do końca, niejasnej i niestabilnej. Autor odbywa podróż po orbicie własnych asocjacji, rejestruje wspomnienia miejsc i ruchu, podkreślając jednocześnie bezruch, trwanie gdzieś pomiędzy opisywanymi zdarzeniami. Próbuje zrozumieć kilka ról, w jakich występuje jego "ja" - to ojciec, twórca, obserwator i podmiot migotliwych zdarzeń dziejących się w jakiejś nieokreślonej przestrzeni. Ta podróż wydaje się potrzebna i konieczna, bo wyciąga na światło dzienne niuanse ważne i wymagające zastanowienia się nad nimi. Mamy więc w "Grawitacjach" do czynienia z tekstem konfesyjnym i utylitarnym jednocześnie. Połączenie to frapujące i godne pozazdroszczenia - mało kto bowiem potrafi kobierzec utkany z własnych przeżyć podłożyć pod nogi pozornie obojętnego na te przeżycia społeczeństwa. (...) Ta wdzięczna i ciekawa książeczka nie poddaje się żadnemu polu grawitacyjnemu i stara się za wszelką cenę oderwać się - w sensie metaforycznym i dosłownym - od powszechnego prawa ciążenia, które ogranicza i niewoli. To siedem dobrze napisanych opowiadań, które tworzą specyficzną powieść o istocie tworzenia i akcie doświadczania samego siebie poprzez kreację twórczą.

Jarosław Czechowicz

krytycznymokiem.blogspot.com

 

Czytam tę książkę i czuję się jakbym weszła do czyjegoś domu i zwiedzała wszystkie jego sekretne miejsca, oglądała różne przedmioty. Wszystko, co widzę, choć w gruncie rzeczy inne i na pozór do siebie niepasujące układałoby się w konkretną całość, choć nie do końca możliwą do poznania. Dziwne to porównanie, ale właśnie tak czuję tę książkę. Porusza wiele aspektów życia bohatera (właściwie każdego z nas) - rodziny, przyjaciół, pracy, codziennego życia - wszystko zarejestrowane przez człowieka traktującego je jak teatr, w którym przychodzi nam wcielać się w różne role. Smaku dodają wątki poruszające z lekkim dystansem i uśmiechem problem autotematyzmu - zabawy konstrukcją i przemyślenia na temat pisania .

Agnieszka Świątek

www.freekmag.pl

 

Pisarski patronat w przypadku Grawitacji oznacza dwie rzeczy - umowność formuły dziennika i konstrukcyjny, tekstowy charakter calości (jakodzieło sporządzone przez pisarza wypowiedź Franczaka charakteryzująstrategie tekstowe stosowane przez klasyków potmodernizmu) oraz pokrewieństwo z prozą nieodłącznie związaną z filozofią autora, a więc z tradycjąawangardy. (...) Franczak wydaje się absolutnym nonkonformistą i demistyfikatorem, przy czym jego nieufność i dystans nie są zadziorne czy po grombrowiczowsku heroiczne, ale na sposób egzystencjalistyczny oczywiste: Grawitacje to obnażenie - bezwzględne, trzeźwem, ascetyczne, pozbawione rozpaczy i co tu dużo mówić - wiarygodne, jak wiarygodny być może tylko produkt samoświadomości.

Justyna Cembrowska

FA-art 1/ 2008

 

Grawitacje to esej, dziennik upozowany na opowiadanie, quasi-pamiętnikowy zapis dziejów fascynacji autora i jego "dojrzewania", literacka polemika, errata do rzeczywistości złożonej z faktów i aktów mowy; a także własna, ważniejsza niż samo "działanie", instrukcja obsługi. Przewrotna metoda autora: porzucając "fikcję" na rzecz - ogólnie ujmując - biografistyki, od razu zaznacza on brak zainteresowania dla "myślenia faktami", dla czysto sprawozdawczych możliwości dziennika (wspomniany sen); książka - trochę jakby staroświecko i na przekór dzisiejszym modom - staje się zapisem zainteresowań, pasji i dylematów intelektualisty, podejrzliwego wobec "rzeczywistości" tak samo, jak wobec języka, który ją konstytuuje. (...) Franczak lubi zaskoczyć i lubi to robić, eksploatując do końca przybraną rolę: kiedy tylko zaczyna się robić zbyt "serio" natychmiast porzuca namysł i refleksję, stając się krnąbrnym uczniem, gotowym wszystkim przyczepić do spodni kartkę z napisem "Pocałujcie wy mnie w dupę".

Łukasz Plata

Cegła, IX 2008

 

W Grawitacjach Jerzy Franczak zadaje pytania o rolę narratora i naturę podmiotu – w tradycji, którą chciałoby się nazwać Gombrowiczowską. Pozostaje jednocześnie czujnym kpiarzem i zdolnym satyrykiem, łącząc swoją „poważną działalność” z tym, co można nazwać najprościej „opowiadaniem historyjek”. Przemożna ironia tej książki, nadając jej lekkość i moc, zdaje się zarazem przytłaczająca, niemal paraliżująca – jakikolwiek komentarz nie chce przejść przez gardło czytelnika, który antycypuje już prześmiewczą i błyskotliwą odpowiedź autora. A jednak prozatorski zbiór Franczaka warto – choć nie bez przymrużenia oka – zaklasyfikować jako „małe arcydzieło”.

 Paweł Kaczmarski

http://www.dolnoslaskosc.pl